"Boże, Beata!" Mateusz Glen


"Boże, Beata!" Mateusz Glen

    Żeby wiedzieć czy polubimy główną bohaterkę powieści czasem wystarczy przeczytać kilka zdań pierwszego rozdziału. W książkach obyczajowych dobrze, jeśli czujemy do głównej postaci trochę sympatii, a tego przeważnie nie dowiemy się przed chociaż częściową lekturą. “Boże, Beata” to wyjątkowy przypadek z kilku powodów, ale łatwo wywnioskować, że jeśli ktoś zna z twórczości internetowej Tę Jedną Ciotkę, i lubi, to może śmiało sięgać po ten tytuł. Chociaż muszę uczciwie ostrzec, że poziom ciotkowości na stronę wynosi jakieś 105%. 

    Cioteczka, na co dzień mieszkająca w Gdyni, wyrusza do Ciechocinka, by odpocząć, zregenerować siły, a także porządnie się wybawić na cotygodniowych tańcach. Szybko okazuje się, że zamiast na kuracjach, kobieta będzie się musiała skupić na rozwiązaniu, może nawet kryminalnej, zagadki. Z chęcią wściubi nos gdzie tylko będzie mogła, nie czując przy tym ani grama wstydu. Ukryty talent detektywistyczny może ściągnąć na ciotkę problemy, jednak nie z takiej kabały udawało jej się już uciec.

 Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania książki “Boże, Beata!” bardzo się ucieszyłam, bo od dawna oglądam filmy Mateusza Glena i z większości zaśmiewam się do łez. Spodziewałam się, że książka z Tą Jedną Ciotką jako główną bohaterką historii w klimacie komediowo-kryminalnym to będzie dla mnie strzał w dziesiątkę. A jednak okazało się, że musiałam sobie ją dawkować, bo to co jest zabawne na minutowym filmie gdzie skupiamy się na całości, te drobne złośliwości tak nie wybrzmiewają, tak na papierze uderzyło mnie jak okropnie oceniająca, a czasem wręcz chamsko i bezpośrednio złośliwa jest nasza cioteczka. Chciałam dostać bohaterkę jak Tereska z “Dywan z wkładką”, a wyszła z tego bardziej Zofia z “Kółko się Pani urwało”. Problem polega na tym, że tę pierwszą uwielbiam i czekam, aż autorka napisze kolejne części serii, a przez tę drugą nie przebrnęłam, bo starsza Pani była nie do wytrzymania. Może ciotka nie jest (jeszcze) na tym poziomie,  ale były momenty, gdzie naprawdę chciałam, żeby ktoś jej porządnie odpyskował. Ten element “Boże, Beata!” jest w zasadzie jedynym minusem tej książki. Gdy przymknie się oko na kilka mocniejszych wypowiedzi głównej bohaterki, a ponoć dla starszych trzeba być wyrozumiałym, to dostajemy kawał dobrej rozrywki.

    Przeniesienie ciotki na łamy książki było świetnym pomysłem, szczególnie, że widać talent pisarski u Mateusza Glena. Czym innym jest nagrywanie, gdzie widz może wszystko zobaczyć i usłyszeć - szczególnie charakterystyczny cioteczkowy ton głosu, a czym innym forma pisana. Albo autor miał bardzo zaangażowaną redakcje, albo jest w tym bardzo dobry. Mimo charakterku ciotki, stworzył historię przez którą się płynie. Płynnie przechodzi z akcji do akcji, sprytnie ucina w dobrym miejscu rozdział, a czytelnik przecież chce się dowiedzieć co będzie dalej. Szczególnie, że tak jak pisałam wcześniej, ta opowieść opiera się na nowych postaciach i nowym miejscu. Talent autora do przerysowywania i barwnego opisywania ludzkich cech nie jest raczej nikomu obcy, a tu wspina się na wyżyny. Dodając do tego uszczypliwe nazewnictwo cioteczki - idzie się uśmiać. Na największą pochwałę zasługuje jednak staranne poprowadzenie fabuły. Oczywiście nie jest to thriller psychologiczny, gdzie na końcu czytelnik ma wodę zamiast mózgu kompletnie nie wie kto jest sprawcą, ale i tak widać dbałość w prowadzeniu poszczególnych wątków. Chociaż mi się najbardziej podoba dbałość o korektę. W opinii publicznej żywo ma się opinia jakoby twory influencerów, książkowe zwłaszcza, były marnej jakości. Często wyciekają informacje o zatrudnianiu ghostwritera albo pojawiają się wszelkiego rodzaju błędy od marketingu przed produkcję. A tu i marketing zachęcający i produkt finalny godny polecenia. Nic tylko chwalić i brać przykład.


