WRAP UP MAJ 2019


Mogłabym się tłumaczyć, że w maju dużo podróżowałam, w czerwcu była sesja na studiach i dopiero teraz rozhulam bloga, ale tak jak nie lubię u innych obietnic wielkiej poprawy po miesiącach nieobecności, tak sama nie będę tego robić. Choć maj nie był dla mnie specjalnie owocny czytelniczo i nie mogę odesłać Was do recenzji konkretnych tytułów, to chociaż dam znać, że na instagramie macie z nimi całkiem dużo zdjęć. :) 



 1. "Współlokatorzy" to zabawna historia dwojga ludzi, którzy w ramach oszczędności dzielili to samo mieszkanie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby się znali, ale choć Ci dzielą jedno łóżko, to nigdy się jeszcze nie widzieli. Powiedziałabym, że jest to bardziej obyczajówka niż romans, ale trzeba przyznać, że jest to jedna z najlepszych książek wydanych w maju. Przyjemne 8/10. 
2. "Siła jej piękna" to zbiór opowiadań, napisanych dla kobiet przez kobiety. Patrząc z różnych perspektyw, podejmuje próbę pokazania, że potrafimy podnieść się nawet z najgorszego kryzysu, porażki czy choroby. Niektóre historie głęboko mnie poruszyły, czego kompletnie się nie spodziewałam, dlatego z radością oceniłabym tę antologię na 10/10!
3. "Joy" udowadnia, że okładka ma w dzisiejszym świecie duże znaczenie. Idealnie instagramowa przyciąga wzrok od pierwszej chwili i aż prosi się, żeby sprawdzić czy i środek będzie tak ciepły i romantyczny jak sugeruje ta grafika. Niestety ja się rozczarowałam. Myślę, że pomysł był bardzo dobry, tylko za dużo wątków przewinęło się bokiem i jakby po za czytelnikiem i gdyby przed epilogiem dodać jeszcze z trzy-cztery rozdziały, to całość wypadałaby lepiej, a tak tylko 7/10, choć zwrot akcji na końcu - duży plus. No i duże serducho za okładkę. Cudeńko! 
4. "To, co najważniejsze" to duże rozczarowanie. Ponoć zaczęłam przygodę z autorką od jej najgorszej książki, ale nie zmienia to faktu, że odbiłam się od tej historii jak od trampoliny. Nie dość, że historia jakiś miliony, bo ona przyjeżdża do małego miasteczka, poznaje JEGO i od razu wie, że czuję do niego coś czego dotąd nie znała. Z miejsca zaprzyjaźnia się ze wszystkimi, i jest oczywiście powszechnie lubiana, nawet przez wieloletnich odludków, a jej wielka tajemnica zmienia wszystko. No nie. To było tak wiele razy, że tylko niesamowita chemia między bohaterami, ale ich genialne wykreowanie mogłoby zaradzić tej odpychającej kalce, tylko że tego tu nie ma. Niestety na więcej niż 2/10 ta książka nie zasługuje. 
4. "Niebezpieczna gra" czyli jeśli o kopiach mowa... Tu chyba miało być coś pomiędzy Mrozem a Świst, tyle że coś nie wyszło. Chwilę po przeczytaniu napisałam na świeżo swoje odczucia ma instastories, a że dalej je podtrzymuję, to po prostu Wam je tu dodam. Jeśli jesteście ciekawi co czytam na bieżąco, to tam właśnie wszystko pokazuję najszybciej. :) 



