'Płonący lód. Nieczyste zagranie' Monika Rępalska, Patrycja Kuczyńska


' Jednak gdy coś przyciąga do siebie dwoje ludzi, za żadne skarby nie da się przed tym uciec.'

Ile książek powinno wydawać wydawnictwo, aby mieć czas na porządną korektę tego, co nam serwują? Co trzeba zrobić, żeby nie dostawać białej gorączki za każdym razem, gdy zaczynam czytać nową opowieść? Bo to nie tylko Wydawnictwo Novae Res, ostatnio cały czas rzucają mi w oczy błędy gramatyczne, zjadane słowa, litery... Czy korekta śpi? Jest na urlopie? Halo! Pobudka!

' Wiele razy mogła się już złamać, ale za każdym razem podnosiła się jak Feniks z popiołów.'


Lexi wraz z przyjaciółką przyjeżdża do nowej, elitarnej szkoły w Londynie, w której uczą się dzieci najważniejszych osób nie tylko w mieście, ale i w kraju. Dziewczyny są tam tylko dzięki stypendium, co szybko pozwalają im odczuć rówieśnicy. Szczególnie jeden z nich - Knox. Chłopak jest powiązany z rodziną królewską i w szkole traktują go jak króla. Gdy  wpadają na siebie pierwszego dnia, od razu rodzi się między nimi konflikt, który choć bezpodstawny, z każdym kolejnym spotkaniem będzie się tylko nasilał. Ile z tego to gra, a co jest prawdą? Lexi postanowi odkryć, w jakie ciemne interesy są zaangażowani szkolni sportowcy.

' Podobno, gdy rodzimy się, nasza dusza zostaje podzielona na dwie cząstki. Jedna zostaje z tobą, a druga trafia do twojej drugiej połówki. Obie czekają, aż odnajdą się, z daleka wyczuwają się, przyciągając jak magnes. Czy tym moim magnesem jest Lexi? Czy to ona trzyma część mojej duszy?'

Jaki problem mam z tą książką? Lepsze pytanie to jakiego nie mam... Bohaterowie opisani w taki sposób, że wydają się niewiarygodni, trochę papierowi, a przez ciągłe zmienianie zdania, czytelnik ma ochotę wyrzucić swój egzemplarz przez okno. Narracja opiera się na tym, że widzimy świat oczami dwójki głównych bohaterów, opisanych pierwszoosobowo, przez co akcja miejscami stoi w miejscu, ponieważ jedno zdarzenie opisywane jest z dwóch perspektyw, co według mnie jest zbędne. Całkiem oryginalne, ale jednak nie potrzebne. Co jeszcze? A tak! Dalej mamy oklepaną fabułę. Oczywiście najlepsza przyjaciółka Lexi - Lizz, zakochuje się w najlepszym przyjacielu Knox'a - Artemie. 
To jednak nie jest najgorsze. Najbardziej bolą tu błędy w tekście. Cała masa powtórzeń, zdania złożone jakby nie po polsku, i dziwne podejście do odmian niektórych angielskich słów. No bo jeśli tłumaczymy "Big Ben'a", to inne opcje nazwy też powinniśmy. A może ja się nie znam. Who knows.
Dość ciekawe są jednak dwie rzeczy. Po pierwsze, najbardziej popularnym sportem w tej elitarnej szkole jest hokej, w którym oczywiście Knox jest najlepszy. Jako kapitan drużyny na lodzie bywa agresywny i przeciwstawianie mu się, może skończyć się nie tylko siniakami. Drugi aspekt, który w założeniu mógł być mocną stroną tej opowieści, to element gry o dziewczyny, jaką uprawiają hokeiści. Niby nic nowego, a jednak tu całkiem nieźle autorki to obmyśliły. A przynajmniej tak mi się wydaje, ponieważ właściwie wszystko co o tym napisano, jest dość mgliste. Zamiast opisać przebieg gry, znajdujemy tylko informację, że 'grają', i urywki z takowej przebiegu. Cóż, a mogło być tak pięknie. Ostatecznie dostajemy źle napisaną, nie zredagowaną historyjkę rodem z wattpada. Muszę mieć w sobie jednak coś z masochistki, bo jeśli drugi tom wpadnie mi w ręce, to chyba przeczytam... W końcu jeśli "Płonący lód. Nieczyste zagranie" to debiut, można mieć nadzieję, że w przyszłości warsztat autorek się polepszy. Ponieważ z wyobraźnią nie jest tu wbrew pozorom najgorzej, a nadzieja umiera ostatnia, to nie skreślam jeszcze tych dwóch pań. Zobaczymy co będzie dalej. Na razie 3/10.

