"Prochy" Anna Kusiak


 
"Wyjeżdżając z miasta, Dobrosława myślała o staroście Walterze Gentzu i jego pragnieniu zrównania Jasła z ziemią. Zemsta jest okropnym uczuciem. Niszczy i burzy wszystko wokół, lecz rozsadza też od środka i sprawia, że w nas samych zostają tylko gruzy."

    Czytanie kryminałów osadzonych w Polskiej rzeczywistości uderza mnie zawsze bardziej od historii zbrodni popełnionych w innych częściach świata. Jest to zapewne spowodowane tym, że znam naszą mentalność i chociaż ze smutkiem, to jednak jestem w stanie uwierzyć, że abstrahując od fantazji pisarskiej, motywy i same zbrodnie pewnie nie raz się faktycznie pokrywały. Nie bez powodu mówi się, że fikcja literacka tylko nieudolnie naśladuje rzeczywistość.  
Najnowsza książka Anny Kusiak skupiła się na obnażeniu kilku sekretów małego miasteczka i powrocie do niewyjaśnionych spraw sprzed wielu lat. Detektywka Dobrosława Machniewicz, znana czytelnikom z “Rzeki” i “Iskry” czyli poprzednich części serii Żywioły Podkarpacia znowu trafia w środek wydarzeń od których najchętniej trzymałaby się jak najdalej. Gdyby tego było mało jej drogi ponownie krzyżują się z komisarzem Marcinem Czarneckim, dla którego zbiegi okoliczności nie istnieją, co może obojgu utrudnić współpracę. Z jednej strony nietypowe morderstwo, rytualnie ułożone ciało, z drugiej niechęć miejscowych do udzielania jakiejkolwiek pomocy od początku wydaje się podejrzane, ale wysokość stawki okaże się o wiele większa niż Machniewicz i Czarnecki się spodziewają. 

"Wszyscy bohaterowie tej opowieści byli dysfunkcyjni, wszyscy byli na swój sposób ułomni, i jedyne, co mogła zrobić, to bardzo im współczuć."

Gdy przeczytam książkę, która bardzo mi się spodoba, więc chcę polecać ją innym, zderzam się z wyzwaniem napisania recenzji w taki sposób, żeby nie nakręcić zbyt dużych oczekiwań, bo mogę zrobić czymś takim danemu tytułowi wilczą przysługę. A jednak gdy zaczynam zastanawiać się nad każdym zdaniem dziesięć minut kończy się na tym, że albo jakaś recenzja pojawia się miesiąc po czasie, albo nigdy nie trafia do publikacji, bo na samą myśl zaczynam się tylko frustrować. Słowem - efekt odwrotny od zamierzonego. Pozostaje mi się więc uczciwie pozachwycać, z nadzieją, że jeśli ktoś przeczyta “Prochy” z mojego polecenia, to spędzi z tą książką satysfakcjonująco czytelniczo czas.


 


Ciekawie napisana postać to dla mnie taka, której kibicuję, ale nie zgadzam się z nią w 100%. Jeśli przez całą lekturę bohater mnie do siebie nie przekona, bo rozumiem proces przechodzenia przemiany z pogubionego do odnalezionego “lepszego ja”, to marne szanse, że nawet najlepsza fabuła dostanie ode mnie ocenę wyższą niż pięć na dziesięć. Wystarczy mi wykrzaczonych moralnie ludzi oglądanych przez ekran telefonu czy telewizora, o ludziach w dalszym czy bliższym otoczeniu nie wspominając. Nie muszę się męczyć z takimi też w książkach. Mam proste potrzeby, chciałabym czytając dopingować komuś w działaniach. Czy będzie to odnalezienie miłości, ukrytego skarbu, odzyskanie królestwa czy znalezienie mordercy - pełna dowolność. Czy znalazłam taką w “Prochach”? Tak, niespodziewanie dla mnie, był to Czarnecki, który w tej części dostał więcej głębi. Jakaś jego walka z samym sobą, wejście w cień, czego nie przewidziałam, i przemyślenia obrazujące trudność podjętych decyzji sprawiły, że czekałam do czego się posunie i jak sam sobie życie utrudni. Smaczkiem dla mnie były jego próby rozszyfrowania myśli innych osób, których nie mógł zapytać wprost. Dla mnie taka sytuacja to niedorzeczność i całkowita strata czasu na niepotrzebne rozmyślenia, które może ukrócić jedna rozmowa, ale na szczęście w moich rękach nie leży życie tylu osób, co w przypadku komisarza policji, który jest tuż tuż przed emeryturą.

Chociaż zaczęłam od postaci, to prawdziwą perłą w popiołach (aż prosi się o grę słowną :) ) jest fabuła. A żeby być bardziej precyzyjną powiedziałabym, że motywy działania każdej z bardziej istotnych bohaterów. To jak nasze mniejsze czy większe decyzje, albo ich brak, może wpływać na cudze życie, a my nie mamy o tym pojęcia, tak tu wybrzmiało, że w czasie czytania kilkukrotnie miałam uczucie wewnętrznego konfliktu, bo jednocześnie rozumiałam złość, a z drugiej miałam poczucie, że nie tłumaczy ona niczego. Jak we wszystkich filmach o superbohaterach ratujących świat - walcząc o ludzkość skasują przy okazji pół miasta, a nie ma o tym później ani pół słowa. Jeśli ścigając jednego złodzieja zabijesz w pościgu dziesięć osób, to nie dostaniesz medalu. W tej książce moralność wywraca się na drugą stronę w podobny sposób. Myślę, że to może się trochę kłócić z chęcią kibicowania bohaterom, o której pisałam na początku, ale jednocześnie pasuje idealnie, bo kryminały mają swoją specyfikę, w której świat jest szary na tak wiele sposobów.  
 
Oczywiście to wszystko nie wybrzmiałoby, gdyby “Prochy” nie były wystarczająco dobrze przemyślane, zaplanowane i napisane. Redakcyjnie coś tam wyłapałam, ale nie było to bardzo uciążliwe, raczej dziwiłam się, że nikt nie wyłapał, że gdzieś jest źle odmienione słowo, albo powtórzenie. Jednak kilka przypadków na ponad trzysta stronicową książkę jest do wytrzymania. A może piszę tak dlatego, że wiem że może być o wieele gorzej.
Dla osób poszukujących dobrej serii kryminalnej, dla osób spragnionych ciekawej i wciągającej książki, dla osób, które twierdzą, że polskie autorki nie dowożą historii, żeby dreszcz szedł po plecach - polecam.

"Czy wyświadczenie przysługi światu i społeczeństwu wymazuje popełniony czyn i oczyszcza ze zbrodni?"


