WRAP UP LIPIEC


Mam wrażenie, że jeszcze się nie zdarzyło, żebym dodała Wrap UP bez poślizgu 😅 Na szczęście w tym miesiącu nie jest to związane z książkowymi rozczarowanami, ponieważ większość przeczytanych w lipcu powieści było naprawdę ciekawych. Na podium postawiłabym jeden romans - "Milion nowych chwil" oraz jedną fantastykę - "Przebudzenie", które miało premierę w sierpniu i to z moim patronatem na okładce 💛 Cieszę się niesamowicie, bo dawno nie czytałam tak wciągającej książki. Zawsze miałam słabość do światów z pogranicza magii, baśni czy wampirów, więc to nowo rodzące się uniwersum totalnie mnie kupiło 😁 Pozostałe tytuły to jak widzicie w większości dobre 8/10, które mogę spokojnie polecić. Mocno rozczarowała mnie "Aniela. Matki i córki", bo była nudna, mdła i przegadana. Mimo, że klimat życia codziennego podczas II WŚ normalnie bardzo mnie ciekawi, tu miałam nadzieję szybko przebrnąć przez kolejne wewnętrzne monologi głównej bohaterki, żeby móc zapomnieć, że ta książka w ogóle trafiła w moje ręce. Do obyczajówek to ja ostatnio nie mam szczęścia.




  1. Bastuba 


WRAP UP MAJ 2019


Mogłabym się tłumaczyć, że w maju dużo podróżowałam, w czerwcu była sesja na studiach i dopiero teraz rozhulam bloga, ale tak jak nie lubię u innych obietnic wielkiej poprawy po miesiącach nieobecności, tak sama nie będę tego robić. Choć maj nie był dla mnie specjalnie owocny czytelniczo i nie mogę odesłać Was do recenzji konkretnych tytułów, to chociaż dam znać, że na instagramie macie z nimi całkiem dużo zdjęć. :) 



 1. "Współlokatorzy" to zabawna historia dwojga ludzi, którzy w ramach oszczędności dzielili to samo mieszkanie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby się znali, ale choć Ci dzielą jedno łóżko, to nigdy się jeszcze nie widzieli. Powiedziałabym, że jest to bardziej obyczajówka niż romans, ale trzeba przyznać, że jest to jedna z najlepszych książek wydanych w maju. Przyjemne 8/10. 
2. "Siła jej piękna" to zbiór opowiadań, napisanych dla kobiet przez kobiety. Patrząc z różnych perspektyw, podejmuje próbę pokazania, że potrafimy podnieść się nawet z najgorszego kryzysu, porażki czy choroby. Niektóre historie głęboko mnie poruszyły, czego kompletnie się nie spodziewałam, dlatego z radością oceniłabym tę antologię na 10/10!
3. "Joy" udowadnia, że okładka ma w dzisiejszym świecie duże znaczenie. Idealnie instagramowa przyciąga wzrok od pierwszej chwili i aż prosi się, żeby sprawdzić czy i środek będzie tak ciepły i romantyczny jak sugeruje ta grafika. Niestety ja się rozczarowałam. Myślę, że pomysł był bardzo dobry, tylko za dużo wątków przewinęło się bokiem i jakby po za czytelnikiem i gdyby przed epilogiem dodać jeszcze z trzy-cztery rozdziały, to całość wypadałaby lepiej, a tak tylko 7/10, choć zwrot akcji na końcu - duży plus. No i duże serducho za okładkę. Cudeńko! 
4. "To, co najważniejsze" to duże rozczarowanie. Ponoć zaczęłam przygodę z autorką od jej najgorszej książki, ale nie zmienia to faktu, że odbiłam się od tej historii jak od trampoliny. Nie dość, że historia jakiś miliony, bo ona przyjeżdża do małego miasteczka, poznaje JEGO i od razu wie, że czuję do niego coś czego dotąd nie znała. Z miejsca zaprzyjaźnia się ze wszystkimi, i jest oczywiście powszechnie lubiana, nawet przez wieloletnich odludków, a jej wielka tajemnica zmienia wszystko. No nie. To było tak wiele razy, że tylko niesamowita chemia między bohaterami, ale ich genialne wykreowanie mogłoby zaradzić tej odpychającej kalce, tylko że tego tu nie ma. Niestety na więcej niż 2/10 ta książka nie zasługuje. 
4. "Niebezpieczna gra" czyli jeśli o kopiach mowa... Tu chyba miało być coś pomiędzy Mrozem a Świst, tyle że coś nie wyszło. Chwilę po przeczytaniu napisałam na świeżo swoje odczucia ma instastories, a że dalej je podtrzymuję, to po prostu Wam je tu dodam. Jeśli jesteście ciekawi co czytam na bieżąco, to tam właśnie wszystko pokazuję najszybciej. :) 



