WRAP UP WRZESIEŃ 2019



Przeczytałam w zeszłym miesiącu 10 książek, ale tylko 8 tytułów umieściłam na planszy, ponieważ pozostałe dwa będą mieć premierę w okolicach listopada (są typowo świąteczne) i... Obejmę je patronatem! ❄️
Cieszę się z tego bardzo, ponieważ napisać ciekawą książkę świąteczną to według mnie nie lada wyzwanie, a te które Wam za jakiś czas pokaże totalnie trafiły do mojego wymagającego i marudzącego serca 😹

Z książek o których już teraz mogę głośno mówić najlepsza była "Będziesz moja" Diany Brzezińskiej oraz "River" Samanthy Towle 🙏 Obie zaskoczyły mnie tym jak szybko wciągają czytelnika w swój świat i jak wiarygodnych bohaterów wykreowały autorki. Te książki mogę polecać z czystym sumieniem 😊
4/5 dostały też wiersze Aleksandry Steć, ale nie radzę sięgać po nie, jeśli nie lubicie typowo instagramowej poezji. Mi się podobały wszystkie trzy tomy, ale nie ręczę jak, że z Wami będzie tak samo 🤷🏻‍♀️
Na tle innych tytułów wyróżnia się na pewno Miuosh i jego "Wszystkie ulice bogó" 🎶 Nie wiem czy znajdzie się ktoś kto nie kojarzy piosenki "Nie mamy skrzydeł", bo to prawdziwy hit tego artysty, ale nie myślałam, że książka poświęcona jego życiu tak mi się spodoba! To co możemy w niej przeczytać o lokalnym patriotyzmie, o przywiązaniu do rodziny, szukaniu własnej drogi - czytasz i kiwasz głową! Może nie na każdy temat patrzymy tak samo, bo dzieli nas 13 lat, ale po przeczytaniu tej książki zaczęłam się interesować tym co robi i w sumie od miesiąca w moich głośnikach słychać tylko nagrania z koncertów pt. Scenozstąpienie na Stadionie Śląskim 🎵 Cieszę się, że czasem sięgam po biografie, bo zawsze coś ciekawego się z nich wynosi 😁

Można więc podsumować, że wrzesień był dla mnie bardzo dobry czytelniczo, choć w sumie czasu na czytanie nie było tak dużo. Mam nadzieję, że powrót na uczelnie nie sprawi, że pod tym względem będzie jeszcze gorzej 😹🙈



Bastuba 

WRAP UP CZERWIEC 2019


Czasem ocenianie jest proste, a czasem choć dwum książkom dam tę samą ocenę, to jedną mogę szczerze lubić, a do drugiej nie mogę się po prostu przyczepić, choć do autora więcej nie wrócę. Czerwiec był dla mnie miesiącem pod znakiem sesji na studiach, więc myślałam, że i ten miesiąc będzie czytelniczą posuchą, a jednak trochę tych książek przeczytałam. Na pięć z nich czekałam od miesięcy (!) przebierając rękami w oczekiwaniu, i niestety nie wszystkie uniosły ciężar moich oczekiwań. 