Bastuba





Nowości Wydawnictwa Kobiecego

 


W październiku na nowe półki trafiło bardzo dużo książek. Na pierwszy ogień poszły romanse, ponieważ czytałam je całe lato i zanim zacznie się listopad i przerzucę się na kryminały i literaturę literaturę faktu, chciałam zapoznać się z premierami w miłosnym wydaniu. Najnowsze książki Wydawnictwa Kobiecego łączy jedna rzecz - główne bohaterki jedno myślą, a drugie robią. Taką niekonsekwencję można dobrze ograć, albo kompletnie zepsuć nią postać. Jedne autorki poradziły sobie lepiej, drugie gorzej, ale w stosiku są dwie książki, które mogę szczerze polecić i na których kontynuację czekam.



Zacznijmy od książki, która mnie totalnie wkurzyła - żeby wytłumaczyć dlaczego, uderzę w spoilery. Jeśli jestem na coś uczulona, to na romatyzowanie zdrady. Zamiast "W butach Valerii" tytuł powinien brzmieć "W łóżku Valerii", ponieważ to o tym główna bohaterka myślała najczęściej. Nie ma nic złego w tym, że ta część związku jest dla niej ważna, ale jeśli przez rok nie potrafi o tym porozmawiać z mężem, a gdy tylko ma wymówkę wskakuje innemu do łóżka to sorry. Tak, gość był przystojny, była między nimi chemia, a może i zakochali się w sobie nawzajem. Autorka próbowała nam wmówić, że to co Valeria robiła z Victorem było w porządku, bo nie przespali się ze sobą na dzień dobry, ale halo! Robili wieeele innych rzeczy, na które nie ma miejsca, jeśli jedna ze stron jest mężatką. Sama posądzała męża o zdradę, przeszkadzało jej, że asystentka trzymała dłoń na ramieniu jej męża, a sama pozwalała sobie na o wiele więcej z nowym "przyjacielem". Nie, nie i jeszcze raz nie. Książka w sumie opowiada o 4 przyjaciółkach i dla tych pozostałych 3 początkowo chciałam obejrzeć serial na Netflixie, ale jak pomyślę, że miałabym tę Valerię dalej znosić, to nóż się w kieszeni otwiera. 3/10 i zapomnijmy o tym. 



Dalej jeśli "Zależna od mafii", bo na pewno nie "Zależna od rozumu i logiki". Tego tam za dużo nie było. Sama lubię motyw "Pan zły i groźni zmienia się w słodziaka pod wpływem miłości", ale na litość! Niech to ma ręce i nogi! Główna bohaterka zostaje porwana przez włoskiego mafioza (w Krakowie! 😵), szybko dowiaduje się, że ojciec walczy o życie, a brat gdzieś zniknął i gdy (co akurat jest na plus) umawia się na spłatę długu poprzez współprace i dostaje dość dużo swobody, jej jedynymi rozterkami są czy ten czy tamten mafiozo jest tym złym czy nie. Żadne "gość prawie mnie utopił, jak mam uciec" tylko "a może on ma dobre serce tylko to ukrywa". Jakby... co? Szybko się czytało i ostatecznie oceniam na 5/10, więc nie jest najgorzej, taki przeciętny romans mafijny, ale naprawdę momentami ręce opadały. Filip w swoich uczuciowych rozterkach był autentyczny, ale Julia kompletnie nie. 




"Fear Me" ma podobny problem. Główna bohaterka przez 10 lat była dręczona w szkole i poza nią przez chłopaka ze szkoły, w okolicach 18 urodzin gość jej mówi, że przez rok ma być jego niewolnicą w ramach zadośćuczynienia (w jego głowie ma to sens) i ona jest jak - okey. Grozi zabiciem najbliższych, każe odciąć się od przyjaciół, zmusza do poniżania się, oddania mu się i ogólnie jest raczej jak "nie wyjdziesz z tego żywa", a ona niby coś tam pyskuje i mówi nie, dwa zdania później jednak jest tak, a ostatecznie to... Nawet nie będę spoilerować. Jeśli weźmie się pod uwagę syndrom Sztokholmski i że Keiran naprawdę miał pokręcone dzieciństwo, albo raczej dzieckiem nigdy nie był, to historia mogłaby być realna, ale na zachowanie Lake naprawdę trzeba mocno przymknąć oczy. Dużym plusem jest to, że przez 500 stron książki praktycznie się płynie. Akcja jest wartka, nie ma przydługich monologów czy niepotrzebnych powtórzeń, ciągle coś się dzieje, co pozwala nam dobrze poznać główne postaci, ale też tło i historie poboczne. No i mamy wątek, powiedźmy, kryminalny. Chcemy poznać historię rodziny Keirana i czemu chłopak zachowuje się właśnie tak, a dzięki temu trudno oderwać się od lektury, a o to przecież chodzi. Żeby historia wciągnęła czytelnika! Mam delikatnie zastrzeżenia do korekty / redakcji, bo kilka razy wyraźnie były literówki i zamiany imion. Ktoś rozmawiał z X i nagle nazywał go Y, a potem znowu X 🙈 Poza tym książka skończyła się w taki sposób, że czekam na kontynuację z niecierpliwością. Myślę, że dla fanek mrocznych romansów / młodzieżówek będzie akurat. Takie mocne 6/10.



Last but not least - "Racer". Jak mnie ta książka wciągnęła! Kiedyś czytałam już jakąś książkę Katy Evans, ale wtedy nie bardzo polubiłyśmy się z autorką, więc do tej historii byłam trochę sceptycznie nastawiona, ale postanowiłam spróbować i to była świetna decyzja. Uwielbiam motyw wyścigów samochodowych, a tu mamy Formułę 1 i wyścigi uliczne. Dobrze opisane, osadzone w czasie i miejscu, a nie zrobione po łebkach, że nie wiemy czy akcja trwa tydzień, miesiąc czy pół roku. Jest klimat rywalizacji, wyzwania. Czytelnik podróżuje razem z członkami zespołu po całym świecie i kibicuje Racerowi nie tylko w wyścigach, ale też zdobyciu serca Lany. Dobrze, brzmi trochę banalnie, ale mamy tu też kilka ważnych tematów. Autorka podjęła się stworzenia bohatera z chorobą afektywną dwubiegunową i opisania z czym muszą mierzyć się jego bliscy. Właśnie takie romanse lubię najbardziej - dobrze napisane, przemyślane, wnoszące jakąś wiedzę nawet w lekką treść. Mocne 8/10 i czekam na kolejne książki Evans 😁


Bastuba

WRAP UP SIERPIEŃ 2019



Taka byłam zadowolona, że szybciej zabrałam się za stworzenie podsumowania na sierpień, a tu przyszedł ban od instagram, przez który nie mogłam dodać ani pół zdjęcia, i zamiast dodać post 1 września znowu wrzucam Wrap UP z poślizgiem 🙈