Bastuba

"Polka w Korei" Agnieszka Klessa-Shin

 



Jaki kraj najbardziej Was fascynuje? 🫰🏻

Koreańska kultura wciągała mnie kroczek po kroczku, co w sumie nie było bardzo trudne, patrząc na to że pół nastoletniego życia spędziłam oglądając anime albo japońską odsłonę “Ninja warrior”. Azjatyckie produkcje i ich specyfika jest mi znana od dawna, ale dopiero jakieś półtora roku temu przekonałam się do koreańskich dram, a za sprawą algorytmów w mediach wszelakich, podsyłających mi zabawne materiały i filmiki, zwabił mnie też świat k-popu. Wcześniej nie byłam tym kompletnie zainteresowana, bo w mojej głowie żył mit, że zarówno muzyka jak i fandom są bodajże super infantylni. A ci ostatni na dodatek trochę toksyczni. Jednak po roku ostrożnej obserwacji i dołączeniu do kilku grup, widzę raczej duże zaangażowanie i piosenki na wysokim poziomie. Jest to jakiś rodzaj bańki, ale jednocześnie można się tam oderwać od znanej nam rzeczywistości i poobserwować inny mikrokosmos.

Ten długi wstęp można by skrócić do “Przeczytałam świetną książkę o Korei Południowej!”. Autorka kanału na youtube “Pyra w Korei” napisała książkę “Polka w Korei” w której bardzo obszernie przeprowadza czytelnika przez historię, obyczaje, mity i współczesność tego kraju. Podoba mi się, że od początku widać, że ta publikacja została bardzo starannie przemyślana, więc albo redaktor albo autorka stanęli na wysokości zadania, szczególnie, że w świecie książkowym najwięcej krytykuje się gonitwę, wręcz wyścig, by wydawać jak najwięcej i jak najszybciej, na czym traci jakość tekstu. W tej książce wyłapałam jedną literówkę i jedno powtórzenie, więc to tak jakby ich nie było. System wedle którego podzielono rozdziały, plus podrozdziały z praktycznymi wskazówkami, a na końcu bardzo obszerna część z klasycznym przewodnikiem - widać, że ta praca nie została napisana na kolanie. Mogłabym więc oznajmić, że największy plus to jakość “Polki w Korei”, jednak jest to tylko składowa. Równie przyciągające było lekkie pióro i płynne przechodzenie od tematu do tematu. Ktoś tu wie jak zatrzymać uwagę odbiorcy. 

 

Problemem w pisaniu o kulturze w której się żyje na co dzień, może być skupianie się na skrajnościach - przedstawienie świata bez wad, albo malkontenctwo. Sama jak czasem się zastanawiam co myślę o Polsce czuję, że mieszkają we mnie dwa wilki walczące ze sobą: “Mam szczęście, że żyje akurat tu, bo nigdzie nie czułabym się tak dobrze” albo “Wszędzie lepiej niż w tym smutnym państwie, gdzie jeden drugiemu rzuca się do gardła”. Cieszę się, że autorka potrafiła poruszyć zarówno te kwestie, które w Korei potrzebują szybkiej zmiany, jak i te, które ją urzekły i sprawiły, że mieszka tam już od wielu lat. Byłam ciekawa czy to co sama uważam za niepokojące, czyli ogromny pracoholizm i kultura picia alkoholu w dużych ilościach, zostanie przedstawione, a jeśli tak to w jaki sposób. Mały spoiler - nasze zdania w tym temacie są zbieżne 😉

