'Bez złudzeń' Mia Sheridan



"Czasem nosimy krzywdzące, ograniczające etykietki, nieważne, czy przypisali je nam inni, czy uczyniliśmy to sami."


Bywa, że okładka książki nam się nie podoba. Bywa, że przedstawieni na niej bohaterowie w naszej głowie wyglądali inaczej. Co innego jednak różnić się w wyobrażeniu czegoś, a co innego źle przedstawić wizję autora, którą ten dał nam jak na tacy. Niektórych drażni, inni nie mogą przez to spać w nocy. Ja postanowiłam od tego zacząć. Taka ot, uwaga książkowego geeka.

"Człowiek nie żałuje tego, co uczynił wiedziony miłością i dobrymi intencjami. Bądź uczciwy co to własnych intencji, Gabrielu, a potem idź za głosem serca. Niezależnie od wyniku, nie pożałujesz."


Cristal jest striptizerką, która wiele w życiu przeszła. Przy zdrowych zmysłach utrzymuje ją tylko gruby mur obojętności, za którym chowa obrzydzenie do pracy, klientów oraz własnego strachu przed zmianą stylu życia. Już jako mała dziewczynka nauczyła się wyłączać emocje, by nic nie mogło jej skrzywdzić. Ani odejście matki, ani agresywny ojciec. Problem pojawi się, gdy pojawi się ktoś, przed kim chciałaby się odsłonić, ale to może okazać się trudniejsze, niż ukrywanie się. Gabriel coś o tym wie. Jako sześciolatek został porwany, by przez lata ukrywano go w piwnicy, gdzie jego największym przyjacielem była samotność. Nie stracił jednak wiary, że kiedyś wróci do rodziny, znowu ujrzy słońce i będzie szczęśliwy. Nie wyszedł jednak z tego bez szwanku. Choć koszmar uwięzienia się kończy, przychodzi mu zmierzyć się z nadopiekuńczością brata, wbytnim zainteresowaniem mediów oraz strachem przed bliskością. Ma w sobie tyle siły, by z tym wszystkim chcieć sobie poradzić. Choć nie sam. O pomoc zwraca się do najmniej oczywistej osoby, którą okazuje się Cristal. Tylko czy dziewczyna zdoła go wesprzeć, skoro sama znajduje się na zakręcie? I czy to w ogóle jest możliwe? 


"Nikt z nas nie jest w stanie uleczyć innego człowieka. Reformować możemy wyłączyć samych siebie."


Jak zawsze, sięgnęłam po książkę Mi Sheridan oczekując wybuchowej mieszanki romansu, życiowych dramatów, wciągającej akcji i bohaterów, za których dam się pochlastać. Dostałam może z połowę tych standardowych składników powieści autorki. Choć motyw porwania łapał za serce, a postać Gabriela i Cristal została dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, i wyraźnie czuć między nimi chemię, to czegoś mi tu brakowało. Możliwe, że nie przywykłam do wolno rozwijającej się fabuły, i wielu wewnętrznych monologów bohaterów. Jestem jednak fanką dialogów, które dynamizują opowieść, dzięki czemu szybko się czyta. Tu oczywiście styl Sheridan również jest wyczuwalny, wiec te trzysta czterdzieści stron starcza na dwa wieczory, a jednak miejscami historia jakby się dłuży. Dostajemy dużą dawkę mądrych słów, inspirujących cytatów i wzruszających scen. Każdy, kto miał wcześniej do czynienia z autorką - wie, czym to się je.

"Czyż nie mówi się, że wystarczy snuć plany, by Bóg zaczął się z nas śmiać?"


Gabriel jest postacią, którą ma nam udowodnić, że cała siła jakiej potrzebujemy do pokonania przeciwności losu, jest w nas samych. Obojętnie jak wiele złego nas spotka, a sam jest przykładem najobrzydliwszych z krzywd, człowiek może podnieść się ze wszystkiego. Tego brakuje Cristal. Wiary, że można samemu decydować o swoim losie. A powiedzmy sobie szczerze, że dwudziesty pierwszy wiek daje duże możliwości, wiec wiele zależy od nastawienia. Ta bohaterka na przestrzeni całej książki będzie musiała przejść najwięcej, więci jej metamorfoza będzie najbardziej zauważalna. A na ile wiarygodna? To pozostawię indywidualnej ocenie. Nie są to jedyne postacie, które poznamy w "Bez złudzeń", które będą musiały nad sobą popracować. Mamy tu bowiem jeszcze Dominika, nadopiekuńczego brata, który lubi oceniać po pozorach, oraz całe miasteczko, które niczym flaga, zmienia zdanie z każdym podmuchem wiatru. Niestety po za obrazem tego, że można nad sobą pracować, Sheridan pozwoli nam też odczuć gamę wielu negatywnych uczuć. Bo są ludzie tak głęboko ukryci za skorupą nienawiści, agresji i ego, że pozostaną plamą na honorze świata.



"Ellie jest moja. Należy do mnie nie po to, bym ją posiadł, ale żebym ją kochał."


A o co mi właściwie chodzi z tą okładką? Ah drobnostka. Cristal ma miodowe włosy - nie blond, a na głowie Gaba można zobaczyć jedynie czapkę z daszkiem. Kapelusz na niej nie gości. Nie do końca łapię też ideę przedstawienia na tym obrazku sielankowej atmosfery, skoro przez większość czasu bohaterowie zmagają się ze swoją, lub cudzą, traumatyczną przeszłością. Fakt faktem, że znajdziemy w fabule jedna scenę na festynie, co autor tego projektu chyba miał na myśli, ale jak dla mnie, to to trochę mało. Ta moja mała niechęć może jednak wynikać z sympatii do oryginalnego wyglądu. Gdy się natomiast nie może tego co się lubi...

"Dano ci ból, bo jesteś dość silny, by go znieść."


