'Drzewo Anioła' Lucinda Riley


'To zdumiewające, do czego człowiek jest zdolny w obliczu konieczności.'

Był pomysł, by wszystkie książki kosztowały tyle samo. Średnio to wyszło, więc wprowadziła bym w tej koncepcji małą zmianę. Jeśli chciałabym żeby cokolwiek w książkach było identyczne, to dbanie o ich wydanie. Jeszcze dwa tygodnie temu, powiedziałabym, że nie ma dla mnie większej różnicy, czy czytam w miękkiej czy twardej oprawie, ani ile waży dana książka, bo przyzwyczaiłam się, że noszę w torebce nawet 800 stron. Aż tu przyszło "Drzewo Anioła", które mimo swoich ponad 500 stron, jest lekkie, poręczne, oprawione w pół miękką, pół twardą okładkę (tzw. zintegrowaną), z delikatnie wygiętym grzbietem, który nie ma prawa się złamać, dzięki czemu spokojnie możemy rozłożyć sobie książkę na kolanach, bez strachu, że za chwilę będzie wyglądała jak Lili wyjęta z gardła. Gdy po spędzeniu z tym cudeńkiem od Lucinda Riley kilku dni, przerzuciłam się na miękka okładkę,  z grzbietem, który trzeba było delikatnie otwierać, co by się mu nic nie stało, zrozumiałam czemu takim zainteresowaniem cieszą się zagraniczne wydania. Nie chodzi tylko o wygląd, choć tu Wydawnictwo Albatros też się postarało, ale o wygodę. Mimo, że ogólnie uwielbiam różnorodność, to gdyby wszystkie książki prezentowały się tak dobrze jak ta na zdjęciu, to myślę, że wyszło by nam to na plus.


'(...) Załkał i pokręcił głową. Wiedział, że bez względu na to, co podpowiada mu serce, duma, która dotąd rządziła jego życiem i je niszczyła, znów się odezwała, nie pozwalając mu iść za kobietą, którą kochał.'

Greta po wielu latach spędzonych w Londynie, wraca do rodzinnej posiadłości w Walii, wraz ze swoim wieloletnim przyjacielem David'em. Kobieta lata temu w wyniku wyniku nieszczęśliwego wypadku straciła pamięć. Mężczyzna ma nadzieję, że wyjazd okaże się przełomowy pod tym względem, i znajoma okolica pomoże Grecie w odzyskaniu wspomnień, które według lekarzy są na wyciągnięcie ręki. Jednocześnie obawia się, czy ta jest na to gotowa, ponieważ w czasie ostatnich 30 lat, wydarzyło się bardzo wiele, i gdyby mógł, sam o wielu chętnie by zapomniał. 

'Ale co się stało, to się stało, i obiecał sobie, że nigdy nie zdradzi Grecie swych prawdziwych uczuć. Że będzie miała wszystko, czego potrzebuje. Z wyjątkiem jego serca.'


Greta jest osobą o wielkich marzeniach. Gdy jako młoda kobieta opuszcza dom rodzinny, by poszukać szczęścia w dużym mieście, co przy jej braku doświadczenia i protekcji nie jest łatwe, nie trudno się domyślić, że wyjdzie z tego popisowa kabała. Dziewczyna ma jednak duży atut. Jest niezwykle piękna. W sposób nienachalny, ale przyciągający wzrok. Z braku innych możliwości, zatrudnia się jako tancerka w teatrze, mając nadzieję, że wypatrzy ją jakiś producent, czy reżyser, i lada chwila będzie gwiazdą światowego formatu. Tęskni też za wielką miłością, by miał się nią kto zaopiekować, i komu ze spokojem mogłaby oddać serce. Jest przecież dobrym człowiekiem, więc czy i do niej los nie mógłby się uśmiechnąć? Tak też się w końcu dzieje. Ambitna, pracowita i bardzo uczuciowa, spotyka na swojej drodze kolejne szanse na poprawę życia. Zbyt szybko jednak zapomina, że na kłamstwie nie sposób zbudować trwałych relacji, a ponieważ dodatkowo nie uczy się na błędach ani cudzych ani swoich, to ta droga prędko przestaje być usłana różami. I tak też na świecie pojawia się jej córka - Czeska. Jako matce przyjdzie jej podjąć dużo trudnych decyzji. Jedną z nich jest zaangażowanie czteroletniej dziewczynki w karierę filmową. Choć mała wygląda jak aniołek, może się okazać, że pod blond grzywą skrywa ostre różki.

'Jeśli nie możesz ich pokonać, to się do nich przyłącz.'