1. "Kastor" - Myślę, że wiele autorek, bo tylko z takimi miałam w tym miesiącu do czynienia, uważa że dobra historia obroni się sama, a przecież teraz nawet dzieci wiedzą, że często równie ważne jest to jak coś podasz, a nie tylko czy będzie to smakowało Magdzie Gessler (patrz: Master Chef Junior). Choć uwielbiam klimaty bokserskie, to po tym jak zawiodłam się na "Gordianie" Melissy Darwood, podchodzę do takich książek ostrożniej. Mimo to, pamiętając jak podobała mi się seria "Zakręty losu" Lingas-Łoniewskiej, czy "Łatwopalni" wierzyłam, że miłość do "Kastora" to będzie czysta formalność. Coś jednak nie zadziałało. Rozumiem, że ciągle kobiety marzą o miłości od pierwszego wejrzenia, a facet, który za dnia jest biznesmenem, nocą zaś chuliganem i rozrabiaką, jest spełnieniem ich marzeń, ale na litość! Niech Ci bohaterowie mają w sobie coś więcej niż oklepane schematy! Po co mam sięgać po książkę, która już od pierwszych stron pokazuje mi, że nie dość iż logiki w niej nie uświadczę, to i przewidzę wszystkie zwroty fabuły? No nie. Po prostu smutne nie. 4/10 za postaci drugoplanowe, które mam nadzieję czeka lepszy los w kolejnych częściach tej raczkującej serii. 
2. "Miłość po sąsiedzku" czyli zabawna, trochę pikantna historia, przy której trzeba wyłączyć głowę, a wtedy będziemy bawić się przednie. Już po pierwszej części, czyli "Friend-Zoned" wiedziałam, że autorka luuubi popłynąć pisząc niektóre sceny, ale tu jest tego jeszcze więcej, także logikę czy teorię prawdopodobieństwa zostawmy za oknem. W zamian za to dostaniemy (wreszcie!) ciekawe, barwne postaci, które chemię czuły do siebie od dawna i ta książka to czysta formalność. Niby love/hate, ale więcej tu szczekania niż gryzienia. Dodatkowo autorka porusza kilka ważnych społecznie tematów, jak trudności w zajściu w ciążę, porzucenie przez matkę, czy toksycznego partnera i to w ciekawy sposób, więc tak jak byłam pełna obaw czy autorka pisze książki dla mnie (Friend-Zoned oceniam na... 5? Naciągane jeśli dobrze pamiętam) teraz wiem, że pierwsze koty za płoty! 9/10 i to bez łaski. :) 
3. "Kochaj mnie czule" wzięłam przez wzgląd na autorkę. Polecano mi ją regularnie od tak dawna, że jak tylko miałam okazję przekonać się za co jest tak lubiana nie wahałam się. Tyle, że nadal nie wiem. Dla mnie ta książka to jakiś galimatias. Narracja, główna bohaterka, fabuła, gatunek... Czy tu cokolwiek było na swoim miejscu? Jak dla mnie nie. Odbiłam się od tej książki, bo nie mogę nawet powiedzieć historii, bardzo boleśnie. Czasem żałuję, że jeśli książka do połowy mnie nie porwie to jej nie odkładam. Oszczędziłoby mi to nerwów, bo po każdym takim koszmarku ciśnienie mi się podnosi. Tyle dobrego, że styl Gargaś ma na tyle dobry, że szybko się czyta. 2/10 i nigdy więcej! 
4. "Rozstanie"! Ileż ja czekałam na tę książkę! "Poniżenie" czyli pierwszy tom do tego stopnia wbił mnie w fotel zakończeniem, że myślałam że zacznę obgryzać paznokcie czekając na kontynuację. Na szczęście Wydawnictwo Niezwykłe zlitiwało się nad czytelniczkami (jestem bardzo ciekawa czy jakiś Pan przeczytał, a jeśli tak - to co sądzi) i w czerwcu okazała się kolejna książka Stylo Fantome. A ponieważ nie da rady w tym wypadku bez spoilerów to powiem tylko, że nie dałam 10 dlatego, że ognia było delikatnie mniej niż w poprzedniej części. Po zakończoniu czuję jednak, że jeszcze będzie się działo. Kto lubi nietuzinkowe, ostre i wciągające historie, romanse szczególnie, ta książka daje radę. 9/10 i KIEDY TRZECI TOM!? 
5. "W kajdankach miłości" i... 
6. "Płonąca namiętność" to tytuły, które muszą być jakimś żartem, bo czasy Harlekinów przecież dawno minęły, a coś co w oryginale brzmi dobrze, po polsku nie koniecznie się sprawdzi, nawet jeśli w teorii ma być żartem językowym i grą słów. Na szczęście sprawa dotyczy książek K. Bromberg więc można odetchnąć, zapomnieć o tym jakie mamy tytuły na okładkach, i po prostu zagłębić się w nową dobrze napisaną historię miłością, z dreszczykiem emocji, bo to przecież TA autorka. Ona nie umie na spokojnie i do herbaty. Tu tylko rollercoaster. I niech padnę, jeśli za to jej nie uwielbiam! Cała seria nosi nazwę "Życiowi Bohaterowie" ponieważ każda książka opowiada o innym mężczyźnie ratującym innym życie. Pierwszy jest policjantem, drugi strażakiem, trzeci pilotem śmigłowca ratunkowego. Trzeba przyznać, że wybierane przez autorkę tematy są zawsze podwyższonego ryzyka i to się broni. Bo fabuła jest ciekawa, bohaterowi trójwymiarowi, realistyczni, a co najważniejsze nie idealni i nie przewidywalni. Oczywiście to romans, więc rządzi się swoimi prawami, i choć w pierwszej części nie zgrałam się z fabułą, tak druga kupiła mnie w butach. Jak nie pokochać gościa, który zamiast psa w domu oswojoną świnkę? No jak? Obie polecam gorąco i namiętnie! ;) 