Niech powyższy akapit nikogo nie zmyli - ta książka nie jest głęboką analizą, raczej przystępnie wprowadza i rozwiewa jakiś romantyczny mit, który koreańskie seriale i muzyczni idole wypuścili w świat i konsekwentnie podtrzymują na potrzeby konwencji. Zresztą skoro od lat cieszy się to tylko rosnącą popularnością, to znaczy, że wizja księcia na białym koniu dalej jest ludziom na całym świecie potrzebna i teraz ma ona wizerunek czebola ratującego sekretarki z opresji, żeby się w nich później zakochać bez pamięci. Mam przynajmniej trzy seriale w tej kategorii do polecenia 😹 Agnieszka Klessa-Shin zdaje sobie z tego sprawę i ten fenomen też wyjaśnia. Swoją drogą pozytywne jest również to, że nie dostajemy tu żadnego wykład z pozycji autorytetu. A przynajmniej autorka nie stawia się na tej pozycji. Dość rzeczowo podkreśla skąd wzięła się w Korei i gdzie może tam mamy źródła na bazie których wyciągane są wnioski, a gdzie bazujemy na obserwacjach czy “znajomi uważają” tam też jest podkreślone, że jeden głos nie odpowiada wszystkim przypadkom. Uważam to za walor i sprytny zabieg, bo jakiekolwiek zarzuty w stylu “co ty tam wiesz” można odbić “hej, to tylko moje obserwacje, a tu masz źródła na których się opierałam”, ale też wiemy, że jest to spojrzenie praktyczne - z wewnątrz, zamiast teoretycznych rozważań. 

Niech za największy argument posłuży fakt, że zaczęłam czytać tę książkę w czasie akcji “Czytaj PL” jakoś pod koniec listopada, i gdy nie udało mi się jej skończyć przez nawał pracy, wróciłam do niej na początku stycznia, bo nie mogłam wyrzucić jej sobie z głowy i byłam ciekawa ile nowej dla mnie wiedzy autorka mi poda. Nie dość jednak że kupiłam “Polkę w Korei” jako ebook, to teraz poluję na nią na vinted, bo chcę ją mieć również na półce. 


Bastuba









'Komisarz' Paulina Świst


'Z tą miną i w tym garniturze wyglądasz jak przedsiębiorca pogrzebowy z firmy Ostatni Dzwon. Wiesz, który to? Ci, co mają hasło reklamowe: ,W naszej trumnie będziesz wyglądał jak żywy'.

Klątwa drugiej książki przerosła niejednego. Niekończące się pytania o czym pisać, czy kontynuować serię, może zmiana stylu narracji? Jak zaskoczyć czytelnika tak, by wgniotło go w fotel? Zależnie od gatunku w jakim porusza się autor, będzie to zadanie łatwiejsze lub trudniejsze, ale zawsze pozostaje obawa, że zachwyt, który wywołał debiut, rozwieje się, gdy trzeba będzie zmierzyć się z opiniotwórcami ponownie. Jak w taki razie poradził sobie 'Komisarz' czyli kontynuacja dobrze przyjętego 'Prokuratora'? 

'Sukces przychodził tylko wtedy, kiedy okupiło się go odpowiednią liczbą poświęceń.'