Lucinda Riley przedstawia nam sagę rodzinną. Na przestrzeni około czterdziestu lat poznajemy wzloty i upadki ludzi, których wiąże więcej niż tylko więzy krwi. Poznajemy definicję miłości, przyjaźni, oraz troski, czy nawet zdrowia psychicznego. Na trochę ponad pięciuset stronach splata się wiele ekscytujących czytelnika wątków, co jednocześnie daje nam pełny obraz świata, w którym żyją bohaterowie tej powieści. Akcja, podzielona między dwa okresy - przeszłość, rozpoczynającą się w tysiąc dziewięćset czterdziestym piątym, i teraźniejszość, czyli grudzień tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty piąty, pozwala dobrze zrozumieć napięcie wyczuwalne na każdej stronie, które zaświadczam, udziela się czytającemu już po pierwszych rozdziałach. Nie jest to jednocześnie książka, w której autor próbuje manipulować odbiorcą, i wprost powiedzieć kogo mamy lubić, a kogo nie. W całej tej skomplikowanej historii przeplatają się światłocienie, gdzie ciężko osądzić, po której stronie leży wina za obecną sytuację. Myślę, że wielu może podobać się właśnie dlatego, że tak dobrze oddaje prawdziwe życie. Ludzie lubią sobie zadawać pytania w stylu "a co gdyby?". I tak Grata, jak i David też często to robią. Szczególnie, gdy na scenę wkracza Czeska, córka kobiety. I jednocześnie młoda gwiazda kina. Wątek, który jej przypisano wbija w fotel, i zmusza do zastanowienia jak kiedyś wyglądał świat po drugiej stronie szklanego obrazu, i o ile różni się od tego, który mamy dziś. Gdzie zaczyna, a gdzie kończy się sztuka. Ile można dla niej poświęcić, i kiedy powiedzieć "dość", nawet jeśli w grę wchodzą wielkie pieniądze. Choć cała historia przedstawiona przez Riley to fikcja literacka, nie sposób nie zastanawiać się ile dziewczynek takich jak słodka Francesca, ucierpiało na ambicjach swoich rodziców.

'Ale jeśli życie czegoś mnie nauczyło, to tego, że nie wolno marnować ani jednego dnia. I co ważniejsze, jeśli kochasz kogoś, to powiedz mu, na litość boską, co czujesz.'

Na przestrzeni całej fabuły możemy zapoznać się z narracją wielu postaci. Występują tu nie tylko Greta i jej mąż, a także córka, której myśli wnoszą do tej historii najwięcej grozy, ale także wspomniany wcześniej David, oraz jego matka. Znaleźć możemy tu również krótkie epizody pomniejszych osób. Całość miejscami zakrawa o operę mydlaną, albo melodramat, w zależności od konkretnej sceny, ale wszystko to pięknie się uzupełnia. Dawno nie czytałam tak dobrze poprowadzonej intrygi, przy rozłożeniu akcji na tyle lat, i tyle pomniejszych wątków. Autorka nie zapomina o niczym. Każda wąska ścieżka na końcu jest domknięta, choć pozostawia nam też pole do popisu, bo ostatecznie zakończenie jest otwarte. I mimo, że momentami ma się ochotę albo wyrzucić całą tę pięknie wydaną książkę przez okno, ale nawet spalić ją w piecu, to ostatecznie wykonano tu kawał dobrej roboty. Nie wszystko musi nam się podobać, nie w każdej sytuacji zachowalibyśmy się tak altruistycznie ją David, czy umielibyśmy przejrzeć kogoś na wylot jak jego matka LJ, bo też i na co dzień nie jest to łatwe, jednak przekaz "Drzewa Anioła" daje czytelnikowi ważna lekcję, a jednocześnie pozwala zachować nadzieję, że dobro wraca. Przy czym przede wszystkich jest po prostu dobrą lekturą. Choć akcja rozgrywa się zimą, to będzie się nam ją równie dobrze czytało o każdej innej porze roku. Niech nikogo nie zmyli ilość stron, czy mnogość tematów - gdy raz usiądziecie do książki Lucindy Riley, nie będziecie mogli się od nie oderwać!

'Zamykanie serca na kłódkę tylko dlatego, że zostało kiedyś zranione, nie jest wyjściem z sytuacji.'

Bastuba

Brak komentarzy:

WRAP UP CZERWIEC 2019

Czasem ocenianie jest proste, a czasem choć dwum książkom dam tę samą ocenę, to jedną mogę szczerze lubić, a do drugiej nie mogę się po...

Autor obrazów motywu: Jason Morrow. Obsługiwane przez usługę Blogger.