' Ten chłopak wkradł się do mojego serca... Pomimo tego, jaki dla mnie był, ale może właśnie tym roztopił moje serce. Dostał się dzięki temu do niego.'

Bastuba

'Stand by me' Agata Czykierda - Grabowska


'Obawa o swoje bezpieczeństwo to nie objaw tchórzostwa.'

Uwielbiam motyw muzyki w książkach i filmach. jestem fanką par, które mają 'swoje' piosenki, lecące przy pierwszych tańcach na weselu. Mam też dużą słabość do starych numerów, śpiewanych przez wszystkich chóralnie. A do "Stand by me" Florence and the machine, aż chce się tańczyć. I, jak mamy okazję się przekonać na kartach powieści Agaty Czykierdy - Grabowskiej, nie tylko mi! :) 

'Wiedziała jedno: była cholernie zła, że przyszło jej żyć w czasach, w których kobieta musiała przemykać przez ulice swojego miasta, bojąc się o swoje bezpieczeństwo.'

Paweł i Sara znają się z dzieciństwa. Oboje wychowywali się w małej miejscowości, gdzie każdy każdego zna. Siostra Pawła jest najlepszą przyjaciółką Sary, więc spędzali ze sobą dużo czasu. I jak to się często dzieje, młoda Sara zakochuje się w starszym chłopaku, o czym ten nie miał pojęcia. Od gimnazjum miał bowiem na oku Lenę, która była wielką miłością Kuby, jego dobrego kumpla. A ta przy okazji była siostrą ich wspólnego najlepszego przyjaciela z klasy. Brzmi jak niezły galimatias, prawda?
Długo trwali w tym chaosie, aż tu nagle, podczas ostatnich wakacji, Kuba i Lena po kilku życiowych zakrętach, odnaleźli drogę ku miłości i od tego czasu są przykładem wzorowego związku. Delikatnie złamało to serce Pawła, który niby nigdy do takiej relacji nie dążył, ale dziewczyna była jego wielkim zauroczeniem. Stara się to jednak przeboleć i choć ma na kilka miesięcy znów zamieszkać w swoim rodzinnym mieście, nie zamierza żyć w rozpaczy, a już na pewno nie w celibacie. Tego nigdy nie praktykował. Wie, że ze swoją posturą, wypracowaną na siłowni sportową sylwetkę i urodę, którą szczęśliwie obdarzył go Bóg. Nie może więc narzekać na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej. I chętnie z tego korzysta. Zawsze zaznacza jednak, że nie szuka żony, ale nie wszystkie kobiety akceptują to bez protestów. Ogólnie uznaje swoje życie za dobre.
Trochę inaczej widzi to Sara. Również przybywa do miasta na czas wakacji, ale nie odbywa się to w sielankowej atmosferze. Właśnie rozstała się z chłopakiem, który zerwał z nią pod zarzutem nie poświęcania mu wystarczająco dużo czasu. Gdy wraz z tobołami zjawia się na dworcu, a tam okazuje się, że jedyną osobą, która może jej pomóc dostać się do domu jest Paweł... nie jest szczęśliwa. Wie jakim kobieciarzem jest brat jej najlepszej przyjaciółki i właśnie dlatego szczerze go nie cierpi. Z dawnego uczucia nie zostało nic. Teraz jednak na nowo przyjdzie im wypracować jakąś relacje. I oj.. nie będzie to łatwe.

'Jednego nauczyła się w życiu - jeśli próbujesz kogoś dostosować do swoich standardów, to kiedyś ta osoba cię za to znienawidzi.'