W ogólnym rozrachunku, na świeżo od razu po lekturze, postanowiłam wystawić ocenę 6/10, czy też słownie / szkolne uznałam, że jest dobra. Bo taka też jest. Spokojna, mądra, całkiem romantyczna, pouczająca, ale też pozwalająca się odprężyć. Dobra. Są lepsze, ale też znacznie gorsze.

"Życie potrafiło być niezwykłe, pełne zadziwiającego piękna i zarazem łamiącej serce rozpaczy, często przemieszanych ze sobą, tak że trudno było je oddzielić."


Bastuba 

'Płonący lód. Nieczyste zagranie' Monika Rępalska, Patrycja Kuczyńska


' Jednak gdy coś przyciąga do siebie dwoje ludzi, za żadne skarby nie da się przed tym uciec.'

Ile książek powinno wydawać wydawnictwo, aby mieć czas na porządną korektę tego, co nam serwują? Co trzeba zrobić, żeby nie dostawać białej gorączki za każdym razem, gdy zaczynam czytać nową opowieść? Bo to nie tylko Wydawnictwo Novae Res, ostatnio cały czas rzucają mi w oczy błędy gramatyczne, zjadane słowa, litery... Czy korekta śpi? Jest na urlopie? Halo! Pobudka!

' Wiele razy mogła się już złamać, ale za każdym razem podnosiła się jak Feniks z popiołów.'


Lexi wraz z przyjaciółką przyjeżdża do nowej, elitarnej szkoły w Londynie, w której uczą się dzieci najważniejszych osób nie tylko w mieście, ale i w kraju. Dziewczyny są tam tylko dzięki stypendium, co szybko pozwalają im odczuć rówieśnicy. Szczególnie jeden z nich - Knox. Chłopak jest powiązany z rodziną królewską i w szkole traktują go jak króla. Gdy  wpadają na siebie pierwszego dnia, od razu rodzi się między nimi konflikt, który choć bezpodstawny, z każdym kolejnym spotkaniem będzie się tylko nasilał. Ile z tego to gra, a co jest prawdą? Lexi postanowi odkryć, w jakie ciemne interesy są zaangażowani szkolni sportowcy.

' Podobno, gdy rodzimy się, nasza dusza zostaje podzielona na dwie cząstki. Jedna zostaje z tobą, a druga trafia do twojej drugiej połówki. Obie czekają, aż odnajdą się, z daleka wyczuwają się, przyciągając jak magnes. Czy tym moim magnesem jest Lexi? Czy to ona trzyma część mojej duszy?'

Jaki problem mam z tą książką? Lepsze pytanie to jakiego nie mam... Bohaterowie opisani w taki sposób, że wydają się niewiarygodni, trochę papierowi, a przez ciągłe zmienianie zdania, czytelnik ma ochotę wyrzucić swój egzemplarz przez okno. Narracja opiera się na tym, że widzimy świat oczami dwójki głównych bohaterów, opisanych pierwszoosobowo, przez co akcja miejscami stoi w miejscu, ponieważ jedno zdarzenie opisywane jest z dwóch perspektyw, co według mnie jest zbędne. Całkiem oryginalne, ale jednak nie potrzebne. Co jeszcze? A tak! Dalej mamy oklepaną fabułę. Oczywiście najlepsza przyjaciółka Lexi - Lizz, zakochuje się w najlepszym przyjacielu Knox'a - Artemie. 
To jednak nie jest najgorsze. Najbardziej bolą tu błędy w tekście. Cała masa powtórzeń, zdania złożone jakby nie po polsku, i dziwne podejście do odmian niektórych angielskich słów. No bo jeśli tłumaczymy "Big Ben'a", to inne opcje nazwy też powinniśmy. A może ja się nie znam. Who knows.
Dość ciekawe są jednak dwie rzeczy. Po pierwsze, najbardziej popularnym sportem w tej elitarnej szkole jest hokej, w którym oczywiście Knox jest najlepszy. Jako kapitan drużyny na lodzie bywa agresywny i przeciwstawianie mu się, może skończyć się nie tylko siniakami. Drugi aspekt, który w założeniu mógł być mocną stroną tej opowieści, to element gry o dziewczyny, jaką uprawiają hokeiści. Niby nic nowego, a jednak tu całkiem nieźle autorki to obmyśliły. A przynajmniej tak mi się wydaje, ponieważ właściwie wszystko co o tym napisano, jest dość mgliste. Zamiast opisać przebieg gry, znajdujemy tylko informację, że 'grają', i urywki z takowej przebiegu. Cóż, a mogło być tak pięknie. Ostatecznie dostajemy źle napisaną, nie zredagowaną historyjkę rodem z wattpada. Muszę mieć w sobie jednak coś z masochistki, bo jeśli drugi tom wpadnie mi w ręce, to chyba przeczytam... W końcu jeśli "Płonący lód. Nieczyste zagranie" to debiut, można mieć nadzieję, że w przyszłości warsztat autorek się polepszy. Ponieważ z wyobraźnią nie jest tu wbrew pozorom najgorzej, a nadzieja umiera ostatnia, to nie skreślam jeszcze tych dwóch pań. Zobaczymy co będzie dalej. Na razie 3/10.

' Ten chłopak wkradł się do mojego serca... Pomimo tego, jaki dla mnie był, ale może właśnie tym roztopił moje serce. Dostał się dzięki temu do niego.'

Bastuba

'Korona Przeznaczenia' Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka


'- Kurwa, nawet umrzeć nie potrafią jak należy! - klnie oficer(...)
- Chyba trzeba donieść o tym Arcymistrzowi?
- Najpierw trzeba przeżyć...'

Klątwa drugiego tomu może być prawdziwą zmorą dla autora. Gdy dodatkowo pierwszy tom był debiutem, który przyjął się bardzo dobrze, jak na brak porządnej promocji ze strony wydawnictwa, to można pomyśleć, że premierze będzie towarzyszył strach o reakcję czytelników na kolejne publikacje. Albo o jej brak. Gdy jednak od początku pod nogi lecą tylko kłody, a nie kwiaty, to gdy wreszcie nowa książka ujrzy światło dzienne, można czuć jedynie radość. Monika Magoska - Suchar i Sylwia Dubielecka przeszły długą drogę, byśmy mogli trzymać "Koronę przeznaczenia" w swoich rękach, w tym zmianę wydawcy, ale w końcu możemy poznać dalszy ciąg przygód Ariadny i Severa. I kochani, co tu się dzieje...