5. "(Nie) zwyczajna" i... znowu rozczarowanie. Choć myślałam, że maj będzie dla mnie miesiącem świetnych romansów, to rzeczywistość nie dorównała oczekiwaniom. Mogę nawet powiedzieć, że dość twardo wylądowałam. Ponownie mamy oklepaną fabułę, tym razem w wersji dla nastolatków. Ona nieśmiała, w tajemnicy przed wszystkimi pisze wiersze, on przenosi się z innej szkoły, od wejścia pokazuje jaki to nie jest zbuntowany i niezależny mimo, że ma może z siedemnaście lat. Są narkotyki, gangi, alkohol czyli w sumie normalka, prawda? W recenzjach często przewijało się, że książki Young są lekkie i dobre na raz, a ja się zastanawiam jaki jest sens sięgać po coś co mogliśmy czytać już pięćdziesiąt tysięcy razy w innych powieściach? I to lepiej napisanych? Z bohaterami, których łatwo zrozumieć i polubić, co tu raczej się nie uda? Jest lepiej niż w "To, co najważniejsze", ale jak dla mnie tytuł nie warty zapamiętania niestety. 3 może 4/10.


7. "Vicious. Nikczemni" jako najbardziej wyczekiwana książka przez cały polski booktube czy bookstagram. Ileż dobrego się o niej naczytałam jeszcze przed premierą! Że objawienie! Że wciśnie w fotel albo pozamiata, albo i ugotujemy się z emocji! No to sięgnęłam po nią i... Faktycznie, czegoś takiego jeszcze nie czytałam. Znam Schwab, wiem, że lubi pod prąd, że umie pisać, że do tworzenia bohaterów to ma rękę - i to wszystko tutaj czuć. Znowu mroczne, znowu zaczynamy z wysokiego C i ciągniemy tylko wyżej i wyżej, tylko mam wrażenie, że sens całej tej książki zmienia się w trakcie czytania. Aż do samego końca czytelnik próbuje uchwycić i zrozumieć kto tu jest dobry a kto zły, a rezultat... Cóż. Nie żałuję, że przeczytałam i choć nie tego się spodziewałam to po czasie patrzę na nią bardzo przychylnym okiem. Jeśli nie odpycha Was tematyka wykopywania ciał, opisów metod na skuteczne uśmiercanie, czy całkiem dużo fizyki, a przede wszystkim tematyka science fiction, co chyba powinnam zaznaczyć na początku, to ta książka jest dla Was. Zresztą przyznajcie, że nawet gdybym napisała, że jest beznadziejna to dla samej okładki warto mieć ją na półce. :) Ah i ocena... 9/10 będzie uczciwe! 

Po opisy czy więcej recenzji odsyłam Was na Lubimyczytac.pl, na dniach pojawi się WRAP UP z czerwca i może po za recenzjami książek też jakieś filmy? Ostatnio kino stało się moim drugim domem i chętnie dam znać na co warto się wybrać, albo jakie dvd kupić, gdy szykuje Wam się spotkanie z przyjaciółką albo nie ma co obejrzeć do obiadu. :) 

Bastuba



WRAP UP KWIECIEŃ 2019


Kwiecień był dla mnie miesiącem w którym czytelniczo wyszło moje alter ego, które nie przepada za romansami. Były poradniki, obyczajówki, literatura faktu, książki o tematyce obozowej i duuużo fantastyki. Skąd mi się to więło? Nie mam pojęcia, ale większość z tytułów, które tu dziś zobaczycie, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Niestety nie obyło się również bez rozczarowań, co dość mocno odbije się na ich ocenie. 