Mam problem z romansami w stylu hate/love, często są bowiem niewiarygodne. Albo kompletnie nie czuć tej niechęci między bohaterami, albo relacja zmienia się tak szybko, że ciężko uwierzyć, że jest to możliwe. Można mówić, że granica między miłością, a nienawiścią jest cienka, ale nie traćmy realizmu. Na szczęście postacie wykreowane przez Czykierda - Grabowską są autentyczne. Nie można zarzucić jej monotonii, przewidywalności czy nudy. To jest naprawdę ciekawy i wciągający romans. Idealny na te wydłużające się wieczory. Problemem jest natomiast korekta. A raczej jej rzucający się w oczy brak. Literówka na literówce, zaniedbania interpunkcyjne nie do przemilczenia. Łatwo stwierdzić, że albo wydawnictwo, albo autorka czegoś tu nie dopilnowali. Możliwe, że skupiając się na super treści, miłych dla oka i palców kartek, oraz na prześlicznej okładce, można przegapić jakiś element realizacji projektu, ale niestety to niedopatrzenie boli. Autorce za książkę daję więc soczystą piątkę, ale wydawnictwo musi się podciągnąć.

'Mężczyźni, którzy słowem nie wspominają o kobietach, które kiedyś kochali, wciąż je kochają.'

Miło się czyta książki, w których możemy dostrzec rozwój bohaterów. To jak zmieniają swoje poglądy, zachowania czy pragnienia. Totalnie kupił mnie humor, ta nieuchwytna chemia i uszczypliwości w dialogach. Ciepła, którym emanuje cała ta historia, nie da się podrobić. Miałam duże oczekiwania, bo pierwszym tomie, którego jestem fanką i zostały zaspokojone. Jest życiowo, są problemy, które mogą spotkać każdego z nas, nic gładko nie przychodzi. Mnie po raz kolejny autorka kupiła. Z przyjemnością będę wracała do 'Stand by me'. 

Bastuba

'Kiedy zniknę' & 'Kiedy wrócę' Agnieszka Lingas-Łoniewska

 


'Poczuł strach, ale wiedział, że to jest właśnie ten moment. Czasem nie mówimy tego, co powinniśmy, chwila mija bezpowrotnie i czujemy zawód, bo nie ośmieliliśmy się wyznać tego, co w danym momencie przepełnia naszą duszę.'

W książkach polskich autorów najbardziej lubię oddanie tej naszej specyficznej mentalności. Nie da się ukryć, że sposób myślenia i zachowanie nie jest w większości kraju tak europejskie, jakbyśmy sobie tego życzyli. Bardziej niż otwartość czy życzliwość, cechuje nas zaściankowość, zawiść i chęć oceniania sąsiadów. O pesymizmie i ciężkim wzdychaniu przed odpowiedzią na pytanie "Co u Ciebie?" nie ma nawet co wspominać. Im dalej w Polskę tym ciekawiej. Z podobnego założenia wyszła Agnieszka Lingas-Łoniewska tworząc najnowsze historie, gdzie za miejsce akcji służy małe miasteczko Rokietnica niedaleko Jeleniej Góry.


'To życie. Nie można wszystkiego zaplanować w chirurgiczną precyzją.'

Mateusz, Leon, Kosma, Wojtek, Weronika, Ewelina, Lena i Matylda. Uczniowie jednego liceum. Jedni bardziej zaprzyjaźnieni, inni mniej. Łączy ich jednak pewna tajemnica, która w każdej chwili może wybuchnąć siłą bomby atomowej. Żadne z nich nie jest tego wszakże świadome, więc wiodą spokojne życie nastolatków, starając się okiełznać hormony, relacje z rodzicami, czy też własne pokręcone dusze. W mieście, gdzie 'gdy kichniesz każdy będzie wiedział kto Ci wytarł nos' (kto wie skąd ten cytat, ten zuch :D ) nie łatwo być jednakże szczęśliwym. 

'Rodzina to bliscy nam ludzie, więzy krwi mogą nie znaczyć kompletnie nic.'

Nikt nie wierzy, że chłopak z małej dziury ma szanse spełnić marzenia o własnym zespole i karierze muzycznej, szczególnie przy matce, która zdała się zapomnieć, że ma dzieci, i opinii outsidera. Mateusz nie traci jednak wiary. Tworzy, śpiewa i stara się być najlepszym bratem dla Matyldy. Ta tymczasem z dnia na dzień ma miej sił, by walczyć z losem. Podobnie jak Ewelina marzy o lepszej przyszłości i wyrwaniu się z piekła, jakim jest dla niej Rokietnica. Po jej drugiej stronie królują natomiast miejscowi bogacze. Kosma, syn znanego aktora oraz Wiktor i Weronika, których ojciec zatrudnia w swoich fabrykach połowę mieszkańców tej dżungli. Imprezy, drogie auta, dobra komórka - to sprawia, że ma się poważanie, a miejscowe plotkary mają używanie. Tak toczy się im życie. Między jedną plotką, a drugą. Nie może być tak wiecznie i gdy młodym zacznie się wydawać, że świat zaczął stać dla nich otworem, jedna chwila zdecyduje o ich dalszym losie. 

