Albo rybki albo akwarium czyli 'dobra książka' moimi oczami.




Jak wszystko na świecie, tak i książkę można ocenić w skali 'lubię' lub 'nie lubię'. Pytanie brzmi, czy dobra książka to tylko ta, która mi się podoba? Od kilku dni noszę się z myślą, że nie tylko nie do końca, a nawet całkowicie nie. Lekturą, która zmusiła mnie do takich przemyśleń jest 'Twierdza Kimerydu', którą zresztą już niedługo tu zrecenzuję szczegółowiej. Wszystko rozbija się jednak o to, że uważam ją za bardzo dobrą, choć zawiera wiele elementów, których czytanie nie sprawia mi przyjemności, np. opisywanie relacji homoseksualnych pierwszoplanowo, czy duża ilość wulgaryzmów, oraz narracja pierwszoosobowa podzielona pomiędzy kilku bohaterów. To jednak właściwe uzupełnienie bardzo inteligentnego tytułu. 

'Dobra' w odniesieniu do książki to dla mnie przede wszystkim pozycja wzbudzająca w czytelniku nowe przemyślenia. Odkrywająca takie rejony literatury, której dotąd nie znał, poprzez formę, język, styl, fabułę czy bohaterów. Kontrowersja, świeżość, skłanianie do dyskusji, czy sporów. Inspiracja do wyjścia ze swojej strefy komfortu. Bezceremonialność i odwaga kroczenia ku lepszemu. Pewność, że lektura nie była błędem, nawet jeśli czytanie było męką dla głowy czy duszy. W końcu walka z przyzwyczajeniami nigdy nie jest łatwym zadaniem. Ale satysfakcja jest tego warta.




Gdy byłam młodsza i uczyłam się w gimnazjum, bibliotekarka lubiła podrzucać mi wymagającą literaturę, mimo, że najbardziej lubiłam czytać Musierowicz czy Nowak. Pytała potem jak mi się podobała, a ja niezmordowanie odpowiadałam, że słabo, ponieważ zmuszała mnie do myślenia. Do wyciągania wniosków. Pani Aldona śmiała się ze mnie wtedy i mówiła, że się cieszy. Że o to chodzi w czytaniu. A ponieważ nie miałam po co buntować się w domu, wykorzystywałam to, by sprzeciwiać się ambitnym utworom. Teraz kręcę na takie myślenie głową, bo to typowa ja. Na złość Tacie odmrożę sobie uszy. 

Dziś nadal lubię sięgać po romanse, fantastykę, czy kryminały. Ale o wiele częściej zaczytuję się w reportażach, klasyce czy w bardziej psychologicznych tytułach. Trwa to dłużej i recenzuje się trudniej, ale radość po przeczytaniu jest o wiele większa.  Dalej nie będę do poduszki czytała "Dziadów" czy "Mistrza i Małgorzaty", ale podoba mi się, że z wiekiem zrobiłam kilka kroków w dobrym kierunku. 

Bastuba

Czy liczby mają znaczenie, czyli 4 miesiące w sieci ❤️

                                       

Czas mija nieubłaganie, a im starsza jestem tym bardziej zwracam na to uwagę. Ostatnie cztery miesiące wypełniał mi pośpiech, ciągła gonitwa myśli i, oczywiście, telefon. Od kiedy trzeciego lipca założyłam bookstagram. odkładam go tylko w czasie siedmiiu-ośmiu godzin snu. Blog miał być miejscem przechowywania spisu moich ulubionych książek. Jak widać nie bardzo wyszło. Zamiast cofać się do ukochanych tytułów, recenzuję bieżące pozycje. Zamierzam nadrobić jednak pierwotną myśl i pogodzić oba te rodzaje wpisów. Dodatkowo chętnie zacznę poruszać 'dręczące' mnie tematy, jak choćby, czemu tak lubimy postacie drugoplanowe, które autorzy książek, z uporem maniaka, mordują.


Bookstagram okazał się miejscem zrzeszającym niesamowitych, sympatycznych i realnych ludzi. Dlaczego podkreślam, że realnych? Bo nie byłam na to przygotowana. Posiadając prywatne konto obserwowałam znane bogerki i dwa/trzy konta książkowe. Nie widziałam tam ludzi, którzy wchodzą w dyskusje, znają swoje imiona i są naprawdę ciekawi co inni sądzą o poruszanym temacie. A jednak polska społeczność bookstagramowa okazała się odbiciem moich pragnień. Gdy przez lata nie masz z kim porozmawiać o nowo odkrytej perełce, a nagle spada na Ciebie świadomość, że oto znalazłeś sobie pokrewnych ludzi, równie ciekawych co ty myślisz, jak chcących się podzielić swoim zdaniem, wyrazić swoje poglądy - bezcenne. Oczywiście w ciągu tych miesięcy zauważyłam kilka dziwnych sytuacji, ale jak każde środowisko, które ewoluuje, będzie się uczyć pewnych zachowań. Szczególnie, że zarabianie i granie fair w internecie, jest jeszcze dla niektórych nowością. 


Decydując się spróbować swoich sił w sieci, miałam nadzieję, że w rok uda mi się zebrać kilka osób, które będą podzielać moje zainteresowania. Rzeczywistość przebiła oczekiwania i tak na instagramie mam was już ponad tysiąc, a tu dziesięć osób. Oby nie przyszło stanąć mi kiedyś przed tak dużą ekipą, bo mimo wrodzonego ekstawertyzmu i całkiem sporej odwagi, mogłabym mieć problem ze skleceniem dłuższych wypowiedzi. Z rzeczy, które również cieszą moje serce, będą jeszcze mail'e, które zaczynam odbierać. Do tej pory jedynie p.Ania, opiekująca się zbiorami w moim technikum, doradzała mi przy wyborze książek. Teraz nie dość, że widzę coraz to ciekawsze nowinki na zdjęciach i w blogspotowych polecajkach, dostaje też propozycje od samych autorów. Czy dla książkoholika może być coś lepszego?

Posiadanie czegoś, co może być dla nas nieskończonym źródłem szczęścia i motywacji, powinno być według mni głównym celem w życiu. Może być to miłość, przyjaźń czy rodzina. Ważne, że mamy po co wstawać i nie grozi nam spoczęcie na laurach. Tym dla mnie jest książkowa działalność. Niezmierzona radość i wyzwanie. 


Bastuba



Copyright © CZYTADO