'Rozbiegane, pełne nieuzasadnionego gniewu myśli Anturyjczyka momentalnie ulatują. Znika złość na całe otoczenie. Nic się już nie liczy. Prócz niej. Maleńkiej istoty, tak kruchej w jego potężnych ramionach. Niech tak już zostanie na zawsze, niech ta chwila trwa wiecznie. Radość z przebywania z umiłowana osobą, która jest ukojeniem dla każdej bolączki!'

Ariadna umarła. To nie iluzja, żart, ani 'clickbait'. Severo zamiast wzruszyć ramionami i powiedzieć "No cóż, bywa", jak zapewne jeszcze rok wcześniej by zrobił, decyduje się na szalony ruch i rusza za ukochaną. Czy miał przy tym jakiś plan? Marzenie, że w krainie Białej Damy odnajdzie dziewczynę i razem będą trwać w szczęściu i spokoju? Jeśli tak było, to szybko przyszło mu się przekonać, że przeznaczenie ma skrzywione poczucie humoru, bowiem w momencie, gdy postanowił zostawić życie w przemocy za sobą, przyjdzie mu zawrzeć układ, przez który zginą setki, jeśli nie tysiące ludzi. Czy jest to warte jednego żywota? Szczęścia dwojga kochanków? Widać, nie bez przyczyny mówi się, że miłość jest ślepa. Były Mistrz Walk jedną obietnicą rozpocznie czas mroku na Kontynencie i wszędzie, gdzie tylko postawi swą stopę. 

'Ach, te kobiety... Zawsze będzie dla mnie nieodgadnioną zagadką, jak one to robią, że nawet sam Cesarz staje się przez nie kornym sługą, a niezwyciężony wojownik pada na klęczki w geście poddaństwa, by jeść im z ręki!'

Pytanie, które przy poprzedniej części nie miało racji bytu, a tu dość szybko nam się nasuwa, to - do jakiego gatunku należy zaliczyć "Koronę..."? Po za oczywistą fantastyką, czy jest to romans? Przygodówka? Może podręcznik dla przyszłych przywódców w skali globalnej, albo thriller psychologiczny? Niech mnie, jeśli czasem nie czułam się jak w horrorze! Autorki na blisko ośmiuset stronach ujęły tak wiele wątków, tyle tematów, że poruszyć choć połowę w wyczerpujący sposób, musiałabym wykorzystać materiał na pracę licencjacką, czego przez najbliższy rok nie zamierzam robić. Skupię się zatem na wątkach wedle dwóch kategorii: to co najbardziej mnie zaskoczyło, i to przy czym miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy. Bo jeśli myślicie, że jak człowiek rok czeka na książkę, to jego zapał do czytania opada, to takie rzeczy nie w tej opowieści. Tu już od pierwszych stron podnosi nam się ciśnienie, i z każdą stroną ma się ochotę wcisnąć "stop" w życiu, żeby mieć czas na lekturę, najlepiej jednym ciągiem. 

'Wszyscy władcy, bez wyjątku, to mordercy i kaci. Operują słowem, rozkazem i żądaniem. by zrealizować swe pragnienia. Nie baczą przy tym na ewentualne koszty i Los innych (...).'

Polityka. Strategia. Wojna. Ileż tego w tej książce! Po typowo romansowej "Klątwie przeznaczenia" spodziewałam się, że ta część również skupi się na relacji między naszą dwójką kochanków, więc gdy praktycznie od początku do końca autorki postawiły na przybliżeniu nam sytuacji politycznej między krajami, kto kogo chce pobić, kto ma jakie siły, jakie zaplecze, to szczerze pomyślałam, że chyba dałam się pokonać stereotypom. Niczym Severo, nie mogłam uwierzyć, że nasze Ariadny, czyli Sylwia i Monika, mogą pokusić się o snucie tak skomplikowanych i dalekosiężnych planów, w tym fabularnym Tronie Południa. W tej rozgrywce mamy jednak więcej niż dwóch graczy. Jest Mitylena, która pragnie zdobyć dla siebie cały świat, i to bynajmniej nie na drodze pokoju, jest Merretti, pragnący trony dla Gerharda, co również wiąże się z rozlewem krwi, a na północy wciąż tkwią uwięzione cienie, pragnące wolności, i własnego miejsca w którym rządziłby władca Mroku przez nich wybrany. W całym tym galimatiasie swoje trzy grosze dołoży też sama Biała Dama, a także Ravillon. To tam zresztą akcja po raz pierwszy łamie nam serca. Dlaczego? Pierwszy tom skończył się w momencie wyboru nowego Arcymistrza, i to w dość nieprzyjemnych okolicznościach. Zwolennicy wyboru uszanowania woli poprzednika, kontra poplecznicy Eminencji starli się w walce, a jej wynik... Mimo, że już ponad miesiąc minął, gdy czytałam o tym, to moje serce nadal jest niepocieszone. Gdyby podsumować jaką roszadę w spisie bohaterów autorki zrobiły, to starej gwardii już się tam nie uświadczy. Ha! Niech mi ktoś powie, że to książka typowo dla bab! Toż tam morze krwi się leje. Nadal narracja podzielona jest na trzecioosobową dla wszystkich postaci, po za Ariadną, która wypowiada się w pierwszej osobie. Wielowątkowość sprawia, że rozdziały są krótkie, i często skaczą między różnymi lokalizacjami. Tu trzeba być czujnym, żeby nadążyć za tym co się dzieje. Bo cała fabuła jest jak labirynt, pełen krętych korytarzy. Bo choć przez cały czas główną motywacją dla naszego Severa jest jego ukochana, to powody dla których wciąż i wciąż musi walczyć o ich wspólną, szczęśliwą przyszłość, co chwila się zmieniają. Tu jakiś układ, tu jakiś zakład i nagle jesteśmy czujemy się jak zamknięci w białym pokoju bez klamek. Za to Ariadna... Ta zachowuje się adekwatnie do swojego młodego wieku. Co rusz zmienia zdanie. Raz kocha, raz nienawidzi. Raz ufa i wspiera, raz ucieka i płacze. Przez większość czasu są z Arwernem rozdzieleni, co też nadaje innej dynamiki, bo chemia między tą dwójką jest czymś czego tu najbardziej wypatrywałam, więc rozdziały pomiędzy ich spotkaniami szybciej się czytało, wypatrując kolejnych iskier, między kochankami. 