7. "Ja na to jak na lato" jest idealna na wakacje. Po prostu. Lekka, zabawna, dobrze napisana, krótka, ciekawa. Trochę "Moda na sukces" w wersji polskiej, ale dobrze zrobiona, więc nie mam do czego się przyczepić, a nawet jestem ciekawa co wydarzy się w kolejnych częściach. 6/10 i piąteczka dla głównej bohaterki. 
8. "Too late" czyli największa zagwozdka mojego rankingu. Do tego stopnia przejęłam się napisem "tylko dla dorosłych", że spodziewałam się, że Hoover przeora mi głowę z lewa do prawa, więc na każdą stronę patrzyłam podejrzanie, aż doszłam do końca (jednego, drugiego, trzeciego, bo trochę tych epilogów tam mamy) i okazało się, że wcale nie było tak hardcorowo. Myślę, że po lekturze "Poniżenia" mało co może takie dla mnie być, ale w sumie cieszę, że autorka nie poszła dalej. Czytałam niejedną jej książkę, żeby wiedzieć, że warsztatu jej nie brakuję, a "Too late" jest dobra taka jaka jest. Przy okazji muszę przyznać, że cieszę się że zachowano ten tytuł, bo pasuje idealnie. Dla fanów Hoover książka nada się  tylko wtedy, jeśli już wcześniej czytali historie pokręconych postaci, albo są otwarci, żeby taką poznać. Mnie najbardziej podobało się dopracowanie fabuły. Zagłębienie psychiki postaci i ułożenie wszystkich kawałków akcji tak, żeby końcowo tworzyła spójny obrazek. Tak się właśnie pisze książki! Zabieram jedną gwiazdkę dlatego, że książka nie wbiła mnie w fotel, ale pod każdym innym względem - świetna! 9/10. 

Czerwiec i maj był romansowy - jaki będzie lipiec? Przekonamy się. Chwilowo mam większą ochotę na filmy czy seriale niż książki, ale kto wie? Może okaże się że coś się zmieni i przyjdę do Was z jakimś większym WRAP UP'em? Zobaczymy! :) 

Bastuba 

'Cuda za rogiem' Keigo Higashino


"Nie warto polecać na kimkolwiek poza samym sobą. A już na pewno nie na osobie z przeszłości... Nic dobrego z tego nie wyniknie."

Lubię mądre książki. Lubię książki z pomysłem. Lubię odważnych autorów. Lubię połączenia różnych gatunków. Lubię odrobinę magii w powieściach obyczajowych. Lubię po lekturze mieć uśmiech na ustach i chcieć przytulić książkę do serca. Lubię "Cuda za rogiem" Keigo Higashino. 

"Ludzie boją się odpowiedzialności za własne słowa."



W sklepie wielobranżowym Namiya działał kiedyś niecodzienny kącik porad. Jego właściciel początkowo odpowiadał w żartobliwy sposób dzieciakom z podwórka, które w ten sposób zabijały czas, aż ktoś postanowił poprosić o poradę w ważnej sprawie. Tak powstał pomysł, by swoje listy wrzucać za okienną roletę, a odpowiedzi szukać w skrzynce na mleko znajdującej się za sklepem. Starszy Pan latami zajmował się tym niby hobby, nie przejmując się tym, że główny biznes podupada, tak samo jak jego zdrowie. Zbiegiem dziwnych okoliczności do tego właśnie sklepu trafia szajka drobnych złodziei, którzy ukrywając się przez policją są świadkami jak zza rolety wpada do sklepu list. Ktoś prosi w nim o radę, a odpowiedź może zaważyć na czyimś życiu.


" - Jest jedna rzecz, którą zrozumiałem, czytając o problemach przez te wszystkie lata. Często pytający już ma odpowiedź. Chce się tylko upewnić, że myśli właściwie. Dlatego zdarza się, że ktoś po przeczytaniu mojej odpowiedzi jeszcze raz wrzuca ten sam list. Pewnie się spodziewa, że tym razem napiszę to, czego on oczekuje.
 