5. "(Nie) zwyczajna" i... znowu rozczarowanie. Choć myślałam, że maj będzie dla mnie miesiącem świetnych romansów, to rzeczywistość nie dorównała oczekiwaniom. Mogę nawet powiedzieć, że dość twardo wylądowałam. Ponownie mamy oklepaną fabułę, tym razem w wersji dla nastolatków. Ona nieśmiała, w tajemnicy przed wszystkimi pisze wiersze, on przenosi się z innej szkoły, od wejścia pokazuje jaki to nie jest zbuntowany i niezależny mimo, że ma może z siedemnaście lat. Są narkotyki, gangi, alkohol czyli w sumie normalka, prawda? W recenzjach często przewijało się, że książki Young są lekkie i dobre na raz, a ja się zastanawiam jaki jest sens sięgać po coś co mogliśmy czytać już pięćdziesiąt tysięcy razy w innych powieściach? I to lepiej napisanych? Z bohaterami, których łatwo zrozumieć i polubić, co tu raczej się nie uda? Jest lepiej niż w "To, co najważniejsze", ale jak dla mnie tytuł nie warty zapamiętania niestety. 3 może 4/10.


7. "Vicious. Nikczemni" jako najbardziej wyczekiwana książka przez cały polski booktube czy bookstagram. Ileż dobrego się o niej naczytałam jeszcze przed premierą! Że objawienie! Że wciśnie w fotel albo pozamiata, albo i ugotujemy się z emocji! No to sięgnęłam po nią i... Faktycznie, czegoś takiego jeszcze nie czytałam. Znam Schwab, wiem, że lubi pod prąd, że umie pisać, że do tworzenia bohaterów to ma rękę - i to wszystko tutaj czuć. Znowu mroczne, znowu zaczynamy z wysokiego C i ciągniemy tylko wyżej i wyżej, tylko mam wrażenie, że sens całej tej książki zmienia się w trakcie czytania. Aż do samego końca czytelnik próbuje uchwycić i zrozumieć kto tu jest dobry a kto zły, a rezultat... Cóż. Nie żałuję, że przeczytałam i choć nie tego się spodziewałam to po czasie patrzę na nią bardzo przychylnym okiem. Jeśli nie odpycha Was tematyka wykopywania ciał, opisów metod na skuteczne uśmiercanie, czy całkiem dużo fizyki, a przede wszystkim tematyka science fiction, co chyba powinnam zaznaczyć na początku, to ta książka jest dla Was. Zresztą przyznajcie, że nawet gdybym napisała, że jest beznadziejna to dla samej okładki warto mieć ją na półce. :) Ah i ocena... 9/10 będzie uczciwe! 

Po opisy czy więcej recenzji odsyłam Was na Lubimyczytac.pl, na dniach pojawi się WRAP UP z czerwca i może po za recenzjami książek też jakieś filmy? Ostatnio kino stało się moim drugim domem i chętnie dam znać na co warto się wybrać, albo jakie dvd kupić, gdy szykuje Wam się spotkanie z przyjaciółką albo nie ma co obejrzeć do obiadu. :) 

Bastuba



WRAP UP MARZEC 2019


Marzec już dawno za nami, ale że czytelniczo wspominam go bardzo dobrze, ponieważ nareszcie opuścił mnie zastój czytelniczy, który był skutkiem sesji, zaliczeń etc., w tamtym miesiącu przeczytałam 13 książek. Jednej z nich nie umieściłam jeszcze na planszy, bo pojawi się na półkach dopiero po 15 maja. Ale z tych co już miały premierę spokojnie mogę Was polecić "Zakochanego przez przypadek", który totalnie skradł moje serce, o czym dobrze wiecie, bo recenzja dawno się na blogu pojawiła, oraz "Najważniejszy powód by żyć", bo tak jak młodzieżówki to nie mój konik, tak ta książka bardzo mi się podobała, dlatego z niecierpliwością wyczekiwałam premiery tomu drugiego. Po ocenach pozostałych tytułów możecie zauważyć, że tylko z "Gordianem" nie bardzo się zakumlowałam, a po za nim wszystkie inne książki mi się podobały, bardziej lub mniej. O tym czy kwiecień był dla mnie równie udany tam znać jutro! :)