Bezkonkurencyjnie najlepsze były "Mroczne wybrzeża" od Danielle Jensen 💙 Taką fantastykę szczerze uwielbiam, a ostatnio czytam jakoś mniej. Na drugim miejscu zdecydowanie moje najważniejsze zaskoczenie czyli seria Save Me napisana przez Mona Kasten 😁 Duuużo osób mi ją polecało, ale że aż tak mi się spodoba, że pochłonę całą w 1,5 dnia?! Nie wierzyłam, a jednak! 😻 Jak od młodzieżowek raczej stronię, tak po kolejne książki tej autorki sięgnę z przyjemnością. Trzecie miejsce na podium zdobywa "Skarb Getta" autorstwa Adam Michejda, bo jeśli pisać dla dzieci o historii to tylko tak. Lekko, z pomysłem i dużą ilością humoru 👌
Aaa i jeszcze wyróżnienie! Po kolejne tytułu od Agaty Czykierdy-Grabowskiej sięgam z wielką przyjemnością, bo jeszcze nie było takiego na którym bym się zawiodła. Najnowsza "Słońce wiatr i księżyc" jest tak idealna na lato, że bardziej to już się chyba nie da. I to tak niewymuszenie, tak przyjemnie, że aż byłam zdziwiona, że tak się da 😹 Kupili mnie bohaterowie, kupiła mnie ich wioska i kupiła mnie ta historia 💛
Wszystkie pozostałe książki to mocne średniaki, albo rozczarowania, więc cieszę się że mam je już za sobą 😅

Bastuba 

WRAP UP LIPIEC


Mam wrażenie, że jeszcze się nie zdarzyło, żebym dodała Wrap UP bez poślizgu 😅 Na szczęście w tym miesiącu nie jest to związane z książkowymi rozczarowanami, ponieważ większość przeczytanych w lipcu powieści było naprawdę ciekawych. Na podium postawiłabym jeden romans - "Milion nowych chwil" oraz jedną fantastykę - "Przebudzenie", które miało premierę w sierpniu i to z moim patronatem na okładce 💛 Cieszę się niesamowicie, bo dawno nie czytałam tak wciągającej książki. Zawsze miałam słabość do światów z pogranicza magii, baśni czy wampirów, więc to nowo rodzące się uniwersum totalnie mnie kupiło 😁 Pozostałe tytuły to jak widzicie w większości dobre 8/10, które mogę spokojnie polecić. Mocno rozczarowała mnie "Aniela. Matki i córki", bo była nudna, mdła i przegadana. Mimo, że klimat życia codziennego podczas II WŚ normalnie bardzo mnie ciekawi, tu miałam nadzieję szybko przebrnąć przez kolejne wewnętrzne monologi głównej bohaterki, żeby móc zapomnieć, że ta książka w ogóle trafiła w moje ręce. Do obyczajówek to ja ostatnio nie mam szczęścia.




  1. Bastuba 


WRAP UP MAJ 2019


Mogłabym się tłumaczyć, że w maju dużo podróżowałam, w czerwcu była sesja na studiach i dopiero teraz rozhulam bloga, ale tak jak nie lubię u innych obietnic wielkiej poprawy po miesiącach nieobecności, tak sama nie będę tego robić. Choć maj nie był dla mnie specjalnie owocny czytelniczo i nie mogę odesłać Was do recenzji konkretnych tytułów, to chociaż dam znać, że na instagramie macie z nimi całkiem dużo zdjęć. :) 



 1. "Współlokatorzy" to zabawna historia dwojga ludzi, którzy w ramach oszczędności dzielili to samo mieszkanie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby się znali, ale choć Ci dzielą jedno łóżko, to nigdy się jeszcze nie widzieli. Powiedziałabym, że jest to bardziej obyczajówka niż romans, ale trzeba przyznać, że jest to jedna z najlepszych książek wydanych w maju. Przyjemne 8/10. 
2. "Siła jej piękna" to zbiór opowiadań, napisanych dla kobiet przez kobiety. Patrząc z różnych perspektyw, podejmuje próbę pokazania, że potrafimy podnieść się nawet z najgorszego kryzysu, porażki czy choroby. Niektóre historie głęboko mnie poruszyły, czego kompletnie się nie spodziewałam, dlatego z radością oceniłabym tę antologię na 10/10!
3. "Joy" udowadnia, że okładka ma w dzisiejszym świecie duże znaczenie. Idealnie instagramowa przyciąga wzrok od pierwszej chwili i aż prosi się, żeby sprawdzić czy i środek będzie tak ciepły i romantyczny jak sugeruje ta grafika. Niestety ja się rozczarowałam. Myślę, że pomysł był bardzo dobry, tylko za dużo wątków przewinęło się bokiem i jakby po za czytelnikiem i gdyby przed epilogiem dodać jeszcze z trzy-cztery rozdziały, to całość wypadałaby lepiej, a tak tylko 7/10, choć zwrot akcji na końcu - duży plus. No i duże serducho za okładkę. Cudeńko! 
4. "To, co najważniejsze" to duże rozczarowanie. Ponoć zaczęłam przygodę z autorką od jej najgorszej książki, ale nie zmienia to faktu, że odbiłam się od tej historii jak od trampoliny. Nie dość, że historia jakiś miliony, bo ona przyjeżdża do małego miasteczka, poznaje JEGO i od razu wie, że czuję do niego coś czego dotąd nie znała. Z miejsca zaprzyjaźnia się ze wszystkimi, i jest oczywiście powszechnie lubiana, nawet przez wieloletnich odludków, a jej wielka tajemnica zmienia wszystko. No nie. To było tak wiele razy, że tylko niesamowita chemia między bohaterami, ale ich genialne wykreowanie mogłoby zaradzić tej odpychającej kalce, tylko że tego tu nie ma. Niestety na więcej niż 2/10 ta książka nie zasługuje. 
4. "Niebezpieczna gra" czyli jeśli o kopiach mowa... Tu chyba miało być coś pomiędzy Mrozem a Świst, tyle że coś nie wyszło. Chwilę po przeczytaniu napisałam na świeżo swoje odczucia ma instastories, a że dalej je podtrzymuję, to po prostu Wam je tu dodam. Jeśli jesteście ciekawi co czytam na bieżąco, to tam właśnie wszystko pokazuję najszybciej. :) 



5. "(Nie) zwyczajna" i... znowu rozczarowanie. Choć myślałam, że maj będzie dla mnie miesiącem świetnych romansów, to rzeczywistość nie dorównała oczekiwaniom. Mogę nawet powiedzieć, że dość twardo wylądowałam. Ponownie mamy oklepaną fabułę, tym razem w wersji dla nastolatków. Ona nieśmiała, w tajemnicy przed wszystkimi pisze wiersze, on przenosi się z innej szkoły, od wejścia pokazuje jaki to nie jest zbuntowany i niezależny mimo, że ma może z siedemnaście lat. Są narkotyki, gangi, alkohol czyli w sumie normalka, prawda? W recenzjach często przewijało się, że książki Young są lekkie i dobre na raz, a ja się zastanawiam jaki jest sens sięgać po coś co mogliśmy czytać już pięćdziesiąt tysięcy razy w innych powieściach? I to lepiej napisanych? Z bohaterami, których łatwo zrozumieć i polubić, co tu raczej się nie uda? Jest lepiej niż w "To, co najważniejsze", ale jak dla mnie tytuł nie warty zapamiętania niestety. 3 może 4/10.