- Ale sobie utrudniasz życie. - Pomagam ludziom. Moje życie ma teraz sens właśnie dlatego, że nie jest łatwe."

Konwencja powieści Higashino z miejsca skradła moje serce. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością, a jedno życie miesza się z drugim. Żyjąc w ciągłym pędzie nie zdajemy sobie sprawy, że nasz mały świat budują tak samo nasze decyzje, jak i wybory naszych bliskich, czy czasem nawet obcych nam ludzi. Losy każdego człowieka przeplatają się ze sobą i czasem jedna sekunda może zmienić wszystko. Czytając tę książkę miałam wrażenie, że jest to jakaś wariacja historii z "To właśnie miłość" z Alanem Rickmanem czy Hugh Grantem, choć nie ma ona z romansem nic wspólnego. Jest to raczej opowieść o tym, że każdy czasem nie wie jaką drogą podążyć i czy zaufanie własnemu sercu będzie dobrym wyborem. Czy stawianie na czyjeś szczęście ponad nasze to zawsze altruizm, nigdy tchórzostwo? Wiele różnych przypadków, a nie ma jednego sprawdzonego klucza działań.  Nasi bohaterowie tak jak i my, będą musieli się sparzyć, uczyć, szukać. Czasem błądzić i cierpieć. Tu prawdziwość będzie bić po oczach. Uwielbiam sięgać bo japońskich autorów, bo mam poczucie, że przez ich książki przemawia jakaś prawda, jakieś doświadczenie życiowe, które między dobrym piórem i przemyślaną fabułą zmusi czytelnika do refleksji w sposób nie inwazyjny, a odpowiedz nie będzie podana gładko na talerzu. A o to chodzi w czytaniu. To jest to piękno, o którym tyle się mówi. Nie musi być patetycznie, czasem wystarczy, że będzie ciepło. Że się człowiek wzruszy. Że otworzy serce. Nawet, jeśli ktoś je później złamie. 

" - Za dużo myślisz. Bez względu na to, co radziłeś, każdy ostatecznie decydował sam."


Dobrze jest wiedzieć, że każdy człowiek czasem chciałby móc oddać komuś ster i nie musieć się martwić o swoje wybory. O swoje życie. I choć perspektywa posiadania za rogiem sklepiku pana Namiya jest kusząca - to my jesteśmy sobie najlepszym doradcą. Ta książka będzie idealna na wydłużające się już wieczory i do pysznej herbaty z cytryną. Rozgrzeje serce i podeprze na duchu. Będzie jak cichy głos, który podpowie, że serce czasem musi ustąpić rozumowi, choć i temu zdarza się mylić. Błądzenie jest normalne, jeśli tylko znajdziemy w sobie odwagę, żeby te błędy naprawiać. 


"Pomyślał, że być może właśnie tak dochodzi do rozstania. Nie ma jednego jasnego powodu. Gdzieś w sercu następuje pęknięcie, a potem wymyśla się różne wymówki, nagina fakty."
Bastuba

'Wszystko czego pragnęliśmy' Emily Giffin


"Niestety na uczucia nie ma rady - a moje były prawdziwe."

Znacie to uczucie, gdy trafiacie na książkę, która Was wciąga do tego stopnia, że chcecie tylko czytać i czytać, a ona nagle się kończy? Przecież dopiero co do niej usiedliście, a tu już trzysta stron minęło, i historia się skończyła. Autor okazuje się sadystą, bo przecież Wy chcecie więcej. Z radością czytalibyście nawet o tym, jak bohaterowie chodzą co rano po bułki, bo aż tak dobry i przyjemny styl pisania ma Giffin. "Wszystko czego pragnęliśmy" to opowieść, która mogłaby trwać i trwać. 

"Komu jesteś w stanie zaufać na tyle, by w dobrych i złych chwilach być przy nim w pełni sobą?"