Radosław Wyzwa, którego znamy już z epizodycznych ról w 'Prokuratorze' dał się zapamiętać jako twardy i bezkompromisowy w wypełnianiu powierzonych mu zadań. Lubi swoją pracę w policji, która pozwala mu realizować się w pełni, łapiąc bandytów i rozbijając grupy przestępcze. Nie zawsze robi to zgodnie z prawem, lecz braku skuteczności nie można mu zarzucić, mimo czterdziestu lat na karku. Solidna budowa ciała, mocna szczęka, w której kryje się lubiący bluzgać język, tylko mu w tym pomaga. Nie wszystko jednak sprawia mu w pracy satysfakcje. Gdy dostaje nakaz zdobycia zaufania córki biznesmena działającego na czarnym rynku, co będzie wymagało porzucenia jeansów i skórzanej kurtki na rzecz garnituru i lakierek, nie jest mu do śmiechu. Ciągłe wizyty w teatrze, udawanie dystyngowanego i znoszenie kobiety, która całe życie tkwi w złotej klatce nie jest łatwe, ale się udaje. Gdy Antoni Kadziewicz zgadza się współpracować w policją, Wyzwa może zrzucić przebranie. Nie udaje mu się tym nacieszyć, bo z chłopaka dziewczyny awansował na jej bodyguarda. Ciemne interesy mogą wyjść na jaw, a życie niewinnych znów być zagrożone. Zuzanna dotąd żyjąca jak w szklanej, odseparowanej od rzeczywistości kuli, zacznie dostrzegać, że świat nie kończy się na pracy pedagoga-logopedy, a pieniądze nie spadają z nieba. Czy ta drobna blondynka zrozumie, że mimo tego, że Radosław przez trzy miesiące perfidnie ją okłamywał, teraz może być jej jedyną nadzieją na przeżycie? 

'Myślałam, że był ideałem, kiedy spełniał moje zachcianki i zachowywał się dokładnie tak jak tego chciałam. Zrozumiałam, że to nie na tym polega. Teraz cały czas stawiał mi wyzwania, sprawiał, że zastanawiałam się nad swoim życiem i przekonaniami. Straciłam bezpieczną iluzję, że wiem wszystko najlepiej, a jednocześnie czułam, że przez to rozwija się moja pewność siebie. Rozwalił moje sztuczne ramy i kazał mi wyjrzeć za nie. Tylko ode mnie zależało co z tym zrobię.'


Brzmi jak thriller, opisali go jako kryminał, a dostaliśmy romans. Świetnie poprowadzone wątki policyjne, dokładnie i realistycznie wykreowani bohaterowie, precyzyjnie doszlifowany styl i język, poczucie humoru i ciekawe dialogi pełne sarkazmu, ale też inteligencji jaka cechuje większość postaci, a wszystko to w klimacie akcji i napięcia. Czy to na pewno ostry seks, język i jazda? Dla mnie tak. Nie Grey, sado-maso czy 'Szybcy i wściekli', ale podkurwiona polska prokuratura i relacje, które Disney by ocenzurował. Dla mnie, gdy oceniam książkę, ważne jest to, jak wypada na tle innych w SWOIM GATUNKU. Pozwolę sobie podkreślić, żeby nie chwytał za nią ktoś, kogo skusi wizja poznania szczegółów pracy policji, czy chęć poczytania scen +18. 'Komisarz' łączy w sobie wszystko to co obiecuje okładka, ale przede wszystkich skupia się na relacji dwójki głównych bohaterów. Dostajemy urywki tego jak wyglądają przesłuchania, jak likwiduje się niewygodnych świadków czy dowiadujemy się gdzie sięga władza prokuratorów. Ale obok tego w dużej mierze otrzymujemy obraz tego, jak na człowieka wpływa brak kontaktu z rówieśnikami i odrealnienie wywołane odseparowaniem dziecka od świata, czy czemu mówi się, że alkohol jest najgorszym świństwem dla ludzkiej głowy. Patologiczne rodziny, walka ojca o dzieci, które matka chce wykorzystać w walce o alimenty, czy toksyczna miłość i psychopata, którego inteligencja i spryt, przechodzi ludzkie pojęcie. Moje serce podbiły jednak bardzo ludzcy bohaterowie. Błędy, próba ich naprawiania, potykanie się raz za razem by znowu wstać. Ważną rolę otrzymały postacie drugoplanowe, i gdy przyjrzeć się im z bliska można dostrzec w nich cechy nas samych, bo człowiek nie maszyna i czasem się psuje. 