7. "Vicious. Nikczemni" jako najbardziej wyczekiwana książka przez cały polski booktube czy bookstagram. Ileż dobrego się o niej naczytałam jeszcze przed premierą! Że objawienie! Że wciśnie w fotel albo pozamiata, albo i ugotujemy się z emocji! No to sięgnęłam po nią i... Faktycznie, czegoś takiego jeszcze nie czytałam. Znam Schwab, wiem, że lubi pod prąd, że umie pisać, że do tworzenia bohaterów to ma rękę - i to wszystko tutaj czuć. Znowu mroczne, znowu zaczynamy z wysokiego C i ciągniemy tylko wyżej i wyżej, tylko mam wrażenie, że sens całej tej książki zmienia się w trakcie czytania. Aż do samego końca czytelnik próbuje uchwycić i zrozumieć kto tu jest dobry a kto zły, a rezultat... Cóż. Nie żałuję, że przeczytałam i choć nie tego się spodziewałam to po czasie patrzę na nią bardzo przychylnym okiem. Jeśli nie odpycha Was tematyka wykopywania ciał, opisów metod na skuteczne uśmiercanie, czy całkiem dużo fizyki, a przede wszystkim tematyka science fiction, co chyba powinnam zaznaczyć na początku, to ta książka jest dla Was. Zresztą przyznajcie, że nawet gdybym napisała, że jest beznadziejna to dla samej okładki warto mieć ją na półce. :) Ah i ocena... 9/10 będzie uczciwe! 

Po opisy czy więcej recenzji odsyłam Was na Lubimyczytac.pl, na dniach pojawi się WRAP UP z czerwca i może po za recenzjami książek też jakieś filmy? Ostatnio kino stało się moim drugim domem i chętnie dam znać na co warto się wybrać, albo jakie dvd kupić, gdy szykuje Wam się spotkanie z przyjaciółką albo nie ma co obejrzeć do obiadu. :) 

Bastuba



WRAP UP KWIECIEŃ 2019


Kwiecień był dla mnie miesiącem w którym czytelniczo wyszło moje alter ego, które nie przepada za romansami. Były poradniki, obyczajówki, literatura faktu, książki o tematyce obozowej i duuużo fantastyki. Skąd mi się to więło? Nie mam pojęcia, ale większość z tytułów, które tu dziś zobaczycie, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Niestety nie obyło się również bez rozczarowań, co dość mocno odbije się na ich ocenie. 



Łatwo przychodzi mi wyłowienie najlepszej książki, ponieważ do przeczytania "Wieży Świtu" zbierałam się chyba z rok. Czekałam, aż poznamy datę polskiej premiery "Królestwa Popiołów", ponieważ nie chciałam znowu pokochać świat Maas i być skazaną na kolejne miesiące męczarni oczekiwania "co będzie dalej". Jednocześnie słyszałam tyle pozytywnych opinii o nowelce poświęconej naszej Kaoli / Chaolu, że bałam się czy książka faktycznie jest aż tak dobra. I cóż, jest. Ponad osiemset stron pochłonęłam w dwa dni i totalnie pokochałam występujących tam bohaterów i cały ten nowy świat. W stu procentach jest to wzór dla innych książek w tej tematyce. 

Niestety równie łatwo mogę wskazać najgorszy tytuł na tych planszach i są to "Ci Inni Za Murem" czyli debiut Marty Kruczek. Dość często powtarzam, że lubię sięgać po debiuty, ponieważ w tej sposób poznałam wielu ciekawych autorów i świetne książki, dlatego gdy przeczytałam o czym chce napisać autorka, pomyślałam - super. Temat naprawdę ciekawy - straszny i trudny - ale czegoś takiego na pewno jeszcze nie czytałam. W końcu zoo pełne zombie? Park rozrywki w której główną atrakcją są ludzie o niesamowitej silne, którzy nocą tracą nad sobą kontrolę i stają się rządnymi krwi bestiami? Odważne, szczególnie jeśli skojarzy się to z podobnymi pomysłami, które miały miejsce w historii ludzkości. No bo popatrzcie na okładkę. I z czym Wam się ona kojarzy? A jednak choć pomysł oryginalny i z potencjałem, to wykonanie totalnie siadło. Książka składa się w sumie bardziej z dialogów, bynajmniej mało realistycznych, główna bohaterka z pewnością cierpi na dwubiegunowość, ponieważ regularnie myśli jedno, robi drugie, a potem dziwi się jakie efekty z tego otrzymuje. Wątek kryminalny to żart, bo zachowanie policji przypomina chory sitcom, tylko że w sumie będzie to śmiech przez łzy. Jeszcze nie podjęłam się pełnej recenzji, bo nie wiem jak zrobić to w sposób, który nie będzie wybitnie okrutny, ale w końcu taki post się tu pojawi. 



Z książek, które chciałabym dodatkowo wyróżnić będą na pewno te o tematyce zahaczającej o historyczną, czyli "Czerń i purpura" oraz "Kołysanka z Auschwitz". Obie zaliczają się do tematyki obozowej, choć jedna z nich dotyczy Żydów, a druga Cyganów. Oczywiście podczas lektury nie obyło się u mnie bez łez, ale mocym plusem jest to, że autorzy wybrali formę fabularną, więc osoby które temat ciekawi, ale nie lubią suchych faktów - tu to Wam nie grozi. Mamy za to autentycznych bohaterów, historię która została opowiedziana w bardzo przemyślany sposób, a na końcu sprostowanie, dzięki czemu łatwo oddzielimy fikcję od rzeczywistości. Takich książek brakuje na liście lektur szkolnych i mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni. 

Osobom, które lubią się zmiać z ludzkiej głupoty polecam odkeić nos od telewizora i sięgnąć po "Ludzie. Krótka historia o tym jak spieprzyliśmy wszystko", ponieważ autor w niesamowicie sarkastyczny i złośliwy sposób punktuje wszystkie błędy jakie popełniliśmy jako ludzkość. Można się spodziewać, że było tego całkiem sporo, więc i rozrywka przednia, a i anegdotki do podzielenia się ze znajomymi się znajdzie. Przyjemne z pożytecznym.

Fanom obyczajowek polecam "Czas wyborów". Pełna recenzja jest na blogu, więc tam odsyłam, ale w skrócie ocena 5/5 nie wzięła się z nieba :) 

Mam przeczucie, że maj będzie dla mnie bardziej romansowym miesiącem, ponieważ szykuje mi się kilka wyjazdów, a w drodze najlepiej sprawdza się lekka lektura. Jak będzie - zobaczymy :) 

Bastuba 


"Kołysanka z Auschwitz" Mario Escobar




"Ludzkie istoty są ulotnymi tchnieniami pośród huraganu otaczających nas okoliczności, ale historia Helene przypomina nam, że możemy być panami własnego losu, nawet jeśli dosłownie cały świat jest nam przeciwny."

"Błoto, ograniczenia pod prądem i slodkawa woń śmierci - tym Auschwitz był dla nas, tym zapisał się w naszej pamięci."