'Mamy swoje krzyże, które dźwigamy, chociaż upadamy, podnosimy się i idziemy dalej.'

Książka w typowym stylu New Adult, którą pochłania się w jeden wieczór, bo ze strony na stronę fabuła wciąga czytelnika bardziej. Prosty styl, ciekawa historia, atmosfera thrillera i grono bohaterów, tak zróżnicowanych, że łatwo znaleźć tam postać z którą można się utożsamić. Agnieszka Lingas-Łoniewska na swoim terenie nie ma sobie równych i po każdy nowy tytuł sięgam z dużą przyjemnością, ponieważ oczekiwania dorównują rzeczywistości. Sytuacje i problemy, jakie dotykają mieszkańców Rokietnicy są takie jak nasze, a dialogi spokojnie można usłyszeć na ulicy bez względu na to czy mieszka się w Gdyni, Warszawie czy Szczytnie.  

'Czasem jest tak, że coś spada na nas nieoczekiwanie. Nie potrzebujemy miesięcy czy lat, aby to zrozumieć, wystarczy jedna chwila, moment. Czasami ludzie są sobie pisani, jeśli w to wierzysz.'

Nie sposób nie wspomnieć o wyjątkowej oprawie jaka towarzyszy książce, czyli muzyce wykonywanej przez zespół All The Wrong Ways. Gdy włączy się ją podczas czytania, dodaje to tak wyjątkowego klimatu, że wszystkie szczeliny w fabule zasklepiają się, a postać Mateusza jest o wiele wyraźniejsza. Okładki również wyszły najpiękniej z całego dorobku autorki i mnie kupiły na wejściu. Delikatne, ale oddające nastrój towarzyszący Rokietnicy i jej mieszkańcom. Niesamowite, że mimo tylu napisanych książek Lingas-Łoniewska nadal potrafi zaskakiwać i rozkochać czytelnika w swoich opowieściach. A przy tym nie zamyka się w jednym gatunku. 

'Nie mam serca!
Zabiliście dobrego człowieka.
Nie mam duszy!
Nic już na mnie nie czeka.
Nie mam celu!
Mógłbym zniknąć w tej chwili.
Nie mam jutra!
Bo jutro też mi zabili.'

Dla mnie jest to jedna z ciekawszych propozycji i dla młodszego i dla starszego odbiorcy. Mamy tu tajemnice rodowe, problemy dorosłych i nastolatków, wielką miłość i szaloną nienawiść. Zwroty akcji zaskakują, a zakończenie... Zdecydowanie warte przeczytania!

'Wyrządzone zło wraca.'

Bastuba

'Pocałunek cesarza' Sylwia Bachleda


'Wierzę, że nie ma takiego serca, którego nie da się wyleczyć.'

Nie lubię haremów. Nie lubię pojedynczych, prostych zdań. Nie lubię bohaterek, które wydają się cierpieć na nieleczone rozdwojenie jaźni. A już w szczególności nie lubię, gdy autor wybierając ramy czasowe dla opowiadanej przez siebie historii, nie umie się w nich obracać. Nie chcę być jednak okrutna, więc będzie to wyjątkowo krótka recenzja.

'Każdy walczy o to, czego pragnie.'

Dziewiętnastowieczna Francja. Młoda, piękna Charlotte ma złamane serce. Jej ukochany, Victor, postanowił poświęcić się służbie cesarzowi i w tym celu musi na stałe zamieszkać w Paryżu. Choć początkowo chciał zabrać ze sobą dziewczynę, ostatecznie postanawia się z nią rozstać, ponieważ nie wierzy, że ta będzie szczęśliwa z dala od domu. Coś jednak zdaje się ukrywać, lecz Charlotte nie dostrzega tego. Jest bowiem zbyt skupiona na swych zranionych uczuciach. Czas mija, serce zaczyna się leczyć, nie bez męskiej pociechy, gdy przychodzi list, w których Victor zaprasza byłą miłość do stolicy na wielki bal. Tak rozpoczyna się pierwsza z wielu rozterek dręczących młode serce piękności. Zostać z nowo poznanym, acz jak interesującym Franciszkiem, czy ruszyć do Victora, by poznać Paryż i cesarza Aleksandra? 