'- Kwiatki, Kinga, kwiatki. dziewczyny lubią dostawać kwiatki. - Zaśmiałem się.
- Ja nie. Adwokat nie koza, kwiatków nie zeżre.'


Mnogość wątków - tak. Ale wszystkie wytłumaczone, nie występuje tu chaos, choć przy zapamiętywaniu kolejnych ksywek trzeba być skupionym. Za to trzysta dwadzieścia stron pochłania się na raz i ma się niedosyt. Historia Pauliny Świst to gorzka lekcja o instytucji małżeństwa, konsekwencji dobrych decyzji i przypomnienie, że czasem danie drugiej szansy to nie błąd. Mam nadzieję, że licząc na przyjemną, ale wartościową lekturę będę trafiała tylko na tak dobrze napisane książki. 

 'Wolę ponieść porażkę, niż stracić szansę na coś naprawdę wyjątkowego.'

Bastuba

'Bez słów' Mia Sheridan


'Nieważne, kim jesteśmy, musimy radzić sobie z tym co przyniesie los, nawet jeśli okaże się gówniany'

Mam wrażanie, że ostatnio ciągle zaczynam od podkreślenia tego, jak ważne jest, by nie powielać schematów pisząc książkę. Szablonowość, powtarzanie tych samych tematów czy motywów, oklepane zachowania postaci - nie ma co ukrywać, to nie jest fajna sprawa. Wyjątkowym szczęściem trafiam ostatnio hedbak na tytuły bardzo ciekawe. Mia Sheridan zwykła pisać o miłość, która jest przeznaczona, wyjątkowa i niebanalna. W 'Bez słów' też tak właśnie jest. A może nawet lepiej?

'Ona pierwsza mi pokazała, ze mój głos ma znaczenie, a jej miłość sprawiła, że zacząłem w to wierzyć. Czasem tyle wystarczy - jedna osoba pragnąca wysłuchać głosu twojego serca'

Bree przyjeżdża do małego miasteczka, w którym bywała jako dziecko, szukając spokoju i wytchnienia. Wierzy, ze to wyleczy ją z traumy, która ciągnie się za nią od wielu miesięcy. Szybko udaje jej się wynająć mały domek z pięknym widokiem na jezioro i przy okazji poznaje uroczą starszą panią, której od teraz będzie sąsiadką. Ta też podpowiada jej gdzie ma szukać pracy, oraz wprowadza w życie małej społeczności. Bree wykorzystując te informacje wyrusza wydać ostatni grosz i napełnić pustą lodówkę. A ponieważ nasza bohaterka ma niebywałe szczęście, pod sklepem siatki nie wytrzymują ciężaru i cała ich zawartość toczy się po chodniku, aż pod nogi przechodzącego nieopodal młodego faceta. Gęsta broda, długie włosy i sfatygowane ubrania nie zdradzają wieku, ale nie przeszkadza to Bree w próbie nawiązania dialogu, chcąc zatuszować gafę, Ich spojrzenia się spotykają i.... ZONG! Miłość, ślub, dzieci. Kurtyna zapada i THE END? No właśnie nie ;) Scena trwa sekundę, zakupy trafiają do samochodu, chłopak odchodzi nie mówiąc ni słowa, a dziewczyna po chwilowym zdziwieniu macha ręką i nie poświęca temu uwagi. Ot dziwak. 

'Faceci, w sytuacji zagrożenia potrafią się zachować jak skończeni idioci'

Największym plusem tej książki są bohaterowie. Bardzo realni, bardzo prawdziwi. Ich zachowanie szokuje, zastanawia i bawi. Czasem przewidywalni, czasem szamocą się sami ze sobą i przywodzą na myśl, że tak jest w życiu. Odwaga nie jest łatwa, przeciwstawienie się agresji fizycznej i psychicznej również nie. Ileż by dała szczera rozmowa, podzielenie się z kimś tym co leży nam na sercu, ale i na to czasem ciężko się zdobyć. O tym jest ta książka. O rodzajach ludzkich słabości, o jej powodach oraz skutkach. A wszystko ubrane w pełen uroku romans. 