Łatwo przychodzi mi wyłowienie najlepszej książki, ponieważ do przeczytania "Wieży Świtu" zbierałam się chyba z rok. Czekałam, aż poznamy datę polskiej premiery "Królestwa Popiołów", ponieważ nie chciałam znowu pokochać świat Maas i być skazaną na kolejne miesiące męczarni oczekiwania "co będzie dalej". Jednocześnie słyszałam tyle pozytywnych opinii o nowelce poświęconej naszej Kaoli / Chaolu, że bałam się czy książka faktycznie jest aż tak dobra. I cóż, jest. Ponad osiemset stron pochłonęłam w dwa dni i totalnie pokochałam występujących tam bohaterów i cały ten nowy świat. W stu procentach jest to wzór dla innych książek w tej tematyce. 

Niestety równie łatwo mogę wskazać najgorszy tytuł na tych planszach i są to "Ci Inni Za Murem" czyli debiut Marty Kruczek. Dość często powtarzam, że lubię sięgać po debiuty, ponieważ w tej sposób poznałam wielu ciekawych autorów i świetne książki, dlatego gdy przeczytałam o czym chce napisać autorka, pomyślałam - super. Temat naprawdę ciekawy - straszny i trudny - ale czegoś takiego na pewno jeszcze nie czytałam. W końcu zoo pełne zombie? Park rozrywki w której główną atrakcją są ludzie o niesamowitej silne, którzy nocą tracą nad sobą kontrolę i stają się rządnymi krwi bestiami? Odważne, szczególnie jeśli skojarzy się to z podobnymi pomysłami, które miały miejsce w historii ludzkości. No bo popatrzcie na okładkę. I z czym Wam się ona kojarzy? A jednak choć pomysł oryginalny i z potencjałem, to wykonanie totalnie siadło. Książka składa się w sumie bardziej z dialogów, bynajmniej mało realistycznych, główna bohaterka z pewnością cierpi na dwubiegunowość, ponieważ regularnie myśli jedno, robi drugie, a potem dziwi się jakie efekty z tego otrzymuje. Wątek kryminalny to żart, bo zachowanie policji przypomina chory sitcom, tylko że w sumie będzie to śmiech przez łzy. Jeszcze nie podjęłam się pełnej recenzji, bo nie wiem jak zrobić to w sposób, który nie będzie wybitnie okrutny, ale w końcu taki post się tu pojawi. 



Z książek, które chciałabym dodatkowo wyróżnić będą na pewno te o tematyce zahaczającej o historyczną, czyli "Czerń i purpura" oraz "Kołysanka z Auschwitz". Obie zaliczają się do tematyki obozowej, choć jedna z nich dotyczy Żydów, a druga Cyganów. Oczywiście podczas lektury nie obyło się u mnie bez łez, ale mocym plusem jest to, że autorzy wybrali formę fabularną, więc osoby które temat ciekawi, ale nie lubią suchych faktów - tu to Wam nie grozi. Mamy za to autentycznych bohaterów, historię która została opowiedziana w bardzo przemyślany sposób, a na końcu sprostowanie, dzięki czemu łatwo oddzielimy fikcję od rzeczywistości. Takich książek brakuje na liście lektur szkolnych i mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni. 

Osobom, które lubią się zmiać z ludzkiej głupoty polecam odkeić nos od telewizora i sięgnąć po "Ludzie. Krótka historia o tym jak spieprzyliśmy wszystko", ponieważ autor w niesamowicie sarkastyczny i złośliwy sposób punktuje wszystkie błędy jakie popełniliśmy jako ludzkość. Można się spodziewać, że było tego całkiem sporo, więc i rozrywka przednia, a i anegdotki do podzielenia się ze znajomymi się znajdzie. Przyjemne z pożytecznym.