Nina jest kobietą, o której można powiedzieć, że ma wszystko. Kochającego męża, syna, który odnosi sukcesy w sporcie i właśnie dostał się na wymarzoną uczelnię, życie na wysokiej stopie, dobre zdrowie i urodę, której można jej tylko zazdrościć. Czuje jednak, że to fasada, a w ich życie powoli wkradła się jakaś rutyna i oziębłość. To co kiedyś było dla niej spełnieniem marzeń, teraz wydaje się tylko przytłaczać. Nie czuje już więzi ani z mężem Kirkiem, ani z synem Finchem, który otoczony luksusem i mając za wzór ojca, nie przekazującego mu żadnych wartości, przestał być słodkim dzieckiem, a stał się rozpuszczonym nastolatkiem. Ciągłe bankiety, przesłodzone i fałszywe koleżanki, także ciążyły z dnia na dzień bardziej. Czy tego właśnie pragnęła?
Tom nie mógł o sobie powiedzieć, że wiódł wymarzone życie. Miał jednak wszystko czego potrzebował, lub tak właśnie chciał myśleć. Dom mały, ale własny oraz pracę, którą lubił, ponieważ pozwalała mu oderwać myśli od codziennych spraw. Choć stolarka wśród bogatej społeczności miasta nie przysporzyła mu szacunku. A to właśnie z nią miał się zmierzyć ten dumny człowiek już niedługo. Z jakiego powodu? Jego oczko w głowie, największa radość i miłość, czyli Lyla, ukochana córka, postanawia wyjść na imprezę bez wiedzy i zgody ojca. Galimatias, który rozpocznie się od tej jednej głupiej decyzji, zmieni życie wielu osób. Tom będzie musiał zawalczyć o honor i sprawiedliwość, jednocześnie analizując swoje życie i pragnienia, od zawsze głęboko skrywane w zakamarkach serca. 

"Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że straciłam syna. Bardzo chciałam cofnąć czas. Zrobić wszystko inaczej. Dać Finchowi mniej dóbr materialnych, a w zamian poświęcić mu więcej uwagi. Więcej z nim rozmawiać, nawet w momencie, kiedy stracił na to ochotę."


Gdy Finch wysyła znajomym nieprzyzwoite zdjęcie Lyli z imprezy, podpisując je rasistowskim tekstem, wszystkich czekają tego niemiłe konsekwencje. Tylko czy to na pewno był on? Jakie jeszcze sekrety skrywa elita i do czego jest w stanie posunąć się rodzic w obronie dziecka?

"Sprawiedliwość to nie tylko coś, na co można zasłużyć. Sprawiedliwość jest człowiekowi potrzebna."

Największym wyzwaniem dla człowieka, który zdecyduje się, mniej lub bardziej świadomie, mieć dziecko, jest późniejsze wychowanie go. Najlepiej na dobrego człowieka. Czy ktoś daje gwarancję, że to się zawsze udaje? Kto decyduje co jest dobre, a co nie? Trudne pytania, często odpowiedz jest niemożliwa. Giffin w swojej książce przybliża nam problemy jakie dotyczą tak rodziców jak dzieci. Poznajemy różne perspektywy, odmienne narracje. Na tych ledwie trzystu sześćdziesięciu stronach porusza takie tematy jak snobizm, samotność w towarzystwie, a nawet rozważa definicję gwałtu. Poznając tę historię lepiej, możemy dojść do wniosku, że nic nie jest takie jakie się z pozoru wydaje, i czasem zostać jest ciężej niż odejść. 

"Materializm sprowadza nas czasem na złą drogę, ale wszyscy potrzebujemy w życiu piękna. Azylu. Domu i ludzi, którzy zawsze będą gotowi nieść nam pomoc."

Dla kogo jest najnowszy tytuł Wydawnictwa Otwartego? Jeśli lubisz, gdy książka skłania do refleksji, a przez całą lekturę nie masz pewności co spotka Cię na końcu, to jesteś tym odbiorcą, któremu polecę "Wszystko czego pragnęliśmy". Nie jest to romans. Obyczajówka to za małe słowo. Jest akcja, są emocje, a wszystko pięknie napisane i zaplanowane. Jeśli wszystkie książki Giffin są takie, to już jestem w drodze do księgarni internetowej, by zrobić nowe zamówienie. PO-LE-CAM! :)

Bastuba

'Bez słów' Mia Sheridan


'Nieważne, kim jesteśmy, musimy radzić sobie z tym co przyniesie los, nawet jeśli okaże się gówniany'

Mam wrażanie, że ostatnio ciągle zaczynam od podkreślenia tego, jak ważne jest, by nie powielać schematów pisząc książkę. Szablonowość, powtarzanie tych samych tematów czy motywów, oklepane zachowania postaci - nie ma co ukrywać, to nie jest fajna sprawa. Wyjątkowym szczęściem trafiam ostatnio hedbak na tytuły bardzo ciekawe. Mia Sheridan zwykła pisać o miłość, która jest przeznaczona, wyjątkowa i niebanalna. W 'Bez słów' też tak właśnie jest. A może nawet lepiej?