Niektóre książki pozwalają nam oderwać się od świata zewnętrznego, zapomnieć o tym co złe i cieszyć się czasem spędzonym na miłej i pokrzepiającej lekturze. Ale nie wszystkie mają nas zostawić z uczuciem błogiego spokoju. Czasem autor chce nas wytrącić z bańki niepamięć w której tak chętnie się zamykamy. Bo o ważnych wydarzeniach trzeba pamiętać. Trzeba więc o nich mówić i trzeba pisać. Escobar to właśnie zrobił. Wstrząsnął i przypomniał. 

"Ideom nigdy nie udaje się w pełni zdławić uczuć."

"Zrozumiałam, że być matką to coś znacznie więcej, niż wychowywać dzieci; to naginać duszę, aż własne ja na zawsze połączy się z ich pięknymi niewinnymi twarzami."

"Uśmiechnęłam się. W tym momencie uświadomiłam sobie, że zawsze stałam wyżej od niego i wszystkich zabójców rządzących tym piekłem. Potrafili w ciągu kilku sekund odebrać życie dziesiątkom tysięcy ludzi, ale nie umieli dać życia. Jedna dobra matka jest warta więcej niż cała mordercza machina nazistowskiego reżimu."




Helene Hannemann, niemka, która już jako nastolatka zakochała się w cygańskim chłopcu, szybko musiała się nauczyć, że czasem za miłość trzeba drogo zapłacić. A choć Johann nie pochodzi z bogatej rodziny i na każdym kroku napotykają trudności i nieprzyjemne spojrzenia, w końcu po małej urzędowej batalii pobierają się. On zaczął pracę w Berlińskiej Filharmonii, bo jako skrzypek potrafił oczarować publikę, a ona wykształciła się na pielęgniarkę. Z czasem znaleźli dla siebie spokojny kąt i z każdym kolejnym dzieckiem, które witali na świecie stawiali się szczęśliwsi. Aż przyszedł rok 1936 i sielanka ich berlińskiego życia zaczęła się kończyć. Najlepiej Johann stracił pracę, bo dla Romów nie było tam już miejsca, potem przestano wpuszczać ich do publicznych parków czy kina. Nic nie było jednak tak straszne jak oświadczenie, które któregoś majowego poranka 1943 roku wygłosił w jej kuchni policjant. Jej mąż oraz 5 dzieci miała trafić do obozu stworzonego specjalnie dla nich. Dla Romów. Helene jako aryjki ten rozkaz nie dotyczył. Była jednak matką i bardzo kochała męża, więc niewyobrażała sobie ich porzucić. Razem dotarli na dworzec, razem wsiedli do bydlęcego pociągu i razem powitali peron nad których widniał napis "Auschwitz". Ich nowy dom, w którym najlepszym przyjacielem będzie strach, a w którym Helene otworzy przedszkole dla dzieci. Mały cud w piekle. 


" - Jedno jest pewne: wszyscy umrzemy. Ale jeśli możemy kogoś uratować, warto codziennie podejmować walkę."

"Każdy kolejny dzień w Auschwitz oznaczał przeciąganie agonii, trzymanie duszy w więzieniu za okrutnymi kratami obojętności naszych katów."

"Do tej pory nie wiedziałam, że dzierżenie w ręku czyjegoś życia lub czyjejś śmierci jest jeszcze gorsze niż odczuwanie zagrożenia wiszącego nad naszym własnym życiem."

Historia, którą chciał nam opowiedzieć Escobar zdążyła się naprawdę. Ale to nie jest książka historyczną, tylko fabularną. I to jest jej wielki plus. W sposób niepodręcznikowy autor przybliża nam realia życia, a raczej egzystowania, w Auschwitz, które poznał studiując źródła i rozmawiając z historykami. Jednocześnie porusza też inną tematykę, niż to co najczęściej się opisuje, bo na swoich bohaterów wybrał rodzinę Romów, a nie Żydów. To zaś sprawia, że akcja toczy się w Auschwitz II, czyli Birkenau, w tzn. obozie cygańskim. Przedstawiona zostaje nam również postać doktora Mengele, którego nazwisko sprawia, że krew cierpnie mi w żyłach, a który tylko po kilku scenach "Kołysanki z Auschwitz" zasłużył sobie w pełni na miano "doktora Śmierć". Choć Escobar opisuje nas tego essesmana też w inny sposób, nie tylko jako rzeźnika, który przeprowadzał okrutne eksperymenty na dzieciach. Helen jako obozowa pielęgniarka miała z mężczyzną częste kontakty, w książce możemy więc przeczytać co czuła i co o nim myślała. Wszystko to jest oczywiście wyobrażeniem autora, choć pierwszoosobowa narracja jest wyjątkowo wstrząsająca i realistycznie rozegrana. Daje również do myślenia, bo zadaje takie pytania jak: czy ktoś może być tylko dobry lub zły, oraz rozpatruje, gdzie kończy się człowieczeństwo. Do czego człowiek może się posunąć, nie zatracając swojej duszy. Wybranie tej formy przekazu przybliża nas również do samej Helene, poznała wczuć się w jej sytuację i zrozumieć jej zachowanie, choć w pełni nigdy nie będzie to możliwe. Ta dezorientacja, gdy z poukładanego świata logiki i dostatku trafia do obozu, gdzie zasady nie mają z rozsądkiem nic wspólnego, a brakiem podstawowych środków do zaspokojenia ludzkich potrzeb nikt się nie przejmuje... Tak, Mario Escobar wiarygodnie zobrazował nam świat, który znamy na szczęście tylko z opowieści. 

"Kiedy do głosu dochodziły uczucia, wszyscy byliśmy bliscy załamania. Jedyny sposób na przetrwanie polegał na tym, by starać się jak najmniej myśleć i przytępić uczucia."

"Wolałam widzieć w nazistach bezduszne potwory. Im bardziej ludzkie przejawiali zachowania, tym mocniej mnie to przerażało, ponieważ oznaczało że każdy z nas może się stać takim nikczemnikiem jak oni."

"Wydawało mi się to niemal świętokradztwem, lecz potem pomyślałam, że dopóki dzieci śpiewają, świat wciąż ma szansę na ocalenie."

Zaczynając "Kołysankę z Auschwitz" wiedziałam że ta książka będzie miała na celu nas wzruszyć, zszokować i złamać serce. Nie obroniło mnie to w żadnym procencie przed tym jak smutna była to lektura. Nie mam dzieci, nie znam więc miłości, która popchnęła Helene Hannemann, by wyruszyć do obozu za swoimi dziećmi, bo nie chciała ich zostawić. Mam nadzieję, że nienawiści której doświadczyła od ludzi, uważających, że ona i jej dzieci, uznane za Cyganów, są gorszym "gatunkiem", również nigdy nie doświadczę. Ze wszystkich okropieństw o jakich pisze Escobar najbardziej uderza mnie to jak bardzo człowiek może CHCIEĆ zniszczyć innego człowieka. Człowieka, który niczym się od niego nie różni. Choć nie. W sumie, gdy na scenę wkroczył Mengele czy Irma Grese można zauważyć, że w obozie były zwierzęta. Ale nie byli nimi więźniowie.