Fanom obyczajowek polecam "Czas wyborów". Pełna recenzja jest na blogu, więc tam odsyłam, ale w skrócie ocena 5/5 nie wzięła się z nieba :) 

Mam przeczucie, że maj będzie dla mnie bardziej romansowym miesiącem, ponieważ szykuje mi się kilka wyjazdów, a w drodze najlepiej sprawdza się lekka lektura. Jak będzie - zobaczymy :) 

Bastuba 


WRAP UP MARZEC 2019


Marzec już dawno za nami, ale że czytelniczo wspominam go bardzo dobrze, ponieważ nareszcie opuścił mnie zastój czytelniczy, który był skutkiem sesji, zaliczeń etc., w tamtym miesiącu przeczytałam 13 książek. Jednej z nich nie umieściłam jeszcze na planszy, bo pojawi się na półkach dopiero po 15 maja. Ale z tych co już miały premierę spokojnie mogę Was polecić "Zakochanego przez przypadek", który totalnie skradł moje serce, o czym dobrze wiecie, bo recenzja dawno się na blogu pojawiła, oraz "Najważniejszy powód by żyć", bo tak jak młodzieżówki to nie mój konik, tak ta książka bardzo mi się podobała, dlatego z niecierpliwością wyczekiwałam premiery tomu drugiego. Po ocenach pozostałych tytułów możecie zauważyć, że tylko z "Gordianem" nie bardzo się zakumlowałam, a po za nim wszystkie inne książki mi się podobały, bardziej lub mniej. O tym czy kwiecień był dla mnie równie udany tam znać jutro! :)





Pozostałych recenzji możecie się niedługo spodziewać, szczególnie że premiera "Jagi" od Katarzyny Bereniki Miszczuk już za rogiem, a wraz z nią konkurs na moim instagramie. 😊🔥 Maj będzie dla mnie miesiącem podróży, ponieważ mam w planach uczestniczyć w Influencer LIVE w Poznaniu, oraz w Targach Książki w Warszawie, a w międzyczasie wraz w ramach wyjazdu naukowego wyjeżdżam do Lwowa, dlatego nie wiem na ile aktywny pozostanie w tym okresie mój blog, ale spoko jestem fanką teori, że im więcej ma się obowiązków, tym lepiej człowiek potrafi się zorganizować, to może się okazać, że i recenzje i wpisy z wyjazdów będą się pojawiać na bieżąco. 😁 Trzymajcie za to kciuki! 

Bastuba 

"Ludzie. Krótka historia o tym jak spieprzyliśmy wszystko" Tom Phillips


"Historia postępu ludzkości zaczyna się od naszej zdolności do myślenia i naszej inwencji twórczej. To równi nas od innych zwierząt - ale również prowadzi do tego, że regularnie robimy z siebie kompletnych idiotów."

Książka Toma Philipsa opowiada głównie o głupocie. O niewykorzystanych szansach, albo o przedobrzeniu, gdy świat miał się całkiem nieźle. Pisze o władcach, którzy nie chcieli nimi być, albo o takich którzy urodzili się w złej epoce. O wielkich masakrach, kolonizacji czy tym jak cudownie idzie nam niszczenie ekosystemów. Przypomina, jak nie raz i nie dwa daliśmy się nabrać, że ktoś pozornie nieszkodliwy, nie może wyrządzić nikomu wielkich krzywd, a potem za tę niefrasobliwość przelało się morze krwi. Oj wiele mieliśmy okazji by coś s*ieprzyć. Na szczęście mimo że Philips wraca do przykrej przeszłości, mało dla nas chwalebnej, to dzięki sarkastycznej formie jaką obrał, "Ludzi" czyta się bardzo szybko i bardzo dobrze. Można się przy tym zdrowo pośmiać, bo co może bawić bardziej niż ludzka głupota?


"Liczba rzeczy, które wiemy na pewno, jest maleńka w porównaniu z liczbą tych, o których wiemy, że nie wiemy. Liczba rzeczy, o których nawet nie wiemy, że nie wiemy, jest najprawdopodobniej jeszcze większa, ale niestety nie wiemy tego na pewno."