Pozostałych recenzji możecie się niedługo spodziewać, szczególnie że premiera "Jagi" od Katarzyny Bereniki Miszczuk już za rogiem, a wraz z nią konkurs na moim instagramie. 😊🔥 Maj będzie dla mnie miesiącem podróży, ponieważ mam w planach uczestniczyć w Influencer LIVE w Poznaniu, oraz w Targach Książki w Warszawie, a w międzyczasie wraz w ramach wyjazdu naukowego wyjeżdżam do Lwowa, dlatego nie wiem na ile aktywny pozostanie w tym okresie mój blog, ale spoko jestem fanką teori, że im więcej ma się obowiązków, tym lepiej człowiek potrafi się zorganizować, to może się okazać, że i recenzje i wpisy z wyjazdów będą się pojawiać na bieżąco. 😁 Trzymajcie za to kciuki! 

Bastuba 

"Śmierć w blasku fleszy" Alek Rogoziński


"Toż to skandal! Ale czego innego można się spodziewać po naszej policji! Gdy jest jakaś rozróba, to policjanci zapadają się pod ziemię, ale kiedy widzą staruszkę sprzedającą bez pozwolenia kwiaty, to nagle jest wokół niej cały kordon, jakby była terrorystką. Do luftu!"

Niektórzy w parszywy dzień lubią się dobić słuchając Korteza i czytając Kulczyckiego spokojnie pogrążają się w depresji. Ja wolę w takie dni wyłączyć wifi, wyciszyć telefon i opatulona kocem z psem na kolanach oddać się lekturze jakiejś dobrej komedii. Jeśli będzie to komedia kryminalna to tym lepiej. W takie łatwiej się wkręcić, bo chcemy się dowiedzieć kto zabił i jak wszystkie wątki ostatecznie się rozwiążą. Lubię naszych rodzimych autorów takowych książek, ponieważ daje mi to dodatkowo gwarancję dobrego humoru, który trafi do mnie o tyle lepiej niż zagraniczne, bo mówi o naszej polskiej rzeczywistości. A przyznacie, że czasem to można się już tylko w tym naszym kraju śmiać. Mam więc jak w banku, że taka książka skutecznie poprawi mi humor. Co by nie być gołosłowną ostatnio zapoznałam się z najnowszym dziełem Alka Rogozińskiego i zamiast dawkować sobie przyjemność, zaaplikowałam na raz trzysta stron i wyszłam na tym bardzo dobrze. Skutek uboczny? Łzy śmiechu i bolący brzuch z powodu j.w. A o czym tym razem pisze autor?

"Jeśli nie musisz mówić taksówkarzowi, dokąd ma cię zawieść, a on i tak jedzie tam, gdzie trzeba, to znaczy, że jesteś gwiazdą."

Świat mody rządzi się wieloma prawami. W Polsce ustala je Krystyna Rośnicka. Jest królowa śniegu rodzimych wybiegów, ponieważ jej agencja modelingowa współpracuje z najważniejszymi projektantami, a córka Rośnickiej, Weronika, ma spore szanse zostać "Next Top Model". Gdy więc Mario Kostek i Miśka Szustak dostają zlecenie zorganizowania wielkiego pokazu modu dwóch wielkich marek, nie mogą pominąć gwiazd, którymi zarządza Rośnicka. Przyjaciele planują wspaniałe i niezapomniane show, a gdy udaje im się to osiągnąć okazuje się, że nie koniecznie takie atrakcje impreza miała zawierać. Podczas finału gonie bowiem główna gwiazda, a do morderstwa przyznaje się asystentka Maria. Ten nie wierzy w jej winę i z pomocą Miśki, oraz jej mamy, Stefani, będzie próbował znaleźć prawdziwego zamachowca. Szybko okazuje się jednak, że osób, które mogły chcieć śmierci modelki, jest naprawdę wiele. Pani Stefania podążając za przeczuciem, i mając doświadczenie po przeczytaniu wszystkich książek Agathy Christie, może wpakować w tarapaty nie tylko siebie. Ale jak już, na pewno zrobi to na wesoło.