Czy da się ocenić taką książkę i nie emanować uczuciami, które przebijały nas podczas lektury? Chyba nie. Mnie tematyka obozowa niezmiennie od lat doprowadza do łez, a ta ilość bólu, która przepływa przez "Kołysankę...", jest nie do zignorowania. Może być to zasługa pierwszoosobowej narracji, albo szczegółów jakich nie szczędził nam autor, w każdym razie trzeba przyznać, że wywiązał się z zadania znakomicie. Nie tylko przypomniał nam tę historię bardzo dokładnie, zrobił to również bez podręcznikowej obojętności, co dodatkowo zachęca do lektury. Podoba mi się, że na końcu zostały podane nam fakty i mała historyczna notatka. Właśnie takie książki są nam najbardziej potrzebne.

"(...) z całego serca znienawidziłam doktora Mengele. Jego i wszystkich nazistów w obozie. Katowali nasze ciała, ale było im mało - wypaczali dusze, aby odebrać nam to, co mieliśmy najcenniejszego: nasze człowieczeństwo."

"Przestajemy istnieć, jeśli nie ma na tym świecie nikogo, kto by nas kochał."

Bastuba 


'Basic witches. Magia kobiecości' Jaya Saxena & Jess Zimmerman + 'Baba Jaga radzi. Nieziemskie porady na codzienne troski' Taisia Kitaiskaia





'W środku lasu stoją samotne drzwi. Kiedy przez nie przejdziesz, zaskrzypisz ich zawiasami, znajdziesz się w tym samym lesie co wcześniej. Dla niektórych samo to wejście już niesie ze sobą magię, dla innych zaś jest dziwną i niepotrzebną czynnością. Prawdę mówiąc, w lesie istnieje wiele tajemniczych drzwi i tuneli. Nie chciałabyś wędrować z kimś, kto czuje ku takim przyjściom ten sam pociąg co ty?'


Wszyscy wiemy, że moda wraca. W książkowym świecie również są pewne motywy, które niczym bumerang, co pewien czas pojawiają się ponownie w nowych odsłonach. Dziś przedstawię Wam dwie pozycje, nawiązujące do wierzeń ludowych i czarownictwa. Jedną spod skrzydeł Wydawnictwa Feeria, a oraz drugą od Wydawnictwa Kobiecego. Obie idealne dla okładkowych srok. Czy środek zachwyca tak samo?

'Twoje życie jest twoje nawet jeśli warczy jak pies.'

'Basic witches' to kombinacja poradnika motywacyjnego, podręcznika historii i humorystycznego zestawu przepisów dotyczących amatorskiego czarowania. 'Baba Jaga radzi' to życiowe q&a, gdzie pytania dotyczą wszystkich sfer życiowych - od tego jak zapomnieć o starej miłości, po rozważania na temat kłótni przy rodzinnym stole o politykę, i jak temu zapobiec. Sarkastyczna staruszka odpowiada przekręcając, skracając lub zjadając część słów. Czasem wychodzi to zabawnie, zdąża się jednak, że dość mocno utrudnia to rozszyfrowanie tekstu. Jest to jakiś rodzaj performance'u, który ma za zadanie uautentycznić przekaz, i w moim poczuciu wyszło tow sumie bardzo dobrze. 

'Nurzenie się w wątpliwościach co do samego siebie, by potem wznosić się na wyżyny pychy to najstarsza rozrywka ludzkości.'


Jeśli lubicie poradniki, w trochę innej niż klasyczna formie, oraz potraficie zrozumieć, że 'odmienne' nie znaczy złe. to są to idealnie książki dla Was. Poruszane zostają przeróżne tematy, choć mi najbardziej podobały się te związane z przyjaźnią, samorozwojem i akceptacją. Przykłady widzicie w cytatach :) Wiadomo, że żadna z autorek nie odkrywa tu tajemnic wszechświata, celem jest raczej rozluźnienie czytelnika, może mały pstryczek w nos. Głównym zadaniem 'Basic witches' jest przekonanie do afirmacji i uwierzenia w to, że co w głowie, to i w życiu. Jeśli my siebie nie pokochamy, to jak inni mają to zrobić? Przy okazji, możemy znaleźć tu garść anegdotek o średniowiecznych czarownicach i ich losie, oraz sporo historycznej wiedzy. Rozdziały są podzielone wedle problematyki, a dzięki szerokim marginesom i dużej czcionce, czyta się to błyskawicznie, i te dwieście czterdzieści stron można połknąć na raz. Proponowałabym jednak powolne zapoznanie się z tematem. Dzięki temu będzie to miłe pięć, dziesięć minut przed snem, zamiast bólu głowy przez natłok bodźców. Podobną strategię polecam przy zapoznaniu się z Babą Jagą. Najlepiej między jedną książką, a drugą, zrobić sobie przerwę, a i potem czytać po dwa, trzy pytania do naszej wyroczni na raz.  To da nam czas na zastanowienie się nad sensem rad, i odkryciem co autorka naprawdę miała na myśli. 

'Nasze czarownictwo jest etosem kulturowym. Polega na bucie - ale nie dla samego buntu, tylko po to, abyśmy żyły w zgodzie z samym sobą.'


Dużą siłą obu książek jest ich oprawa i ilustracje. Nie można zarzucić wydawnictwom, że się nie postarały, ponieważ te są jak lukrowane ciasteczka dla oczu. Poradnik Jayi Saxeni i Jess Zimmerman, jest prawdziwą perełką w twardej okładce, w czerni i fiolecie. Ramki, grafiki, detale - wszystko pięknie dopracowane, i naprawdę magiczne.  Książeczka Taisi Kitaiskaia jest bardziej minimalistyczna, ale ponieważ postawiono przy jest tworzeniu na kolor czerwony, nie można obok niej przejść obojętnie. Tu rysunki są odważniejsze, bardziej ludowe, może trochę artystyczne, szalone. Idealnie dopełniają formę wypowiedzi autorki, dzięki czemu całość jest spójna, i zachęca do zapoznania się z tym tytułem od a do z. Na końcu książki znajduje się kilka stron na notatki, co również jest nowatorskim i kreatywnym pomysłem. Choć okładka jest w dotyku bardziej elastyczna (nie można jej do końca nazwać twardą) od koleżanki 'czarownicy', to obie zrobiono porządnie, czuć tu również czystą radość z tworzenia. 

'Kiedy oddzielisz dążenie do własnego dobra od poczucia obowiązku wobec innych, troska o siebie stanie się czymś więcej niż tylko dogadzaniem sobie, a dbałość o zdrowie z wyczerpującej czujności zamieni się w odświeżający rytuał.'