'Bo miłość miłością, ale ważniejsze od westchnień, zachwytów i porywów uczuć jest pamiętanie o godności drugiej osoby...'

Niesamowicie podoba mi się wydźwięk tej książki. Mamy tu pięknie wyłożone, jak bardzo człowiek może być zaślepiony rządzą władzy i jak wiele jest w stanie poświęcić, by takową zdobyć. Cała postać Mityleny jest w tym tak tragiczna, że gdyby nie ostatnie z nią rozdziały, może i bym jej współczuła. Podobnym w sile uczuciem, jest nieodwzajemniona miłość. Ileż zła można wyrządzić, chcąc zaimponować komuś, kto nas wyłącznie wykorzystuje! Za to wartość przyjaźni, to jak potrzebna jest każdemu z nas, cudownie uosabia wątek Vena. Bywa jednak, że i ona nie wystarcza, bo człowiek ma ograniczoną wytrzymałość, i czasem kropla wystarcza, by przelać czarę goryczy i całkowicie stracić nadzieję na lepsze jutro. A śmiertelnik pozbawiony nadziei, jest gotów na wiele, bo strach się go nie ima. Co najważniejsze jednak, a fajnie podkreślone już w opisie książki, to to, czy miłość może usprawiedliwić zbrodnię, i czy każdą krzywdę można wybaczyć. Ile ludzi, tyle opinii, a wybory bohaterów "Korony przeznaczenia", spokojnie można by wziąć pod lupę, przy dyskusji na forum, bo wiele z nich ociera się o kodeks etyki i kompas moralny. Tak jak już wcześniej wspominałam, przed lekturą polecam zaopatrzyć się w: ciepłą herbatę, bo będzie wiało chłodem; paczkę chusteczek, bo autorki za chyba przedawkowały "Grę o Tron" i w swojej książce również co i rusz uśmiercają nasze ukochane postacie; chipsy/paluszki/żelki/ cokolwiek, co zastąpi Wam własne paznokcie, bo zaświadczam, że nie raz i nie dwa akcja doprowadza na skraj nerwicy, gdzie nie wiadomo, czy wyrzucić tę cegiełkę za okno, oszaleć czy czytać dalej. Co prawda polecam to ostatnie, ale byłam bliska również pozostałych dwóch opcji. Jeśli chodzi o inspirację serialami, widzę tu też "Modę na sukces", bądź bardziej polskie "M jak Miłość", bo mamy tu nowe miłosne rozdania kart, które potrafią zaskoczyć. Aż prosi się o uchylenie rąbka tajemnicy i zdradzenie Wam kulis tych roszad, ale gdzie w tym zabawa? 

'Tylko przez chaos można dojść do porządku.'

Najważniejsze jednak jest to, że tę książkę naprawdę niewiarygodnie szybko się czyta. Mi zajęło to dwa dni i ogromnie żałuję, że nie udało mi się tego czasu wydłużyć ponieważ teraz znów przyszło mi czekać na kontynuację z zapartym tchem. Choć oficjalnie historia miłości Tahitańskiej Księżniczki i Ravillońskiego Mistrza Walk kończy się na tym tomie, to Uniwersum Przeznaczenia jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa. Mam nadzieję, że oznacza to dużo nowych, cudownie charyzmatycznych postaci, więcej magii i odkrycia przez czytelnikami kolejnych tajemnic tego świata. Na szczęście Wydawnictwo Niezwykłe zaopatrzyło nas w spis postaci na końcu książki, oraz mapkę na początku. Mi do szczęścia brakuje jeszcze drzewa genealogicznego i miałabym full pakiet. 

'Wracaj do matki czym prędzej!
Nie patrz na niego już więcej,
Bo choć mu serce oddałaś,
W zamian nic nie otrzymałaś

Wracaj do matki czym prędzej!
I już nie kochaj go więcej,
Bo on się bawi do woli,
Wciągnął cię w świat swój swawoli.'

Jestem przekonana, że mogłabym dalej rozwodzić nad tym, jak dobrze wyszło autorkom wykreowanie wiarygodnych bohaterów, dużego, złożonego świata, oraz dobrego rozpisania wątków, gdzie rozmyślnie zdecydowały, które należy domknąć, a które pozostawić w sferze naszych domysłów, a do tego chętnie podyskutowałabym wykorzystując spoilery, ale mam poczucie, że dość dobrze oddałam już, że "Korona Przeznaczenia" jest dla mnie w TOP TOP tego roku. Dlatego też, bez najmniejszego wahania objęłam ją patronatem medialnym. Bo jeśli miałabym wskazać polskie autorki, które tworzą na światowym poziomie, to Monika i Sylwia zdecydowanie byłyby moim pierwszym wyborem. A mówią, że u nam fantastyka śpi i chrapie... 10/10!

'Lepiej siedź cicho, bo wypowiadane na głos marzenia mają to do siebie, że się spełniają.'