"Nie, wbrew temu, co sądzą o mnie inni ludzie, nie jestem robotem. Mam uczucia. Nawet wiele. Tyle że nauczyłam się ich nie ujawniać, żeby inni nie zrobili z niej oręża do walki ze mną. Zna pan życie i wie, że i w biznesie, i po za nim ludzie żerują na naszych słabościach. Jak sępy. Jeśli znajdą pana słaby punkt, wykorzystają go bez pardonu."

"Śmierć w blasku fleszy" wygrywa genialnie wykreowanymi bohaterami, których przemyślenia i dialogi totalnie mnie kupiły. Podobało mi się, że wątek kryminalny był dobrze napisany, a wszystkie puzzle na końcu wskoczyły na swoje miejsce. Jeśli mogę głosować, to chętnie poczytałabym o innych przygodach Stefani Szustak, bo ta szalona "kura domowa" zdecydowanie wiedzie prym w tej książce. Wiecie, taka typowa starsza Pani, która naoglądała się "Komisarza Alexa" i myśli że sama może być Rutkowskim. Niby banał, a tu sprawdziło się to bardzo fajnie. Jestem też fanką umieszczania spisu postaci przed pierwszymi rozdziałami, bo gdy mamy całą gamę bohaterów, czasem ciężko spamiętać kto jest z kim spowinowacony. Oczywiście  w komedii kryminalnej ważny jest też humor, ale już chyba wystarczająco podkreśliłam, że ta książka nie raz rozbawiła mnie do łez, a o to przecież chodzi.  Cóż, kolejna udana premiera Panie Rogoziński. Czekam na kolejne.

"Widać, dramatyczne okoliczności zmieniają optykę widzenia."

Bastuba


"Bez żalu" Mia Sheridan


"Intelektualiści sądzący, że wszystkiego można się dowiedzieć, to najgorszy typ naukowców. Wbrew pozorom, niczego nowego się nie uczą."

"Wszystkie bitwy wygrywamy lub przegrywamy najpierw w swoim umyśle."

Z książkami Mii Sheridan poznałam się jakieś 2 lata temu i od tego czasu uwielbiam każdy jej tytuł, który trafił w moje ręce. "Bez szans", "Bez winy", czy "Bez słów" to tylko kilka przykładów oryginalnych romansów, które opowiadają o tym, że miłość może nas spotkać w najmniej spodziewanym momencie. Każda historia inna, każda równie emocjonalna. Szczególnie uwielbiana jest "Bez słów" i choć z pewnością jest to szczególnie udana opowieść, to "Bez żalu" może z nią spokojnie konkurować.

"Mężczyzna, który widział wokół siebie tyle śmierci, ma niewielką szansę pojąć Bożą rolę w tym wszystkim."

"Czyżby właśnie na tym polegała prawdziwa odwaga: działaniu pomimo strachu? Podążaniu za dogmatami swojej wiary i głosem serca prosto w wir walki, do której zostało się wezwanym?"