'Najgłośniejsze słowa to te, które sami przeżywamy'

Podział narracji pomiędzy dwójkę głównych bohaterów to również specjalność Sheridan. Nie musimy się zastanawiać, co siedzi im w głowie, dostajemy to prawie na tacy, choć działanie Bree i Archera nie musi być logiczne, nie musimy się z nim zgadzać. Styl nadal jest prosty, język przejrzysty. Wszystkie poruszane wątki łączą się ze sobą i mimo, że występuje pewna przewidywalność w fabule, i wiem, że dla co poniektórych można uznać ten tytuł za przelukrowany, to cholesterol się nam po nim nie podniesie. Uważnego czytelnika jednak chwyci za serce i nie będzie chciał puścić. Wszystko za sprawą specyfiki gatunku jakim jest romans. Przecież wiadomo, że miłość rządzi się swoimi prawami ;)

'Miłość do drugiej osoby zawsze wiąże się z ryzykiem zranienia' 


Czytając Sheridan możemy być pewni tego, że pozwoli nam się odprężyć, płynąc wraz z ciągiem wydarzeń. Oczywiście warto przygotować chusteczki, bo i kilka wzruszeń serwuje nam autorka. Z pewnością, jeśli ktoś szuka dobrze napisanej i przemyślanej historii miłosnej z prawdziwego zdarzenia, to ten tytuł jest idealny. Czysta perełka. 

'Niektóre miejsca i ludzie po prostu do siebie pasują'


Bastuba



'Twierdza Kimerydu' Magdalena Pioruńska


'A jeśli ludzie czegoś nie znają i nie rozumieją, zwykle się tego boją, a gdy się boją - niszczą'

Autorzy, którzy potrafią zaskoczyć czytelnika są na wagę złota. W dobie telewizji, internetu i ogólnego przesytu informacji i sensacji, wymyślenie czegoś innowacyjnego i świeżego, co jeszcze ciekawi odbiorców, może być trudne. Istotne też, żeby taki pomysł dobrze ograć. Nie jedno mocarstwo upadło podtrzymywane przez gliniane nogi. Tu jednak mamy solidne, co by nie powiedzieć zwierzęco silne, podstawy. Jakie? A dinozaurze. 

'Nie cierpię bezczynności - daje powody do rozmyślania, a ja już dawno przekonałem się, że myślenie donikąd mnie nie doprowadzi. Co najwyżej do szaleństwa'

Anna ucieka z miasta Krokodyli po tym jak jej pokojowa konferencja zrzeszająca zwolenników asymilacji ludzi i dinozaurów zostaje krwawo przerwana. Udaje jej się jednak dotrzeć w pobliże Twierdzy Kimerydu, gdzie przed śmiercią spowodowaną długą wędrówką po pustyni, gdzie człowiekowi grozi dużo więcej niż tylko wysokie temperatury czy fatamorgany, ratuje ją Tyrs Molina. Pół człowiek - pół raptor nie wydaje się do niej przychylnie nastawiony, mimo, że przed ostatnie lata walczyła o polepszenie warunków dla takich jak on. Po co jednak miałby chcieć zmienić coś w życiu, które wypracował? Zgrana paczka przyjaciół, rodzina, którą ustawił według zasad panujących w stadzie, gdzie on jest alfą, panny, które same wchodzą mu do łóżka i wymarzona praca strażnika wąwozu, w której również jest szanowany, dzięki układom z burmistrzem. Nic dziwnego, że ten wręcz idylliczny byt musiał się w końcu skończyć. Nie tylko on nie chce walczyć o odmianę swojego losu. Tycjan i Tuliusz, jego najlepsi kumple tak jak on do tego stopnia przyzwyczaili się do swoich ról, że nie chcą się nawet pokusić o marzenia o lepszym jutrze. Schowani w swoich skorupach, odpowiadając agresją na jakiekolwiek przejawy sympatii, toksyczni jeden dla drugiego. Taki obraz dostrzega Anna już w ciągu pierwszym dni w Twierdzy. A dalej robi się tylko ciekawiej.