Dla fanów takich klimatów będzie to nie lada gratka, a jeśli ktoś nie czuje bluesa poradników, ale lubi cieszyć oczy wysmakowanymi przedmiotami, to te okładki będą piękną ozdobą biblioteczek. Jestem ciekawa czy w najbliższym czasie czekają nas premiery o podobnej tematyce, czy to chwilowy zryw. Na szczęście dla mnie, była do przyjemna przygoda, bo ani mądrych słów, ani ładnych obrazków nigdy nie mam dość. 

'Jeśli skłamiesz na temat tego, kim jesteś, i nie będziesz odpowiednio traktować innych, szybko odkryjesz, że otaczający cię ludzie traktują cię trzy razy gorzej, niż tobie zdarzyło się kiedykolwiek kogokolwiek potraktować - albo że, co gorsza, nie otacza cię nikt.'


Bastuba

'Nie można mieć prawdziwej, pełnej i budującej przyjaźni, jeśli boisz się o cokolwiek poprosić albo ukazać swoją ciemniejszą stronę.'


'Soulless' T.M. Frazier


'Poprosił mnie o najgorszą rzecz. Bym zaczekała. Równie dobrze mógł mnie poprosić , bym siedziała spokojnie, gdy ktoś będzie mi wyrywał paznokcie pęsetą, bo czekanie było równie bolesną torturą.'

Z książkami w stylu dark, romansami szczególnie, jest ten problem, że nie wiadomo na co się trafi. Bo pikantne danie jest dobre do momentu, aż stanie się niesmaczne, bo zacznie palić. Od tego czy Wam podejdzie, zależy jaką macie wytrzymałość i gust. "Soulless" nie będzie książką dla każdego.

'- Nie mam pojęcia, jak ty to robisz. Jak radzisz sobie z trójką dzieci. Ty chyba nie jesteś człowiekiem.
- Nie jestem człowiekiem. Jestem mamą.'

Bear trafia do więzienia. Nie jest to szwindel, ani prowokacja. Mężczyzna poważnie potraktował złożoną obietnicę i aby ochronić Tię, wziął na siebie winę za śmierć jej rodziców. Cóż, sama zainteresowana nie przyjęła tego najlepiej. Teraz przyszło jej czekać, a bardzo tego nie lubi. Bezczynności. Bezsilności. Wie, że tylko działając i walcząc o swoje, może być szczęśliwa. Chop jednak nie próżnuje i wojna zbliża się wielkimi krokami. Bear musi walczyć będąc w więzieni, a King z zewnątrz zmobilizuje wszystkich, którzy pozostali im wierni. Nie zapowiada się jednak, aby szybko miało się coś zmienić. Ostatecznie będzie to decydujący czas, a po nim nic nie będzie takie jak dawniej.

'Własnie to robi dla siebie rodzina, niezależnie od przyczyny. Walczy o siebie.'

Jaka jest ta część? Maksymalnie brutalna. Sto procent Bear'a w Bearze. Choć uwielbiam to jak zmienił się pod wpływem Tii i uczucia jakie ich połączyło, to wiedziałam, że "Lawless" było tylko preludium. Wersją "soft", która miała nas zaledwie wprowadzić w ich świat. I tak jak byłam przekonana, że już tam akcja gnała na łeb na szyję, a za każdym zakrętem nasi bohaterowie byli bliscy wykolejenia się, tak fabuła tej książki to dopiero rollercoaster wydarzeń. Śmiem twierdzić, że gdyby wszystkie zwroty spisać na osi czasu, dla połowy powinno zabraknąć miejsca. A jednak dzieją się. Nie można powiedzieć, że jest to nudna lektura. Mnogość wątków, bo i bezsenność i psychopatia i miłość aż do bólu czy zaborczość, tchórzostwo... Co najważniejsze jednak, jest to piękna drugoplanowa opowieść o tym, że rodzinę nie muszą łączyć więzy krwi. Jest to tylko dodatek. Sami kształtujemy również swój charakter, jeśli mamy w sobie wystarczająco dużo siły. A ani Tii, ani Bearowi nie można tego odmówić. Oboje bardzo charyzmatyczni, uparci i waleczni. Po ostatnich wydarzeniach wkradła się w ich serca też jakaś sadystyczna brutalność i znalazły się w "Soulless" momenty, które potwierdzą, że niewinności nie ma w nich za grosz, a jakakolwiek wrażliwość i delikatność, została zastąpiona chęcią przetrwania. Motywem przewodnim jest tu więc wszędobylska dzikość i okrucieństwo.

'Nie zapominajcie, co oznacza braterstwo. Nie zapominajcie, kim są wasi przyjaciele.'

Jeśli miałabym wybrać moją ulubioną część serii 'King' T.M. Frazier to pozostaje nią "Lawless". A to dlatego, że były momenty w 'Soulless', które były dla mnie zbyt hardcorowe. Rozumiem, że są potrzebne, by podkreślić jak wygląda świat w którym żyją nasi bohaterowie, a jednak żołądek mocno się kurczył, a serce miałam w gardle. Niezmiennie zachwyca mnie jednak dbałość Wydawnictwa Kobiecego o okładki, bo musicie przyznać, że ta iskra w tytule wygląda prześlicznie. A w dobie, gdzie nie trudno znaleźć w książce byki w postaci literówek i nie tylko, tu efekt finalny również stoi na najwyższym poziomie. Dla mnie? Piątka z dużym plusem :)


'Nie dana nam była wieczność. Mieliśmy na tej ziemi ograniczony czas. Od nas zależy, jak go spędzimy i z kim.'


Bastuba

'Lawless' T.M. Frazier


'Cisza. Straszniejsza niż jakikolwiek wystrzał z broni czy armaty. Głośniejsza niż grzmot i dziesięć razy bardziej przerażająca.'

 Uwielbiam wracać do ulubionych fragmentów historii miłosnych. Gdy mam zastój czytelniczy, albo naprawdę zły humor, to sytuacje ratują właśnie książki, a nie lody czy joga. Taki jest mój czytelniczy sekret. A mimo, że "Lawless" miało swoją premierę już jakiś czas temu, to przebieg fabuły i wszystkie dialogi znam jak własną kieszeń, a ze stron od dwieście dziewięćdziesiątej pierwszej obudzona w środku nocy możecie mnie przepytywać na wyrywki. Dlaczego? Bo zakochałam się w tych bohaterach! Jeśli "Tyran" był mocnym 5/6, to Bear ze swoją pokręconą duszą rozwalił skalę. 

'Po śmierci mojego brata tata zawsze mówił, że za ciężarem wielkiej tragedii idzie wielka odpowiedzialność. Wzięłam sobie te słowa do serca(...)'

Thia będąc małą dziewczynką spotyka na swojej drodze chłopaka, który w zamian za przysługę obiecuje pomoc, jeśli kiedykolwiek będzie go potrzebować. W dowód tego daje jej swój sygnet. Owym chłopakiem okazuje się Bear, potężnie zbudowany, wytatuowany syn przywódcy motocyklistów, który, gdy tylko dziewczynka znika mu z oczy, zapomina o jej istnieniu. A tym bardziej o danym słowie. Los jednak zmusza go, by wszystko sobie przypomniał i to w chwili, gdy zmęczony otaczającym go światem mężczyzna, ponad wszystko będzie starał się nie pamiętać. A kim sam jest, ani o złożonych przyrzeczeniach.