Callen i Jessica poznają się jako nastolatka w opuszczonym wagonie w zajeździe kolejowym do którego nikt w miasteczku nie zagląda. On stara się odreagować po kolejnej kłótni i bójce z ojcem, ona ucieka przed matką, która nie poświęca jej najmniejszej uwagi, bo jest zbyt zajęta pilnowaniem niewiernego męża. Regularnie wraz z bratem jest zabierana do kolejnych hoteli, moteli i pensjonatów, by matka mogła złapać ich ojca na gorącym uczynku. Żadne z nich nie miało więc szczęśliwego dzieciństwa.
Jessica lubiła udawać, że jest księżniczką, która ma za zadanie uratować nieszczęśliwego księcia. Problem polegał na tym, że aż do jedenastego roku życia nikt taki nie stanął na jej drodze. Aż tu nagle spotyka chłopca, który zdaje się ją bardzo dobrze rozumieć. I podzielać jej marzenia. Razem zaczynają tkać nowe historie i bajki, aż pewnego dnia chłopiec nie pojawia się na spotkaniu. Bez żadnego wyjaśnienia, bez pożegnania. Po dwóch latach wspólnego dzielenia czasu, Jessica nie znała nawet jego nazwiska. Miała je poznać, tak jak reszta świata, dopiero po dziesięciu latach.
Gdy ona spełniła swoje marzenie i ze Stanów przeniosła się do Francji, by w Paryżu móc studiować i pracować, co zawsze chciała zrobić. Callen w tym czasie dążył do rozpowszechnienia swojej muzyki. To właśnie Jessi przyniosła mu kiedyś keyboard, i nauczyła czytać nuty, a on okazał się bardzo utalentowany muzycznie. Więc gdy dziewczyna szukając pracy jako tłumaczka tekstów starofrancuskich trudniła się posadą kelnerki, w hotelu, on odbierał nagrodę w Paryżu za swoją najnowszą płytę. Los chciał, że gdy udaje się świętować ten sukces wraz z managerem do restauracji właśnie w tym hotelu. Gdy przyjdzie im się spotkać, może nie być tak łatwo jak Jessica by tego chciała. W końcu dobrze by było, żeby ją chociaż, na początek, rozpoznał...

"Wspomnienia będą wszystkim, co mi pozostanie."

"Żyj odważnie i niczego nie żałuj."

Trochę się rozpisałam, ale możecie być spokojni. To tylko wstęp do tej historii, a ja postaram się powstrzymać przed zdradzeniem jakichkolwiek istotnych dla fabuły informacji. A są tu szokujące zwroty akcji. To zresztą jest typowe dla Sheridan. Autorka uwielbia rzucać nam przez całą książkę smaczki, by później zwalić nas na kolana jakimś porządnym zwrotem akcji, albo ujawnieniem wielkiej tajemnicy. Nie sprawia to jednak, że jak ktoś szybciej domyśli się co ukrywają Ci bohaterowie, to nie będzie rozczarowany, ponieważ siła tej gdzie indziej. Otóż linia czasowa "Bez żalu" jest podzielona na dwa wątki: jeden dotyczy teraźniejszej relacji między Jessicą i Callenem, a drugi opisuje losy służącej Joanny d'Arc i oficera jej wojsk, które poznajemy dzięki nowo odkrytym listom z czasu wojen prowadzonych przez heretyczkę. Dla tych, którzy nie przepadają za historią napiszę jeszcze, że fragmenty dotyczące średniowiecza są bardzo ciekawie opisane. W pewnym sensie najnowsza książka Sheridan opowiada o dwóch historiach miłosnych, nie o jednej.
Ostatnio czytając romanse, można odnieść wrażenie, że autorzy na tyle wierzą w wyjątkowość tworzonych przez siebie historii, że przykładają bardzo mało uwagi do takich aspektów jak styl, ciągłość fabularna, czy kreatywne budowanie postaci. Sięgając po tytuły pod którymi podpisuje się ta autorka, możemy być spokojni, bo nie będą nas razić w oczy błędy stylistyczne, czy skakanie po historii bez zaplecza, który potocznie nazywamy logiką. Podoba mi się również, że ani Jessica ani Callen nie są idealni. Popełniają błędy, ranią się nawzajem i wcale nie są skorzy do zmiany swojego postępowania. Łatwo można się z nimi utożsamić. 

"Czasami miłość potrzebuje tylko odrobimy bliskości, żeby rozkwitnąć. "

"Słyszałeś powiedzenie, że najlepszą modlitwą jest wdzięczność."