'Nie ma nic gorszego od oszukiwania samego siebie.'

Muszę przyznać, że mnie dość ciężko zniechęcić do jakiejś lektury, ponieważ z łatwością przychodzi mi znalezienia plusów w nawet największej szmirze. Przy tej książce wyjątkowo mocno się jednak męczyłam. Denerwowały mnie CIĄGŁE rozterki głównej bohaterki względem oddania komuś swojego serca. Gdy połączy się to z formą jaką wybrała sobie autorka, która musi wyjątkowo nie lubić używania przecinków, gdyż proste zdania królują w "Pocałunku cesarza", małe pozostaje pole do popisu, by jakoś uratować tę historię. A jednak jest światełko w tunelu. Bo sam pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy! Szczerze, gdyby zrobić z tej opowieści thriller, moglibyśmy dostać kawał dobrego dreszczowca. Postać Aleksandra idealnie wpasowała by się w sylwetkę psychopaty, klimat zamku i okalającego go labiryntu byłby świetnym miejscem akcji, a jeśli chodzi o zwroty w fabule czy trzymanie w napięciu, to przyznam, że z tym autorka już teraz świetnie daje sobie radę. Jest to nadal trochę przewidywalne, ale praktyka czyni mistrza. Dostaliśmy natomiast romans, z próbą wplecenia wątków historycznych, i to niestety nie był dobry pomysł. Nawet jeśli przymknąć oko na wszystkie duże niedociągnięcia co do etykiety, czy tego jak w rzeczywistości wyglądały bale czy inne "imprezy" to przedstawienie cesarza jako człowieka, do którego byle kto zwraca się po imieniu, i uchodzi mu to na sucho.. Zbliża nas to do wizji science fiction. 

'Jeśli pewnego dnia zaufasz komuś za bardzo, razem ze wspomnieniami możesz stracić część siebie.'

Sięgałam po tę książkę z nadzieją na coś naprawdę, naprawdę dobrego, więc tym bardziej jestem zawiedziona, że moje oczekiwania tak różnią się od rzeczywistości. Myślę, że problem tkwi jednak w braku doświadczenia, a nie talentu, więc nie skreślam Pani Bachledy definitywnie. Kto wie, może za kilka lat będzie pisać naprawdę dobre opowieści grozy? ;)

Bastuba

'Oczy wilka' Alicja Sinicka


'Płynęłam przez ocean życia, nie bacząc na rekiny, które ocierały się o moje ciało. Wiedziałam, że odnajdę wyspę twoich spojrzeń i uśmiechów.'

Był szał na "Zmierzch", miały swoje pięć minut "Pamiętniki Wampirów". Gdy pałeczkę przejął Gray, do oszałamiającej trupiej sylwetki, groźnego usposobienia i wielkich pieniędzy, doszły niebezpieczne zainteresowania i mamienie niewinnych dziewczyn. Ponieważ cały czas w sercach milionów kobiet pozostaje miejsce dla takich bohaterów, w nasze ręce wpadają powieści typu "Oczy wilka". Czy mnie to cieszy? Nie bardzo. 

'Nawet w idealnym związku coś może się prędzej czy później spieprzyć.'

Lena przyjeżdża do Głębi, niewielkiego miasteczka na Dolnym Śląsku, oddalonego od Katowic o ok. dwieście kilometrów. Niedawno skończyła studia i gdy koleżanka proponuje jej przeprowadzkę do rodzinnego miasta, Głębi właśnie, gdzie nie tylko będzie mogła pracować w zawodzie, ale dostanie też szanse zapomnienia o męczących ją wydarzeniach, bez większego zastanowienia postanawia się zgodzić. Czuje, że właśnie tam jest jej miejsce. Artur to tajemniczy syn najbogatszych ludzi w okolicy. Ich rodzina wykupiła ostatnio fabrykę, która zatrudnia większość ludzi w tym rejonie, teraz też Lenę i jej koleżankę Jolkę. Jak się poznają? To dość niecodzienne spotkanie. Otóż dziewczyna przez nieuwagę wjeżdża w samochód chłopaka. Dalej wypadki toczą się już bardzo szybko.