"Ludzie naprawdę dobrzy w swoim fachu mają tendencję do zaniżania oceny swych umiejętności, natomiast ci o znikomych kwalifikacjach dziko je przeceniają. Po prostu za mało wiemy o naszych wadach, żeby dostrzec, jacy jesteśmy w czymś kiepscy. I dlatego wciąż robimy głupoty, przepełnieni pewnością siebie i błogim optymizmem, nieświadomi, że strasznie się myliliśmy (...) że wszystkich błędów popełnianych przez nasz umysł właśnie pewność siebie i optymizm mogą być najbardziej niebezpieczne. "

"Problem ponownie wyrasta z niezrozumienia, że ekosystemy są skomplikowane i nieprzewidywalne. O tak, myślimy sobie, dajmy gatunek tu, moje ujmijmy dwa gatunki tam, a będzie znacznie lepiej. W tym momencie ni stąd, ni zowąd pojawiają się Niezamierzone Konsekwencje ze swoimi kumplami, Skutkami Upocznymi i Efektem Kaskadowym, i razem urządzają sobie imprezę nieposkromionej pychy."

"Mamy tendencję zakładać, że kiedy dzieje się coś strasznego, musi za tym stać jakaś ogromna inteligencja. To zrozumiałe: czg wszystko mogłoby pójść tak źle, gdyby jakiś geniusz zła nie pociągał za sznurki? Minus jest taki, że z reguły uznajemy, że skoro od razu nie namierzyliśmy geniusza zła, to możemy się trochę wyluzować, bo wszystko będzie dobrze.
Ale historia wskazuje, że to błąd, i to taki, który powtarzamy bez końca."

Bastuba 

"Zakochany przez przypadek" Yoav Blum


"Jeśli nie chcesz któregoś dnia obudzić się i odkryć, że nie cierpisz tego, co robisz, unikaj robienia cały czas tego samego."

"Czasem kapitulacja przepełnia człowieka słodyczą."

Książki mogą się nam podobać z różnych względów. Jedne mają niesamowity styl, drugie dobrze wykreowanych bohaterów, którzy z biegu znajdują drogę do naszego serca, trzecie zaskakują nieszablonową fabułą, albo ich finał zbija nas w fotel. Rzadko zdarza się jednak, żeby jakiś tytuł miał w sobie wszystkie te plusy. A "Zakochany przez przypadek" ma! Tu już sam pomysł na autora może zaciekawić, więc obawiałam się czy forma dorówna pomysłowi. Najgorzej jest bowiem wtedy, gdy idea jest bardzo kreatywna, a styl niedomaga. Ale tu wszystko jest na swoim miejscu. I jeszcze to jak ta książka została zaplanowana! Wszystkie elementy historii są z jednej strony jak puzzle. Każdy kawałek ma swoje miejsce, scala się z kolejnym i gdy zbierze się ich odpowiednia ilość zaczynamy dostrzegać pełen obraz. A tej obraz... No małe arcydzieło! Ciepły, uroczy, zaskakujący majstersztyk! :)

"- Uh. Nie cierpię, kiedy sprawy nie idą gładko.
- Czyli nie cierpisz większości tego, co dzieje się na świecie."

"Bardzo długo pytałam samą siebie: w którym dokładnie momencie zrozumiałam, że Cię kocham? Gdzie jest ten punkt równowagi - gdy wcześniej się kogoś lubi, a potem ten ktoś jest już centrum naszego wszechświata?"

"Zakochany przez przypadek" jest tak fajną książką, że aż sama się tego nie spodziewałam. Przede wszystkim opowiada historię trójki przyjaciół którzy są "kreatorami przypadku". To oni sprawiają, że przez przypadek ucieka nam autobus, spotykamy miłość życia albo odkrywamy w sobie nowe pasje. Wpływają na małe i duże sprawy, a wszystko dla większego planu. Niektórzy lubią swoją pracę, inni nie. Guy uwielbia łączyć pary. Nie jest romantykiem, ale wie że jest w swojej pracy naprawdę dobry. Nie zadaje pytań, tylko od lat sumiennie wykonuje swoje obowiązki. Pewnego dnia dostaje jednak zlecenie którego kompletnie nie rozumie. Okaże się, że czasem serca nie da się przegadać i trzeba zacząć brać odpowiedzialność za swoje czyny. Nawet jeśli popełniamy je przez przypadek.