'I tak pójdę do piekła. Równie dobrze mogłem się cieszyć drogą.'

W budowaniu zniszczonych postaci Frazier ma dużą wprawę. Cała seria "the King" opiera się na bohaterach, których los nie oszczędza, choć Ci jedynie pragną być szczęśliwi, czy choćby bezpieczni. Thia różni się jednak od bohaterek, które do tej pory widzieliśmy na łamach tych historii. Jest niezłomna, uparta, do bólu lojalna i niesamowicie wręcz odważna. Nie chce być pod niczyją ochroną, nie chce by ktokolwiek decydował za nią. Gdy wszystko w jej życiu się sypie, postanawia postawić wszystko na jedną kartę i odnaleźć chłopaka, który przed kilku laty coś jej obiecał. Ten jeden raz chce spróbować poprosić o pomoc. Czy to będzie dobra decyzja? :)
Bear nie bardzo wie gdzie i z kim jest. Ale czy to ważne? Dawno zapomniał kim jest on sam i dokąd zmierza. Przygodne laski, alkohol i porządna narkotyczna znieczulica. Od miesięcy to jedyne co go interesuje. Gdzie i od kogo to dostanie? Nieistotne. Gdy kilka miesięcy temu stracił przyjaciela, był torturowany i odszedł z klubu, który przestał być dla niego domem, wszystko straciło sens. Sytuacja zmienia się, wraz z telefonem od Kinga. Czy pojawienie się Thii coś zmieni? Równie bezczelny co zagubiony zostanie zmuszony do podjęcia nowych, trudnych decyzji. 

Cała ta książka to w również mierze romans co akcja. Na trzysta stron nie ma ani jednej, by zrobić sobie przerwę na reklamę. Jeśli nie dostajemy palpitacji serce z powodu strzelaniny czy wyścigów motocyklowych, to z powodu dramatycznych przeżyć głównych bohaterów. Ostatnie co można powiedzieć o stylu autorki, to że jest delikatna. Tu wszyscy są brutalni i nieprzewidywalni. Wgląd jaki mamy w nowe życie Kinga i Ray jest idealnym uzupełnieniem nowej historii. A oprócz nich, jak cień pojawia też pewien gość z kolorową muszką i szalonym uśmiechem. Nie ma nudy. Ze strony na stronę oczy robią się coraz większe, aż widzimy napis KONIEC. A wytrzeszcz zostaje, bo kolejny tom już 22 sierpnia! 

'Miłość. To była jedyna tortura, jakiej nie znałem.'

Można pisać jak Mickiewicz, można jak Szymborska. Można robić research jak Bonda, albo umoralniać jak Dostojewski, ale nic to jeśli nie umie się czytelnika przenieść do swojego świata. A Frazier robi to doskonale. Na swojej mrocznej scenie zgarnia wszystkie nagrody, a po krwistoczerwonym dywanie może przechadzać się z dumą. Dla mnie? Mistrzostwo. I jak zawsze..

złamane serce! 


Bastuba


'Tyran' T.M.Frazier


'W moim świecie albo zostaje się zabitym, albo trzeba zabić.'

Pojęcie 'syndromu drugiej książki' nie jest nikomu obce. Strach przed tym, że kolejna książka nie będzie tak dobra jak pierwsza. Sięgając po 'Tyrana" zastanawiałam się, czy istnieje pojęcie lęku przed tym, że kontynuacja słabego tytułu może być tylko gorsza. Przestałam o tym myśleć jeszcze przed końcem pierwszego rozdziału. 'Tyran" okazał się przeciwieństwem wszystkich moich obaw. Skradł mój czas, moje myśli, a ostatecznie też oddałam mu serce. 

'każdy się zmienia, krok po kroku, dzień po dniu, a jednocześnie w jakiś sposób zostaje taki sam'

Doe wraca do starego życia. Do zapracowanego ojca - polityka, wiecznie nieobecnej matki, Tanner'a - byłego chłopaka, którego oczy śniły jej się, gdy mieszkała u King'a, a co najważniejsze znowu ma przy sobie syna. Staje się on jej jedyną motywacją, by walczyć o odzyskanie wspomnień, gdy wszystko zdaje się być przeciwko niej. Dziewczyny nie opuszczają jednak myśli o King'u. Wie, że szczerze go kochała i nie rozumie, czemu postanowił oddać ją przy pierwszej okazji. I czemu ją okłamał? Gdzie teraz jest? 

'I'll always be here. You can't make me leave if you got the priest from the exorcist to come remove me. Cause I'm on step above demon... I'm Preppy.'

Gdy czytałam pierwszą część tej serii, bardzo irytowała mnie główna bohaterka, jej niezdecydowanie. Wewnętrzne przemyślenia były mieszanką infantylności i głupoty. Ciężko było mi przebrnąć przez trzy czwarte książki, mimo, że ogólny pomysł na historię uważałam za ciekawy, choć nie koniecznie nowatorski. Pod koniec, gdy akcja przyśpieszyła o dobre cztery razy, a wszelkie zagadki zaczęły się rozwiązywać, wiedziałam, że fabuła ma potencjał na nietuzinkowe rozwinięcie się. Miałam więc pewne oczekiwania, ale jeszcze bardzo ostrożne. To co otrzymałam w zamian, za te minimum wiary w autorkę, to kawał dobrej opowieści. Chwilami 'Szybcy i wściekli' (których uwielbiam i zamierzam obejrzeć wszystkie kolejne produkcje), czasem 'Gray', a to wszystko w mroku Steven'a King'a (ha!). Podczas czytania cały czas czujemy napięcie. Od chwili, gdy Doe wsiada do samochodu ze swoim ojcem i synem, gdzie czeka na nich także Tanner, wiemy, że ta dziewczyna nie trafi na  przyjęcie powitalne z tortem i gronem stęsknionych jej widokiem przyjaciół. Co w tym czasie porabia zdradzony przez senatora King? Bynajmniej nie siedzi bezczynnie. Wie, że dziewczyna należy do niego i zamierza o tym wszystkim przypomnieć. Nawet jeśli poleje się krew. Choćby po trupach.
'I will always find my way back you, baby. Always.'

Wartka akcja, ciekawi, wielowymiarowi bohaterowie, tajemnice, których odkrycie zmrozi krew w żyłach, elementy thrillera z romansem najlepszych harlekinów. Czego mogę chcieć więcej? Kontynuacji! Wydawnictwo Kobiece planuje premierę na maj, i słowo honoru, że ta książka wyląduje na mojej półce szybciej niż zdążę powiedzieć "Lawless". Takie miłe niespodzianki mogę przeżywać codziennie. Frazier wraz ze swoim 'Tyranem' trafia na moją listę książek wartych polecenia. 
'You can be pissed off and still love someone at the same time'

Bastuba

Copyright © CZYTADO