'Niepamięć rozgościła się w mojej głowie.'


Największy problem jaki mam, polega na dopasowaniu tej historii do konkretnego gatunku. Niby obyczajówka, niby romans, trochę zakrawa o fantastykę. Wzięłam ją z polecenia, książki wydawnictwa Novae Res lubię, myślałam, że będę zadowolona. Nie wiem do końca co zawiodło, ostatecznie jednak czas spędzony na czytaniu "Oczu wilka" uważam za zmarnowany. Cała fabuła mocno naciągana, jedyne co zapamiętałam o głównych bohaterach to kolor oczu, co nie było trudne, a tła czy bohaterów drugoplanowych praktycznie nie ma. Kreowanie przez gros książki wielkiej tajemnicy, która okazuje się być gigantem na glinianych nogach to też słaby zabieg. Jeśli 'Zmierzch' ratował Jacob i porządni antagoniści, a "Pamiętniki Wampirów" kawał soczystej miłości, to tu nie widzę nic, co by mnie interesowało. Zadziwiające, bo raczej nie jestem wybrednym czytelnikiem. Tu jest to o tyle smutne, że ani Artur ani Lena nie wzbudzili we mnie żadnych uczuć. Trzeba mieć wyjątkowy talent, żeby opowiedzieć tak nijaką historię.

'Dzisiejsze słowa nie wymażą wczorajszych uczuć.'

Jeśli ktoś mi powie, że polscy autorzy piszą słabe książki, to już będę widziała o kim mowa. Tu idealnie sprawdza się powiedzenie, by nie łapać trzech srok za ogon. Albo wilków. Choć jestem przekonana, że bajeczka stworzona przez Alicję Sinicką tylko by takowe uśpiła. Nie marnowałyby kłów na te "Oczy". Samo użycie wilczego porównania w tytule, można uznać za pomyłkę. Tak jak całą tę książkę. 

'Jeżeli oddajesz się czemuś bez reszty, wszystko jest możliwe.'



Bastuba

'Twierdza Kimerydu' Magdalena Pioruńska


'A jeśli ludzie czegoś nie znają i nie rozumieją, zwykle się tego boją, a gdy się boją - niszczą'

Autorzy, którzy potrafią zaskoczyć czytelnika są na wagę złota. W dobie telewizji, internetu i ogólnego przesytu informacji i sensacji, wymyślenie czegoś innowacyjnego i świeżego, co jeszcze ciekawi odbiorców, może być trudne. Istotne też, żeby taki pomysł dobrze ograć. Nie jedno mocarstwo upadło podtrzymywane przez gliniane nogi. Tu jednak mamy solidne, co by nie powiedzieć zwierzęco silne, podstawy. Jakie? A dinozaurze. 

'Nie cierpię bezczynności - daje powody do rozmyślania, a ja już dawno przekonałem się, że myślenie donikąd mnie nie doprowadzi. Co najwyżej do szaleństwa'

Anna ucieka z miasta Krokodyli po tym jak jej pokojowa konferencja zrzeszająca zwolenników asymilacji ludzi i dinozaurów zostaje krwawo przerwana. Udaje jej się jednak dotrzeć w pobliże Twierdzy Kimerydu, gdzie przed śmiercią spowodowaną długą wędrówką po pustyni, gdzie człowiekowi grozi dużo więcej niż tylko wysokie temperatury czy fatamorgany, ratuje ją Tyrs Molina. Pół człowiek - pół raptor nie wydaje się do niej przychylnie nastawiony, mimo, że przed ostatnie lata walczyła o polepszenie warunków dla takich jak on. Po co jednak miałby chcieć zmienić coś w życiu, które wypracował? Zgrana paczka przyjaciół, rodzina, którą ustawił według zasad panujących w stadzie, gdzie on jest alfą, panny, które same wchodzą mu do łóżka i wymarzona praca strażnika wąwozu, w której również jest szanowany, dzięki układom z burmistrzem. Nic dziwnego, że ten wręcz idylliczny byt musiał się w końcu skończyć. Nie tylko on nie chce walczyć o odmianę swojego losu. Tycjan i Tuliusz, jego najlepsi kumple tak jak on do tego stopnia przyzwyczaili się do swoich ról, że nie chcą się nawet pokusić o marzenia o lepszym jutrze. Schowani w swoich skorupach, odpowiadając agresją na jakiekolwiek przejawy sympatii, toksyczni jeden dla drugiego. Taki obraz dostrzega Anna już w ciągu pierwszym dni w Twierdzy. A dalej robi się tylko ciekawiej.