Bastuba


'Basic witches. Magia kobiecości' Jaya Saxena & Jess Zimmerman + 'Baba Jaga radzi. Nieziemskie porady na codzienne troski' Taisia Kitaiskaia





'W środku lasu stoją samotne drzwi. Kiedy przez nie przejdziesz, zaskrzypisz ich zawiasami, znajdziesz się w tym samym lesie co wcześniej. Dla niektórych samo to wejście już niesie ze sobą magię, dla innych zaś jest dziwną i niepotrzebną czynnością. Prawdę mówiąc, w lesie istnieje wiele tajemniczych drzwi i tuneli. Nie chciałabyś wędrować z kimś, kto czuje ku takim przyjściom ten sam pociąg co ty?'


Wszyscy wiemy, że moda wraca. W książkowym świecie również są pewne motywy, które niczym bumerang, co pewien czas pojawiają się ponownie w nowych odsłonach. Dziś przedstawię Wam dwie pozycje, nawiązujące do wierzeń ludowych i czarownictwa. Jedną spod skrzydeł Wydawnictwa Feeria, a oraz drugą od Wydawnictwa Kobiecego. Obie idealne dla okładkowych srok. Czy środek zachwyca tak samo?

'Twoje życie jest twoje nawet jeśli warczy jak pies.'

'Basic witches' to kombinacja poradnika motywacyjnego, podręcznika historii i humorystycznego zestawu przepisów dotyczących amatorskiego czarowania. 'Baba Jaga radzi' to życiowe q&a, gdzie pytania dotyczą wszystkich sfer życiowych - od tego jak zapomnieć o starej miłości, po rozważania na temat kłótni przy rodzinnym stole o politykę, i jak temu zapobiec. Sarkastyczna staruszka odpowiada przekręcając, skracając lub zjadając część słów. Czasem wychodzi to zabawnie, zdąża się jednak, że dość mocno utrudnia to rozszyfrowanie tekstu. Jest to jakiś rodzaj performance'u, który ma za zadanie uautentycznić przekaz, i w moim poczuciu wyszło tow sumie bardzo dobrze. 

'Nurzenie się w wątpliwościach co do samego siebie, by potem wznosić się na wyżyny pychy to najstarsza rozrywka ludzkości.'


Jeśli lubicie poradniki, w trochę innej niż klasyczna formie, oraz potraficie zrozumieć, że 'odmienne' nie znaczy złe. to są to idealnie książki dla Was. Poruszane zostają przeróżne tematy, choć mi najbardziej podobały się te związane z przyjaźnią, samorozwojem i akceptacją. Przykłady widzicie w cytatach :) Wiadomo, że żadna z autorek nie odkrywa tu tajemnic wszechświata, celem jest raczej rozluźnienie czytelnika, może mały pstryczek w nos. Głównym zadaniem 'Basic witches' jest przekonanie do afirmacji i uwierzenia w to, że co w głowie, to i w życiu. Jeśli my siebie nie pokochamy, to jak inni mają to zrobić? Przy okazji, możemy znaleźć tu garść anegdotek o średniowiecznych czarownicach i ich losie, oraz sporo historycznej wiedzy. Rozdziały są podzielone wedle problematyki, a dzięki szerokim marginesom i dużej czcionce, czyta się to błyskawicznie, i te dwieście czterdzieści stron można połknąć na raz. Proponowałabym jednak powolne zapoznanie się z tematem. Dzięki temu będzie to miłe pięć, dziesięć minut przed snem, zamiast bólu głowy przez natłok bodźców. Podobną strategię polecam przy zapoznaniu się z Babą Jagą. Najlepiej między jedną książką, a drugą, zrobić sobie przerwę, a i potem czytać po dwa, trzy pytania do naszej wyroczni na raz.  To da nam czas na zastanowienie się nad sensem rad, i odkryciem co autorka naprawdę miała na myśli. 

'Nasze czarownictwo jest etosem kulturowym. Polega na bucie - ale nie dla samego buntu, tylko po to, abyśmy żyły w zgodzie z samym sobą.'


Dużą siłą obu książek jest ich oprawa i ilustracje. Nie można zarzucić wydawnictwom, że się nie postarały, ponieważ te są jak lukrowane ciasteczka dla oczu. Poradnik Jayi Saxeni i Jess Zimmerman, jest prawdziwą perełką w twardej okładce, w czerni i fiolecie. Ramki, grafiki, detale - wszystko pięknie dopracowane, i naprawdę magiczne.  Książeczka Taisi Kitaiskaia jest bardziej minimalistyczna, ale ponieważ postawiono przy jest tworzeniu na kolor czerwony, nie można obok niej przejść obojętnie. Tu rysunki są odważniejsze, bardziej ludowe, może trochę artystyczne, szalone. Idealnie dopełniają formę wypowiedzi autorki, dzięki czemu całość jest spójna, i zachęca do zapoznania się z tym tytułem od a do z. Na końcu książki znajduje się kilka stron na notatki, co również jest nowatorskim i kreatywnym pomysłem. Choć okładka jest w dotyku bardziej elastyczna (nie można jej do końca nazwać twardą) od koleżanki 'czarownicy', to obie zrobiono porządnie, czuć tu również czystą radość z tworzenia. 

'Kiedy oddzielisz dążenie do własnego dobra od poczucia obowiązku wobec innych, troska o siebie stanie się czymś więcej niż tylko dogadzaniem sobie, a dbałość o zdrowie z wyczerpującej czujności zamieni się w odświeżający rytuał.'


Dla fanów takich klimatów będzie to nie lada gratka, a jeśli ktoś nie czuje bluesa poradników, ale lubi cieszyć oczy wysmakowanymi przedmiotami, to te okładki będą piękną ozdobą biblioteczek. Jestem ciekawa czy w najbliższym czasie czekają nas premiery o podobnej tematyce, czy to chwilowy zryw. Na szczęście dla mnie, była do przyjemna przygoda, bo ani mądrych słów, ani ładnych obrazków nigdy nie mam dość. 

'Jeśli skłamiesz na temat tego, kim jesteś, i nie będziesz odpowiednio traktować innych, szybko odkryjesz, że otaczający cię ludzie traktują cię trzy razy gorzej, niż tobie zdarzyło się kiedykolwiek kogokolwiek potraktować - albo że, co gorsza, nie otacza cię nikt.'