U mnie ciągle no.1 jest "Bez szans", ale najnowsza "Bez żalu" mocno depcze jej po piętach. Niesamowicie podobało mi się wplecenie do fabuły historii Joanny d'Arc i miłości pewnej szlachcianki z dowódcą wojskowym. Niby to tylko wątek poboczny, ale chyba właśnie on stworzył ten klimat, który tak lubię u Sheridan. Główna linia czasowa opowiadająca o kompozytorze muzyki klasycznej i dziewczynie, która przeniosła się ze Stanów do Paryża, by studiować język francuski i historię średniowieczną. A może właśnie to tak mi się w tej książce podoba? W końcu nie tylko sama studiuję historię, co zbliża mnie do głównej bohaterki, ale sam pomysł na te postacie jest kreatyny i nie tak często spotykany. Kupuje mnie też to, że jak na romans, ta książka wcale nie jest tak schematyczna. Cóż, moja miłość do twórczości Sheridan chyba nie pozwala mi zobaczyć tu jakiś minusów. Dlatego dla mnie odpowiednią oceną będzie 8/10. Jedyne co może mocno zadziwiać, to nasza wersja tytułu, ponieważ w oryginale mamy "More Then Words" co bardzo pasuje do fabuły, a żeby odkryć sens w słowach "Bez żalu" w kontekście tej książki, trzeba się już nagimnastykować. A może to w sumie plus? 

"Wiedziałam z doświadczenie, że ludzie nie zmieniali się, bo ktoś ich o to poprosił. Ludzie zmieniali się wyłącznie wtedy, gdy sami tego chcieli."

"Żebym słuchała serca, doceniała wszystkie dary, jakie otrzymałam od losu, nawet te najmniejsze, i wykazywała się cierpliwością, kiedy zostawiasz w zlewie brudna miseczkę po płatkach. (...) powinnam być wdzięczna za wszystko, co mam."

Bastuba



'Bez złudzeń' Mia Sheridan



"Czasem nosimy krzywdzące, ograniczające etykietki, nieważne, czy przypisali je nam inni, czy uczyniliśmy to sami."


Bywa, że okładka książki nam się nie podoba. Bywa, że przedstawieni na niej bohaterowie w naszej głowie wyglądali inaczej. Co innego jednak różnić się w wyobrażeniu czegoś, a co innego źle przedstawić wizję autora, którą ten dał nam jak na tacy. Niektórych drażni, inni nie mogą przez to spać w nocy. Ja postanowiłam od tego zacząć. Taka ot, uwaga książkowego geeka.

"Człowiek nie żałuje tego, co uczynił wiedziony miłością i dobrymi intencjami. Bądź uczciwy co to własnych intencji, Gabrielu, a potem idź za głosem serca. Niezależnie od wyniku, nie pożałujesz."


Cristal jest striptizerką, która wiele w życiu przeszła. Przy zdrowych zmysłach utrzymuje ją tylko gruby mur obojętności, za którym chowa obrzydzenie do pracy, klientów oraz własnego strachu przed zmianą stylu życia. Już jako mała dziewczynka nauczyła się wyłączać emocje, by nic nie mogło jej skrzywdzić. Ani odejście matki, ani agresywny ojciec. Problem pojawi się, gdy pojawi się ktoś, przed kim chciałaby się odsłonić, ale to może okazać się trudniejsze, niż ukrywanie się. Gabriel coś o tym wie. Jako sześciolatek został porwany, by przez lata ukrywano go w piwnicy, gdzie jego największym przyjacielem była samotność. Nie stracił jednak wiary, że kiedyś wróci do rodziny, znowu ujrzy słońce i będzie szczęśliwy. Nie wyszedł jednak z tego bez szwanku. Choć koszmar uwięzienia się kończy, przychodzi mu zmierzyć się z nadopiekuńczością brata, wbytnim zainteresowaniem mediów oraz strachem przed bliskością. Ma w sobie tyle siły, by z tym wszystkim chcieć sobie poradzić. Choć nie sam. O pomoc zwraca się do najmniej oczywistej osoby, którą okazuje się Cristal. Tylko czy dziewczyna zdoła go wesprzeć, skoro sama znajduje się na zakręcie? I czy to w ogóle jest możliwe? 


"Nikt z nas nie jest w stanie uleczyć innego człowieka. Reformować możemy wyłączyć samych siebie."