'Łatwo jest oceniać kogoś z góry i nim pogardzać z powodu jego inności. O wiele jest coś zrobić i realnie wpłynąć na jego zmianę'

Na początku trzeba zaznaczyć, że to nie jest książka dla ludzi o słabych nerwach. Sama kilka razy byłam bliska wyrzucenia jej przez okno, albo chociaż oblania kwasem. Myślałam 'idź, zgiń i nie wracaj'. Czemu? Bo nie jestem fanką narracji pierwszoosobowej, szczególnie, gdy bohater cierpi na jakiś rodzaj rozdwojenia jaźni, raz jest sobą, raz kimś o sto osiemdziesiąt stopni innym i my razem z nim mamy przeżywać wszystkie wzloty i upadki. Podążać drogą ku rozpoznaniu władnych potrzeb, umiejętności i pragnień. Być obecnym gdy błądzi i raz za razem ponosi porażki. A tu mamy aż cztery takie perspektywy. Szaleńców do wyboru do koloru. Każdy ze swoim wachlarzem ludzkich wad,  czasem podsycanych też zwierzęcym instynktem. To poważnie nie ją miłe klimaty. Co chwila kły, krzyk, ból i przekleństwa. No i seks w każdej postaci. Spoiler nie spoiler, jest to coś, co mnie najbardziej zdziwiło. Czytałam ochy i achy o tym tytule i gdzieś umknęła mi informacja o tematach homoseksualnych. To nie tak, że mam z takimi relacjami problem. To raczej jak z brukselką. Nie lubię, więc nie jem. Ale jak ktoś inny lubi to spoko. Wolność Tomku i tak dalej. Zrobiłam reaserch i myślę, że wolę uprzedzić, że tak, mamy tu taki wątek, niż żeby ktoś miał mieć taki zong jak ja :)

'Ludzie są bardziej przerażający od zwierząt. Dlatego żądzą światem'


Całkiem rozbudowany został też temat prostytucji, relacji ojciec-syn i bycie głową rodziny w młodym wieku, oraz do kiedy trzeba brać pod uwagę własne sumienie, a kiedy wkracza 'dobro wyższe'. I, co mnie najbardziej zaciekawiło, bardzo dokładnie opisane zostało jak różny typ rodziny wpływa na rozwój dziecka i jak wygląda życie w rodzinie patchworkowej. Narracja oddaje pełen naturalizm, tak poprzez szczegółowe i barwne opisy, jak używając tzw. kwiecistego języka.  Każde nowe zdanie skłania do dalszej lektury. Całość prezentuje wysoki poziom, aż przyjemnie się czyta.

'Prawdziwa władza jest przelotnym przywilejem i tylko nieliczni nauczyli się z niej korzystać tak, by nie przeciekała im przez palce'

Debiut literacki nie jest prostą sprawą, więc tym bardziej warto zaznaczyć, że gdyby każdy tak zaczynał swoją karierę, nasze regały biblioteczek uginałyby się od nadmiaru wartościowej treści. Na pewno nie jest to łatwa lektura, szybciej można określić ją wyzwaniem, by zrozumieć co autor miał na myśli. Szczere jednak polecam przekonać się na własnej skórze, co wy z niej wyniesiecie. 

'Albo coś bierzesz, albo zostawiasz to w spokoju. Proste. W życiu wygrywa się konsekwencją'

Bastuba
'A co jeśli to nie ma żadnego znaczenia? A co jeśli liczy się sama nasza postawa i świadomy wybór, którego dokonujemy? Czy wolność zawsze oznacza wygraną?'