Bastuba

'Nie można mieć prawdziwej, pełnej i budującej przyjaźni, jeśli boisz się o cokolwiek poprosić albo ukazać swoją ciemniejszą stronę.'


'Stokrotki w śniegu' Richard Paul Evans




'Wszyscy od czasu do czasu się gubimy. Jednak trzeba wierzyć,że warto się szukać.'

Czy można słowami wyrazić czysty zachwyt? Oddać to z siłą godną tysiąca słońc? Czy można reklamować miłość, wybaczenie? Mimo, że często polecam różne książki, więcej mam tych, które mi się podobały, niż tych skrytykowanych, to mało pamiętam tytułów, przy których szczerze się wzruszyłam. A Evans sprawił, że jadąc o wschodzie słońca komunikacją miejską, z przestrzenią ograniczoną tak, że ledwo mogłam mieć otwartą książkę, chlipałam w rękaw jak niepoważna. I nie obchodziło mnie nic, tak bardzo wciągnęła mnie historia Jamesa i Sary. Mimo, że od momentu, gdy przeczytałam 'Stokrotki z śniegu' po raz pierwszy, minęło pięć lat, to nadal wracam do niej z otwartym sercem. Nowe wydanie, prezentowane nam przez Wydawnictwo Znak, oraz zbliżające się Święta, są idealną okazją, by nieco przybliżyć Wam tę magiczną, i wartościową opowieść. 

'Może na tym właśnie polega piekło. Kiedy stajesz twarzą w twarz z prawdą. Widzisz cały ten ból, zło wyrządzone innym i wiesz, że nie możesz im pomóc.'


James Kier myśli tylko o sobie. Chora żona, czy dorosły syn nie są na liście jego zainteresowań, za to weekendowy wypad w góry z kochanką już tak. Gdy jednak w dziwny sposób po internecie zaczyna krążyć informacja, że zmarł, a ludzie o których myślał, że są mu bliscy, zaczynają pokazywać co naprawdę o nim myśleli, nagle mężczyzna dostrzega, że życie jakie wiódł wcale nie jest tak idealne, jak do tej pory sądził. Bo czy pieniądze zastąpią nam ciepło kochającego domu? Rodzinę? Czy można kupić spokój ducha? Kier postanowi krok po kroku zmienić swoje życie na lepsze, ale szybko okaże się, że nie jest to tak proste, jak początkowo zakładał.

'Ludzie często szukają uzasadnienia dla swoich decyzji, nieważne, czy dobrych, czy złych, zmuszając innych do zrobienia tego, do czego musieli zmusić siebie.'


Bardzo szybko przyszło ludziom zapomnieć, że diabeł był kiedyś aniołem. Że został strącony do piekła, bo przeciwstawił się Bogu. Że zanim stał się postrachem, niósł radość, szczęście i miłość. Evans w tej historii przybliża nam postać człowieka, który również nie urodził się zły. Postawiony pod ścianą, z ofiary stał się katem, myśliwym. "Stokrotki w śniegu" to w dużej mierze opowieść o tym, jak ten niby zły do szpiku kości drań, postanawia przypomnieć sobie, jak żył, zanim zaczął budować swoje imperium na cudzym nieszczęściu. W swojej podróży będzie musiał zmierzyć się nie tylko z dawnymi demonami, ale także przyjdzie mu spojrzeć w oczy ludziom, których skrzywdził, a z czego nie zdawał sobie sprawy. Bo czasem sama chęć naprawienia szkód to za mało. Czasem "przepraszam" to sól na rany. 

'Jest na tym świecie wielu dobrych ludzi. Ludzi takich jak ty, którzy nie mają łatwego życia, a jednak wciąż starają się postępować tak, jak należy. Bohaterowie dnia codziennego.'

Evans ma niesamowitą zdolność przedstawiania nam rzeczywistości w sposób, dzięki któremu jesteśmy skłonni uwierzyć, że wszystko się może zdarzyć. Że jeśli jesteśmy mocno zmotywowani i pewni w swoich działaniach, to możemy wszystko. Że nie ma zamkniętych drzwi, a jeśli tylko będziemy dobrymi ludźmi, to karma do nas wróci. Bo dobro wraca. Może dlatego po każdą kolejną książkę spod ręki tego autora tak chętnie sięgam. Historie są krótkie, nie ma w nich niepotrzebnych scen, szybko poznajemy naszych bohaterów, a i akcja toczy się płynnie. Są punkty kulminacyjne, jest morał. Za każdą książką stoi inna historia. Mimo, że ma na swoim koncie dużo wydanych powieści, to żadna nie przypomina kalki poprzedniej. "Stokrotki w śniegu" była pierwszą, jaką przeczytałam, ale i najlepszą. Czy później styl się pogorszył? Fabuła była mniej wciągająca? Nie. Ta opowieść trafiła do mnie w odpowiednim momencie, również w okolicy świąt, i uderzyła prosto w serce. Bo to jak współczesny Grinch, albo Scroog. Choć byśmy nie wiadomo jak źli byli, to jeśli tylko będziemy chcieli naprawić nasze błędy, to zawsze znajdzie się ta jedna osoba, której miłość na nas czeka.

'Wszyscy, a na pewno niektórzy z nas, mamy poważną wadę. To co jest dla nas najważniejsze, potrzebne do życia, bierzemy za oczywiste, za dane. Powietrze. Wodę. Miłość.

Jeśli jest obok was ktoś, kogo kochacie, jesteście szczęściarzami. A jeśli ta osoba i was darzy miłością - możecie mówić o prawdziwym błogosławieństwie. Jeśli zaś marnujecie czas dany wam na tę miłość, jesteście głupcami!'