"Może pomagając komuś osiągnąć szczęście, którego ty już nie doświadczysz, sam zyskujesz cząstkę tego szczęścia."

To czego uczy nas ta książka, to właśnie wbrew pozorom to, że obojętnie jak byśmy się przed tym bronili, zawsze mamy wybór, a każdy z nich będzie miał jakieś konsekwencje. Możemy szukać wymówek, oddawać władzę nad swoim życiem w ręce losu, czy czegokolwiek, ale w ostatecznym rozrachunku możemy mieć pretensje o niepowodzenia tylko do siebie. Ale cała nagroda w przypadku sukcesu też trafi w nasze ręce. Wszystko zależy od tego czy na okoliczności w życiu będziemy patrzeć jak na przeszkody czy szansę i nowe możliwości. Ale żeby nikt mnie źle nie zrozumiał. Ta książka nie próbuje przekazać nam podprogowo nowych coachingowych mądrości, wszystko jest tu bardzo delikatnie podane. Każdy z nas wyciągnie z niej coś innego. Równie dobrze może być romansem, który opowiada o dwóch duszach przeznaczonych sobie mimo wszystkich przeciwności, jak i miłą obyczajówką czy nawet kryminałem, bo w końcu Guy dostaje dziwną wiadomość, i przez całą książkę będzie próbował rozszyfrować o co w tym zadaniu chodzi. Także może sięgniecie po nią z ciekawości, co Wy w niej dostrzeżecie?

"Najwidoczniej nie można wiedzieć, że kogoś się naprawdę kocha, dopóki się z tym kimś porządnie nie pomilczy."

"Nie trafi się w nowe miejsca, jeśli codziennie chodzi się tą samą drogą."

Totalnie zakochałam się w tej historii! Nie tylko dlatego, że została bardzo dobrze napisana i przemyślana, a każde najmniejsze słowo ma tam jakieś znaczenie, które po czasie nam się objawia, ale przede wszystkim dlatego, że jest wyjątkowa. To trochę jak połączenie obyczajówki, fantastyki, romansu i dreszczowca. Pod sam koniec siedziałam jak na szpilkach i tylko powtarzałam do siebie "jejku nie! Tylko nie to! Tylko nie tak!". Gdyby to był film, jak nic oglądałabym go przez palce. Także emocje są. I Ci bohaterowie... Tacy doskonale skomplikowani! Na pierwszy rzut oka wydaje się, że mamy do czynienia z typowym trio przyjaciół: kujonka, śmieszek/narcyz i odludek/korpo szczur. A tu właśnie wcale nic nie jest tak oczywiste. Nie chcę spoilerować, więc na tym poprzestanę, ale dla mnie 10/10. I duże serducho! ❤️


"Ale jeśli szkolenie czegoś go nauczyło, to tego, że nie wolno, absolutnie nie wolno definiować ludzi jednym słowem. Są zbyt skomplikowani."

















Bastuba


'Drzewo Anioła' Lucinda Riley


'To zdumiewające, do czego człowiek jest zdolny w obliczu konieczności.'