'Klątwa przeznaczenia' Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka


'Oczywiste, że w świecie rządzonym wyłącznie przez mężczyzn, niewiasta zapewne nic by nie wskórała'

Polscy autorzy nie mają łatwego życia w wydawniczym świecie. Jeśli dodać do tego pogląd co poniektórych ludzi na kobiety spełniające się zawodowo, można spokojnie stwierdzić, że duet Moniki Magoskiej-Suchar i Sylwii Dubieleckiej stanął na wysokości zadania. Już sama promocja zdecydowanie zasługuje na uznanie, a treść podbija moją ocenę o dodatkowe sto oczek.

'Nie masz wpływu na przeszłość, a jak będziesz w niej bez ustanku brodzić, nie pomoże Ci to w egzystowaniu'

Arienne przybywa do Czarnej Twierdzy, bractwa najemników, rządzonych przez samych mężczyzn. Kobiety, mimo tytuły 'Miledy', stanowią dla nich tylko rozrywkę, a nieliczne mogą ćwiczyć pod okiem wojowników. Nie ma tam miejsca dla drobnych, młodych i szlachetnych magiczek. To przygnało tam jednak Arienne. Chęć ukrycia się w jedynym miejscu, gdzie nikt nie będzie jej szukać. Ah, jest jeszcze oczywiście pragnienie wypełnienia przeznaczenia. Lecz mimo, że dostaje się pod opiekę jednej z bardziej wpływowych Miledy, nie chroni to czarodziejki przed poznaniem najniebezpieczniejszego, najbardziej wybuchowego i niezadowolonego Mistrza ze wszystkich. Bo to właśnie oni rządzą w Twierdzy. Mistrzowie, każdy w swojej domenie. Co zatem stanie się gdy drobna Arienne zostanie wygraną w rywalizacji pomiędzy nimi? I jak przeznaczenie wpłynie na los innych w zamku? I czy słynny owiany złą sławą Severo, mistrz walk okaże się kluczem, którego wszyscy tak szukają?

'Jednak jestem już bardzo stary, skoro czas tak szybko płynie'

 Klimat książki utrzymamy jest w epoce średniowiecza, gdzie najważniejsza była siła fizyczna i pełna kasa. Kobiety nie przedstawiały żadnej wartości i tak były traktowane. Nie podoba mi się to ani trochę bardziej niż reszcie czytelniczek, ale z historią nie ma co się kłócić. To realistyczne podejście, bez zbędnych zabarwień przemawia na plus tej małej cegiełki. Bardzo podobali mi się bohaterowie , barwni i wielowarstwowi. A przede wszystkim nieoczywiści. Często w romansach występują badboy'e, którzy pod wpływem głównych bohaterek zamieniają się w potulne kotki. Tu taki przypadek nie zachodzi. Lew pozostaje lwem. Autorki poruszają tematy walki o władzę, wyboru pomiędzy złem, a śmiercią, oraz miłości w czasach, gdzie takie uczucia są zakazane. Język powieści również przepełnia pełen naturalizm, który pozwala wydobyć charakter poszczególnych postaci. które nie mają w sobie nic z delikatności. Szybciej można określi ich jako rubasznych, nieprzebierających w słowach barbarzyńców. Cóż, w przeważającej większości. Konan Barbarzyńca coś wam mówi, prawda? :) Severo, którego przeznaczenie połączyło z Arienne, bynajmniej nie jest moim typem mężczyzny, ale jego inteligencji i pewnego uroku nie można odmówić. Czarodziejka w swojej nieświadomości jest ujmująca, jak na szesnastolatkę przystało. Bohaterowie drugoplanowi również stanowią godne uwagi tło. 

'Natura ludzka jest jedna, bez względu na wiek'

Myślę, że samą książkę będę mogła uznać za odkrycie roku. Dla wszystkich, którzy nie wierzą, że polscy autorzy mogą dać czadu w fantastyce.... oto dowód, że sroce z pod ogona nie wypadliśmy. Cieszę się, że mam ją na swojej półce i wam również polecam zaopatrzyć się w swój egzemplarz. Są fragmenty, do których będę wracać z przyjemnością czekając na drugą część przygód moich ulubionych przeznaczonych. 

'Wspomnienia są drogie, ale tym bardziej bolą, gdy się wie, że nie można powrócić w ukochane miejsce i do ukochanych ludzi'

Bastuba


Copyright © CZYTADO