Możecie mnie nazwać naiwną. Możecie mnie nazwać dziecinną. Ale jeśli to jest cena za wiarę w dobro i tę odrobinę magii, którą Evans jak co roku dla nas przyszykował, to jestem na to gotowa. Ustawię przy kominku ulubiony fotel, ciepłą herbatę z cytryną i gruby koc, by tak przygotowana, móc odświeżyć w pamięci tę historię. Dobrze, że tym razem chusteczki będą pod ręką. Tylko nie myślcie, że przy tej książce leją się tylko łzy smutku, bo Evans potrafi dobrze wyważyć atmosferę. Tu można się tak samo pośmiać, jak i wzruszyć. Jeśli jest jakiś idealny przepis na świąteczne powieści, to dla mnie? Ten facet ma na nie monopol! 10/10

'- Ja już ci wybaczyłam - powiedziała.
- Jak to możliwe? Przecież na to nie zasługuję.- Na tym właśnie polega miłość.'

Bastuba


'Co jest istotą świąt Bożego Narodzenia? To proste pytanie: łaska Boża. Oraz zrozumienie tego, że nie możemy na nią zapracować, tak samo jak nie możemy zasłużyć na to, by w naszym życiu pojawiła się miłość. Ze swojej natury łaska jest darem, czymś, co otrzymujemy bezwarunkowo, nieobwarowane żadnymi nakazami, nie w zamian za coś. Najlepsze, co możemy zrobić, to otworzyć na nią nasze serca, by przyjąć ją w pełni, z całych sił, z całą mocą i przekonaniem, że dzięki niej możemy stać się lepszymi ludźmi. To moim zdaniem prawdziwy cud Bożego Narodzenia.'

'Niszczący sekret' K. Bromberg



'Pieprzone wątpliwości. To jak rak, którego nie sposób wykorzenić i który stopniowo rozrasta się na całe ciało.'

Długie oczekiwanie wzmaga radość ze zdobycia celu, bo im mocniej musimy się o coś postarać, tym bardziej to doceniamy. K. Bromberg, a zaraz za nią Wydawnictwo Editio Red, nie chcą nas jednak męczyć i na kontynuację "Mojego zawodnika", przyszło nam czekać zaledwie trzy miesiące. Mam więc już w rękach "Niszczący sekret", który pochłonęłam w jeden wieczór, i muszę opowiedzieć o tym, jak wyjątkowy to romans.

'Wyznanie innym swoich niedociągnięć kryje w sobie potężną siłę. Może i się odsłonisz, ale pokażesz innym, że mogą pokonać swoje ograniczenia.'


Easton, w wyniku knowań nowego zarządu swojego klubu baseballowego, zostaje przeniesiony do drużyny w innym mieście. To mocny cios. I to niespodziewany. Dodatkowo Scout, choć zapewniała, że mężczyzna wrócić w pełni do formy, wydała opinię, która tego nie potwierdza. Wszystko nagle zdaje się walić, a Wylder nie wie już, komu może ufać, a kto tylko udaje, że działa na jego korzyść. 
Scout wie za to, że nie jest dobrze. Właśnie odkryła, że kontrakt podpisany przez Eastona, daje klubowi możliwość przesunięcia go do niższej ligi, albo przeniesienia do niej ekipy. Wszystko zależy od raportu, który ma zdać jego rehabilitant, a w tym wypadku rehabilitantka, czyli właśnie ona. Trzyma w swoich rękach los chłopaka, a ma tylko sekundy na podjęcie decyzji. Nie konsultując się więc z nikim, postanawia zadecydować za niego, i zabrać z rąk zarządu choć jedną kartę. Szybko przyjdzie jej przekonać się, że za ten wyczyn nie czekają jej podziękowania, a miłość, która kiełkowała w jej sercu, zostanie wystawiona na próbę. 

'Nadejdzie taki dzień, że ktoś pokocha w tobie to, czego nikt inny nie potrafi pokochać. Po tym poznasz tę jedyną dla ciebie.'

W książkach K. Bromberg najbardziej lubię to, że zawsze są niesamowicie emocjonalne. Nie dość mi wciąż nowych i nowych pomysłów, która autorka przelewa na papier. Nie jest to oczywistą sprawą, bowiem twórcy przy pisaniu tylu książek o podobnej tematyce, często się wypalają. Tu jednak nadal czuć powiew świeżości. Styl się rozwija, bohaterowie stają się nam coraz bliżsi. Może to zasługa podzielenia tej historii na dwie narracje i rozdzielenia Scout i Eastona między miastami. To sprawia, że lepiej ich poznajemy, widzimy jak radzą sobie z codziennymi problemami, których w świecie sportu nie brakuje, oraz z tym, co czują do siebie nawzajem, mimo wszystkich niesnasek. Bliżej objawia nam się również relacja między rodzicami chłopaka. Do rej pory, bez zagłębiania się w szczegóły, wiedzieliśmy tylko, że nie są już razem, a jego mama, Meg, ma spory problem z alkoholem. Teraz poznajemy kolejne tajemnice tej rodziny.

'Niełatwo jest otwarcie zmierzyć się z konsekwencjami swoich błędów.'

Czym jednak ta historia góruje nad innymi w tym gatunku? Problematyką oczywiście. Nie sztuka napisać gorący romans, o którym czytelnik na drugi dzień zapomni, że miał go w rękach. Talent objawia się, gdy w niby zwykłym romansidle, uda nam się przemycić jakąś głębszą myśl. Jakiś ważny temat, jakiś przekaz, który nie będzie odbierany jako patetyczny czy naciągany. Wszystko musi być tu dobrze wyważone, przemyślane, i przede wszystkim wiarygodne. To właśnie w swojej najnowszej książce osiągnęła Bromberg. Tytułowa 'tajemnica', ma więcej niż jedno znaczenie. Okazuje się bowiem, że SPOILER Easton cierpi na dysleksję. A właściwie nie umie czytać. Litery rozmazują mu się przed oczami ze stresu, co jest zrozumiałe. I zawstydzające. Nie zdradzę jednak nic więcej, muszę tylko podsumować, że morał związany z tym totalnie mnie poruszył. A Scout? W ciągu kilku tygodni straci ojca, więc ciągle stara się spełnić jego największe marzenie. Ale czy to co ten jej mówi jest prawdą? Czy największym marzeniem umierającego człowieka może być jakaś materialna nagroda, gdy ma świadomość, że zostawi samą ukochaną córkę? Dla mnie? Jedna z najlepszych książek tej autorki. 