Był pomysł, by wszystkie książki kosztowały tyle samo. Średnio to wyszło, więc wprowadziła bym w tej koncepcji małą zmianę. Jeśli chciałabym żeby cokolwiek w książkach było identyczne, to dbanie o ich wydanie. Jeszcze dwa tygodnie temu, powiedziałabym, że nie ma dla mnie większej różnicy, czy czytam w miękkiej czy twardej oprawie, ani ile waży dana książka, bo przyzwyczaiłam się, że noszę w torebce nawet 800 stron. Aż tu przyszło "Drzewo Anioła", które mimo swoich ponad 500 stron, jest lekkie, poręczne, oprawione w pół miękką, pół twardą okładkę (tzw. zintegrowaną), z delikatnie wygiętym grzbietem, który nie ma prawa się złamać, dzięki czemu spokojnie możemy rozłożyć sobie książkę na kolanach, bez strachu, że za chwilę będzie wyglądała jak Lili wyjęta z gardła. Gdy po spędzeniu z tym cudeńkiem od Lucinda Riley kilku dni, przerzuciłam się na miękka okładkę,  z grzbietem, który trzeba było delikatnie otwierać, co by się mu nic nie stało, zrozumiałam czemu takim zainteresowaniem cieszą się zagraniczne wydania. Nie chodzi tylko o wygląd, choć tu Wydawnictwo Albatros też się postarało, ale o wygodę. Mimo, że ogólnie uwielbiam różnorodność, to gdyby wszystkie książki prezentowały się tak dobrze jak ta na zdjęciu, to myślę, że wyszło by nam to na plus.


'(...) Załkał i pokręcił głową. Wiedział, że bez względu na to, co podpowiada mu serce, duma, która dotąd rządziła jego życiem i je niszczyła, znów się odezwała, nie pozwalając mu iść za kobietą, którą kochał.'

Greta po wielu latach spędzonych w Londynie, wraca do rodzinnej posiadłości w Walii, wraz ze swoim wieloletnim przyjacielem David'em. Kobieta lata temu w wyniku wyniku nieszczęśliwego wypadku straciła pamięć. Mężczyzna ma nadzieję, że wyjazd okaże się przełomowy pod tym względem, i znajoma okolica pomoże Grecie w odzyskaniu wspomnień, które według lekarzy są na wyciągnięcie ręki. Jednocześnie obawia się, czy ta jest na to gotowa, ponieważ w czasie ostatnich 30 lat, wydarzyło się bardzo wiele, i gdyby mógł, sam o wielu chętnie by zapomniał. 

'Ale co się stało, to się stało, i obiecał sobie, że nigdy nie zdradzi Grecie swych prawdziwych uczuć. Że będzie miała wszystko, czego potrzebuje. Z wyjątkiem jego serca.'


Greta jest osobą o wielkich marzeniach. Gdy jako młoda kobieta opuszcza dom rodzinny, by poszukać szczęścia w dużym mieście, co przy jej braku doświadczenia i protekcji nie jest łatwe, nie trudno się domyślić, że wyjdzie z tego popisowa kabała. Dziewczyna ma jednak duży atut. Jest niezwykle piękna. W sposób nienachalny, ale przyciągający wzrok. Z braku innych możliwości, zatrudnia się jako tancerka w teatrze, mając nadzieję, że wypatrzy ją jakiś producent, czy reżyser, i lada chwila będzie gwiazdą światowego formatu. Tęskni też za wielką miłością, by miał się nią kto zaopiekować, i komu ze spokojem mogłaby oddać serce. Jest przecież dobrym człowiekiem, więc czy i do niej los nie mógłby się uśmiechnąć? Tak też się w końcu dzieje. Ambitna, pracowita i bardzo uczuciowa, spotyka na swojej drodze kolejne szanse na poprawę życia. Zbyt szybko jednak zapomina, że na kłamstwie nie sposób zbudować trwałych relacji, a ponieważ dodatkowo nie uczy się na błędach ani cudzych ani swoich, to ta droga prędko przestaje być usłana różami. I tak też na świecie pojawia się jej córka - Czeska. Jako matce przyjdzie jej podjąć dużo trudnych decyzji. Jedną z nich jest zaangażowanie czteroletniej dziewczynki w karierę filmową. Choć mała wygląda jak aniołek, może się okazać, że pod blond grzywą skrywa ostre różki.

'Jeśli nie możesz ich pokonać, to się do nich przyłącz.'