'Ona pierwsza mi pokazała, ze mój głos ma znaczenie, a jej miłość sprawiła, że zacząłem w to wierzyć. Czasem tyle wystarczy - jedna osoba pragnąca wysłuchać głosu twojego serca'

Bree przyjeżdża do małego miasteczka, w którym bywała jako dziecko, szukając spokoju i wytchnienia. Wierzy, ze to wyleczy ją z traumy, która ciągnie się za nią od wielu miesięcy. Szybko udaje jej się wynająć mały domek z pięknym widokiem na jezioro i przy okazji poznaje uroczą starszą panią, której od teraz będzie sąsiadką. Ta też podpowiada jej gdzie ma szukać pracy, oraz wprowadza w życie małej społeczności. Bree wykorzystując te informacje wyrusza wydać ostatni grosz i napełnić pustą lodówkę. A ponieważ nasza bohaterka ma niebywałe szczęście, pod sklepem siatki nie wytrzymują ciężaru i cała ich zawartość toczy się po chodniku, aż pod nogi przechodzącego nieopodal młodego faceta. Gęsta broda, długie włosy i sfatygowane ubrania nie zdradzają wieku, ale nie przeszkadza to Bree w próbie nawiązania dialogu, chcąc zatuszować gafę, Ich spojrzenia się spotykają i.... ZONG! Miłość, ślub, dzieci. Kurtyna zapada i THE END? No właśnie nie ;) Scena trwa sekundę, zakupy trafiają do samochodu, chłopak odchodzi nie mówiąc ni słowa, a dziewczyna po chwilowym zdziwieniu macha ręką i nie poświęca temu uwagi. Ot dziwak. 

'Faceci, w sytuacji zagrożenia potrafią się zachować jak skończeni idioci'

Największym plusem tej książki są bohaterowie. Bardzo realni, bardzo prawdziwi. Ich zachowanie szokuje, zastanawia i bawi. Czasem przewidywalni, czasem szamocą się sami ze sobą i przywodzą na myśl, że tak jest w życiu. Odwaga nie jest łatwa, przeciwstawienie się agresji fizycznej i psychicznej również nie. Ileż by dała szczera rozmowa, podzielenie się z kimś tym co leży nam na sercu, ale i na to czasem ciężko się zdobyć. O tym jest ta książka. O rodzajach ludzkich słabości, o jej powodach oraz skutkach. A wszystko ubrane w pełen uroku romans. 

'Najgłośniejsze słowa to te, które sami przeżywamy'

Podział narracji pomiędzy dwójkę głównych bohaterów to również specjalność Sheridan. Nie musimy się zastanawiać, co siedzi im w głowie, dostajemy to prawie na tacy, choć działanie Bree i Archera nie musi być logiczne, nie musimy się z nim zgadzać. Styl nadal jest prosty, język przejrzysty. Wszystkie poruszane wątki łączą się ze sobą i mimo, że występuje pewna przewidywalność w fabule, i wiem, że dla co poniektórych można uznać ten tytuł za przelukrowany, to cholesterol się nam po nim nie podniesie. Uważnego czytelnika jednak chwyci za serce i nie będzie chciał puścić. Wszystko za sprawą specyfiki gatunku jakim jest romans. Przecież wiadomo, że miłość rządzi się swoimi prawami ;)

'Miłość do drugiej osoby zawsze wiąże się z ryzykiem zranienia' 


Czytając Sheridan możemy być pewni tego, że pozwoli nam się odprężyć, płynąc wraz z ciągiem wydarzeń. Oczywiście warto przygotować chusteczki, bo i kilka wzruszeń serwuje nam autorka. Z pewnością, jeśli ktoś szuka dobrze napisanej i przemyślanej historii miłosnej z prawdziwego zdarzenia, to ten tytuł jest idealny. Czysta perełka. 

'Niektóre miejsca i ludzie po prostu do siebie pasują'


Bastuba



Copyright © CZYTADO