'Łatwo jest oceniać kogoś z góry i nim pogardzać z powodu jego inności. O wiele jest coś zrobić i realnie wpłynąć na jego zmianę'

Na początku trzeba zaznaczyć, że to nie jest książka dla ludzi o słabych nerwach. Sama kilka razy byłam bliska wyrzucenia jej przez okno, albo chociaż oblania kwasem. Myślałam 'idź, zgiń i nie wracaj'. Czemu? Bo nie jestem fanką narracji pierwszoosobowej, szczególnie, gdy bohater cierpi na jakiś rodzaj rozdwojenia jaźni, raz jest sobą, raz kimś o sto osiemdziesiąt stopni innym i my razem z nim mamy przeżywać wszystkie wzloty i upadki. Podążać drogą ku rozpoznaniu władnych potrzeb, umiejętności i pragnień. Być obecnym gdy błądzi i raz za razem ponosi porażki. A tu mamy aż cztery takie perspektywy. Szaleńców do wyboru do koloru. Każdy ze swoim wachlarzem ludzkich wad,  czasem podsycanych też zwierzęcym instynktem. To poważnie nie ją miłe klimaty. Co chwila kły, krzyk, ból i przekleństwa. No i seks w każdej postaci. Spoiler nie spoiler, jest to coś, co mnie najbardziej zdziwiło. Czytałam ochy i achy o tym tytule i gdzieś umknęła mi informacja o tematach homoseksualnych. To nie tak, że mam z takimi relacjami problem. To raczej jak z brukselką. Nie lubię, więc nie jem. Ale jak ktoś inny lubi to spoko. Wolność Tomku i tak dalej. Zrobiłam reaserch i myślę, że wolę uprzedzić, że tak, mamy tu taki wątek, niż żeby ktoś miał mieć taki zong jak ja :)

'Ludzie są bardziej przerażający od zwierząt. Dlatego żądzą światem'


Całkiem rozbudowany został też temat prostytucji, relacji ojciec-syn i bycie głową rodziny w młodym wieku, oraz do kiedy trzeba brać pod uwagę własne sumienie, a kiedy wkracza 'dobro wyższe'. I, co mnie najbardziej zaciekawiło, bardzo dokładnie opisane zostało jak różny typ rodziny wpływa na rozwój dziecka i jak wygląda życie w rodzinie patchworkowej. Narracja oddaje pełen naturalizm, tak poprzez szczegółowe i barwne opisy, jak używając tzw. kwiecistego języka.  Każde nowe zdanie skłania do dalszej lektury. Całość prezentuje wysoki poziom, aż przyjemnie się czyta.

'Prawdziwa władza jest przelotnym przywilejem i tylko nieliczni nauczyli się z niej korzystać tak, by nie przeciekała im przez palce'

Debiut literacki nie jest prostą sprawą, więc tym bardziej warto zaznaczyć, że gdyby każdy tak zaczynał swoją karierę, nasze regały biblioteczek uginałyby się od nadmiaru wartościowej treści. Na pewno nie jest to łatwa lektura, szybciej można określić ją wyzwaniem, by zrozumieć co autor miał na myśli. Szczere jednak polecam przekonać się na własnej skórze, co wy z niej wyniesiecie. 

'Albo coś bierzesz, albo zostawiasz to w spokoju. Proste. W życiu wygrywa się konsekwencją'

Bastuba
'A co jeśli to nie ma żadnego znaczenia? A co jeśli liczy się sama nasza postawa i świadomy wybór, którego dokonujemy? Czy wolność zawsze oznacza wygraną?'
Copyright © CZYTADO