Lucinda Riley przedstawia nam sagę rodzinną. Na przestrzeni około czterdziestu lat poznajemy wzloty i upadki ludzi, których wiąże więcej niż tylko więzy krwi. Poznajemy definicję miłości, przyjaźni, oraz troski, czy nawet zdrowia psychicznego. Na trochę ponad pięciuset stronach splata się wiele ekscytujących czytelnika wątków, co jednocześnie daje nam pełny obraz świata, w którym żyją bohaterowie tej powieści. Akcja, podzielona między dwa okresy - przeszłość, rozpoczynającą się w tysiąc dziewięćset czterdziestym piątym, i teraźniejszość, czyli grudzień tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty piąty, pozwala dobrze zrozumieć napięcie wyczuwalne na każdej stronie, które zaświadczam, udziela się czytającemu już po pierwszych rozdziałach. Nie jest to jednocześnie książka, w której autor próbuje manipulować odbiorcą, i wprost powiedzieć kogo mamy lubić, a kogo nie. W całej tej skomplikowanej historii przeplatają się światłocienie, gdzie ciężko osądzić, po której stronie leży wina za obecną sytuację. Myślę, że wielu może podobać się właśnie dlatego, że tak dobrze oddaje prawdziwe życie. Ludzie lubią sobie zadawać pytania w stylu "a co gdyby?". I tak Grata, jak i David też często to robią. Szczególnie, gdy na scenę wkracza Czeska, córka kobiety. I jednocześnie młoda gwiazda kina. Wątek, który jej przypisano wbija w fotel, i zmusza do zastanowienia jak kiedyś wyglądał świat po drugiej stronie szklanego obrazu, i o ile różni się od tego, który mamy dziś. Gdzie zaczyna, a gdzie kończy się sztuka. Ile można dla niej poświęcić, i kiedy powiedzieć "dość", nawet jeśli w grę wchodzą wielkie pieniądze. Choć cała historia przedstawiona przez Riley to fikcja literacka, nie sposób nie zastanawiać się ile dziewczynek takich jak słodka Francesca, ucierpiało na ambicjach swoich rodziców.

'Ale jeśli życie czegoś mnie nauczyło, to tego, że nie wolno marnować ani jednego dnia. I co ważniejsze, jeśli kochasz kogoś, to powiedz mu, na litość boską, co czujesz.'

Na przestrzeni całej fabuły możemy zapoznać się z narracją wielu postaci. Występują tu nie tylko Greta i jej mąż, a także córka, której myśli wnoszą do tej historii najwięcej grozy, ale także wspomniany wcześniej David, oraz jego matka. Znaleźć możemy tu również krótkie epizody pomniejszych osób. Całość miejscami zakrawa o operę mydlaną, albo melodramat, w zależności od konkretnej sceny, ale wszystko to pięknie się uzupełnia. Dawno nie czytałam tak dobrze poprowadzonej intrygi, przy rozłożeniu akcji na tyle lat, i tyle pomniejszych wątków. Autorka nie zapomina o niczym. Każda wąska ścieżka na końcu jest domknięta, choć pozostawia nam też pole do popisu, bo ostatecznie zakończenie jest otwarte. I mimo, że momentami ma się ochotę albo wyrzucić całą tę pięknie wydaną książkę przez okno, ale nawet spalić ją w piecu, to ostatecznie wykonano tu kawał dobrej roboty. Nie wszystko musi nam się podobać, nie w każdej sytuacji zachowalibyśmy się tak altruistycznie ją David, czy umielibyśmy przejrzeć kogoś na wylot jak jego matka LJ, bo też i na co dzień nie jest to łatwe, jednak przekaz "Drzewa Anioła" daje czytelnikowi ważna lekcję, a jednocześnie pozwala zachować nadzieję, że dobro wraca. Przy czym przede wszystkich jest po prostu dobrą lekturą. Choć akcja rozgrywa się zimą, to będzie się nam ją równie dobrze czytało o każdej innej porze roku. Niech nikogo nie zmyli ilość stron, czy mnogość tematów - gdy raz usiądziecie do książki Lucindy Riley, nie będziecie mogli się od nie oderwać!

'Zamykanie serca na kłódkę tylko dlatego, że zostało kiedyś zranione, nie jest wyjściem z sytuacji.'

Bastuba

Copyright © CZYTADO