'Stare rany trudno wyleczyć, gdy się je rozgrzebie.'


Bastuba


'Deep' Kylie Scott


'Randki powinny być reglamentowane - tylko dla osób dorosłych i nie dla gwiazd rocka.'


Vegas owiane jest legendą. Co się tam zdarzy, ma pozostać tajemnicą. Wiadomo jednak, że nie zawsze tak się da. Kylie Scott wykorzystuje w swojej najnowszej książce popularny motyw, i tym sposobem znowu namiesza w życiu swoich bohaterów. 

'- Z mojego punktu widzenia wynika, że gówniane sprawy są w gruncie rzeczy bardzo proste, gdy już uda się dojść do sedna. A jeśli chodzi o sprawy sercowe, to sami decydujemy, co słuszne, a co nie. Co robić, gdzie iść. To proste.'


To była miłość od pierwszego spotkania. A przynajmniej silne zauroczenie. Ben Nicholson miał w sobie coś, co przyciągało do niego na co dzień nieśmiałą, i nie zainteresowaną płcią przeciwną Lizzy. Z dnia na dzień stał się jej obsesją. Mimo, że był od niej osiem lat starszy, postanowiła skierować na siebie jego uwagę. A nie było to trudne, bo jej siostra właśnie weszła do 'rodziny' "Stage Dive", w której Ben był basistą. Najpierw zdobyła jego numer telefonu, potem długo wymieniali wiadomości, było kilka spotkań, aż w końcu w Vegas dopięła swego. Ben na jedną noc był jej. Dziewczyna pragnęła, by trwało to wiecznie, i choć nie przewidziała konsekwencji, w pewien sposób wspomnienia namiętnych chwil z rockmanem, miały jej już nigdy nie opuścić. Bowiem niedługo po powrocie, okazało się, że na pewnym teście, dostała dwie czerwone kreski. 

'Cóż, niektórzy ludzie po prostu są jak samotne okręty. Dla wszystkich najlepiej, gdy pozostają sami. Potrzebują wolności bardziej niż miłości i towarzystwa.'

Rozczarowanie ma gorzki smak. Czekanie długo na jakąś książkę, która w rzeczywistości nas zawodzi? Słabe. Seria "Stage Dive" była do tej pory dla mnie miłą rozrywką, idealnie nadającą się na długi wieczór, po męczącym dniu. Fabuła całkiem oryginalna, może nie zaskakująca, ale dawała radę. Trzeci tom serii, czyli 'Lead' nawet podbił moje serce, a historia Jimmy'ego bardzo mnie poruszyła. Dużym plusem tamtej opowieści, była charyzmatyczna główna bohaterka. W 'Deep' nie ma żadnej z tych rzeczy. Przez większość czasu wieje nudą, Lizzy i Ben na zmianę rozstają się i schodzą, a jedyną zmianą są kolejne europejskie miasta w trasie koncertowej zespołu. Co prawda, szaloną rzeczą była ich wspólna noc w Vegas, ale autorka jakby bojąc się, że to za dużo, resztę książki napisała bardzo zachowawczo. Dostajemy wiele retrospekcji, które niby mają nam przybliżyć relację między bohaterami, i udowodnić, że od dawna coś ich do siebie ciągnęło, ale dla mnie nie ma tam żadnej chemii. Gdyby nie śmieszne dialogi, inicjowane przez Mala, czy moja ulubiona para, czyli Jim i Lena, którzy także przechodzą w tej części na kolejne etapy w swoim związku, to nie wiem czy chciałoby mi się przeczytać ten tom w całości. A pozwolę sobie zauważyć, że ma zaledwie dwieście pięćdziesiąt stron. 

'- Dlaczego media zawsze zestawiają kobiety z seksem? Z iloma kobietami spałeś?
- No... nie liczyłem.
- Widzisz. Nie sugerują, że jesteś męską dziwką, choć pewnie spałeś ze znacznie większą liczbą osób niż ja.'

Nie jest tak, że tylko dno, wodorosty i pięć metrów mułu. Jest coś, co bardzo mi się w 'Deep' podoba. Jest to morał. A właściwie dwa, jeśli nie trzy. Nie będę zdradzała wszystkiego, bo nie chcę robić za psuj zabawę, ale nie jest tajemnicą, że w tej części nasza główna bohaterka zachodzi w nie planowaną ciążę. Niby się zabezpieczyli, niby tylko jeden raz, a jednak stało się. I co teraz? Podoba mi się, że autorka podkreśliła wagę tego, żeby rozsądnie podchodzić do decyzji, które mogą wpłynąć na więcej żyć, niż 'tylko' nasze. Bo później nie można powiedzieć 'ups' i odwrócić głowę. 

'Zawsze znajdą się jacyś debile powtarzający głupoty i próbujący cię sprowokować. Ściągnąć w dół. Robią tak, bo ich własne życie jest żałosne. Nie możesz pozwolić, by wygrali.'


Komu podobały się poprzednie części, ten z tej też powinien być zadowolony. Sama ciesze się, że jednak przeczytałam ten tom, ponieważ znalazło się tu kilka zaskakujących zwrotów akcji, dotyczących bohaterów drugoplanowych, które mogą być ciekawie rozwinięte w kolejnych książkach z tego cyklu. Pozostaje mi mieć nadzieję, że z tymi postaciami w rolach głównych polubię się bardziej, niż z Lizzy i Benem.


'Każda miłość jest inna, tak jak każda relacja dwojga ludzi. I nikt,  kto patrzy na to z boku, nie jest w stanie zrozumieć wszystkiego. '

Bastuba

'Nawet podszyty nienawiścią gniew może się do czegoś przydać. Trzeba go tylko odpowiednio skanalizować.'


Copyright © CZYTADO