Jak zawsze, sięgnęłam po książkę Mi Sheridan oczekując wybuchowej mieszanki romansu, życiowych dramatów, wciągającej akcji i bohaterów, za których dam się pochlastać. Dostałam może z połowę tych standardowych składników powieści autorki. Choć motyw porwania łapał za serce, a postać Gabriela i Cristal została dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, i wyraźnie czuć między nimi chemię, to czegoś mi tu brakowało. Możliwe, że nie przywykłam do wolno rozwijającej się fabuły, i wielu wewnętrznych monologów bohaterów. Jestem jednak fanką dialogów, które dynamizują opowieść, dzięki czemu szybko się czyta. Tu oczywiście styl Sheridan również jest wyczuwalny, wiec te trzysta czterdzieści stron starcza na dwa wieczory, a jednak miejscami historia jakby się dłuży. Dostajemy dużą dawkę mądrych słów, inspirujących cytatów i wzruszających scen. Każdy, kto miał wcześniej do czynienia z autorką - wie, czym to się je.

"Czyż nie mówi się, że wystarczy snuć plany, by Bóg zaczął się z nas śmiać?"


Gabriel jest postacią, którą ma nam udowodnić, że cała siła jakiej potrzebujemy do pokonania przeciwności losu, jest w nas samych. Obojętnie jak wiele złego nas spotka, a sam jest przykładem najobrzydliwszych z krzywd, człowiek może podnieść się ze wszystkiego. Tego brakuje Cristal. Wiary, że można samemu decydować o swoim losie. A powiedzmy sobie szczerze, że dwudziesty pierwszy wiek daje duże możliwości, wiec wiele zależy od nastawienia. Ta bohaterka na przestrzeni całej książki będzie musiała przejść najwięcej, więci jej metamorfoza będzie najbardziej zauważalna. A na ile wiarygodna? To pozostawię indywidualnej ocenie. Nie są to jedyne postacie, które poznamy w "Bez złudzeń", które będą musiały nad sobą popracować. Mamy tu bowiem jeszcze Dominika, nadopiekuńczego brata, który lubi oceniać po pozorach, oraz całe miasteczko, które niczym flaga, zmienia zdanie z każdym podmuchem wiatru. Niestety po za obrazem tego, że można nad sobą pracować, Sheridan pozwoli nam też odczuć gamę wielu negatywnych uczuć. Bo są ludzie tak głęboko ukryci za skorupą nienawiści, agresji i ego, że pozostaną plamą na honorze świata.



"Ellie jest moja. Należy do mnie nie po to, bym ją posiadł, ale żebym ją kochał."


A o co mi właściwie chodzi z tą okładką? Ah drobnostka. Cristal ma miodowe włosy - nie blond, a na głowie Gaba można zobaczyć jedynie czapkę z daszkiem. Kapelusz na niej nie gości. Nie do końca łapię też ideę przedstawienia na tym obrazku sielankowej atmosfery, skoro przez większość czasu bohaterowie zmagają się ze swoją, lub cudzą, traumatyczną przeszłością. Fakt faktem, że znajdziemy w fabule jedna scenę na festynie, co autor tego projektu chyba miał na myśli, ale jak dla mnie, to to trochę mało. Ta moja mała niechęć może jednak wynikać z sympatii do oryginalnego wyglądu. Gdy się natomiast nie może tego co się lubi...

"Dano ci ból, bo jesteś dość silny, by go znieść."


W ogólnym rozrachunku, na świeżo od razu po lekturze, postanowiłam wystawić ocenę 6/10, czy też słownie / szkolne uznałam, że jest dobra. Bo taka też jest. Spokojna, mądra, całkiem romantyczna, pouczająca, ale też pozwalająca się odprężyć. Dobra. Są lepsze, ale też znacznie gorsze.

"Życie potrafiło być niezwykłe, pełne zadziwiającego piękna i zarazem łamiącej serce rozpaczy, często przemieszanych ze sobą, tak że trudno było je oddzielić."


Bastuba 
Copyright © CZYTADO