WRAP UP CZERWIEC 2019


Czasem ocenianie jest proste, a czasem choć dwum książkom dam tę samą ocenę, to jedną mogę szczerze lubić, a do drugiej nie mogę się po prostu przyczepić, choć do autora więcej nie wrócę. Czerwiec był dla mnie miesiącem pod znakiem sesji na studiach, więc myślałam, że i ten miesiąc będzie czytelniczą posuchą, a jednak trochę tych książek przeczytałam. Na pięć z nich czekałam od miesięcy (!) przebierając rękami w oczekiwaniu, i niestety nie wszystkie uniosły ciężar moich oczekiwań. 


1. "Kastor" - Myślę, że wiele autorek, bo tylko z takimi miałam w tym miesiącu do czynienia, uważa że dobra historia obroni się sama, a przecież teraz nawet dzieci wiedzą, że często równie ważne jest to jak coś podasz, a nie tylko czy będzie to smakowało Magdzie Gessler (patrz: Master Chef Junior). Choć uwielbiam klimaty bokserskie, to po tym jak zawiodłam się na "Gordianie" Melissy Darwood, podchodzę do takich książek ostrożniej. Mimo to, pamiętając jak podobała mi się seria "Zakręty losu" Lingas-Łoniewskiej, czy "Łatwopalni" wierzyłam, że miłość do "Kastora" to będzie czysta formalność. Coś jednak nie zadziałało. Rozumiem, że ciągle kobiety marzą o miłości od pierwszego wejrzenia, a facet, który za dnia jest biznesmenem, nocą zaś chuliganem i rozrabiaką, jest spełnieniem ich marzeń, ale na litość! Niech Ci bohaterowie mają w sobie coś więcej niż oklepane schematy! Po co mam sięgać po książkę, która już od pierwszych stron pokazuje mi, że nie dość iż logiki w niej nie uświadczę, to i przewidzę wszystkie zwroty fabuły? No nie. Po prostu smutne nie. 4/10 za postaci drugoplanowe, które mam nadzieję czeka lepszy los w kolejnych częściach tej raczkującej serii. 
2. "Miłość po sąsiedzku" czyli zabawna, trochę pikantna historia, przy której trzeba wyłączyć głowę, a wtedy będziemy bawić się przednie. Już po pierwszej części, czyli "Friend-Zoned" wiedziałam, że autorka luuubi popłynąć pisząc niektóre sceny, ale tu jest tego jeszcze więcej, także logikę czy teorię prawdopodobieństwa zostawmy za oknem. W zamian za to dostaniemy (wreszcie!) ciekawe, barwne postaci, które chemię czuły do siebie od dawna i ta książka to czysta formalność. Niby love/hate, ale więcej tu szczekania niż gryzienia. Dodatkowo autorka porusza kilka ważnych społecznie tematów, jak trudności w zajściu w ciążę, porzucenie przez matkę, czy toksycznego partnera i to w ciekawy sposób, więc tak jak byłam pełna obaw czy autorka pisze książki dla mnie (Friend-Zoned oceniam na... 5? Naciągane jeśli dobrze pamiętam) teraz wiem, że pierwsze koty za płoty! 9/10 i to bez łaski. :) 
3. "Kochaj mnie czule" wzięłam przez wzgląd na autorkę. Polecano mi ją regularnie od tak dawna, że jak tylko miałam okazję przekonać się za co jest tak lubiana nie wahałam się. Tyle, że nadal nie wiem. Dla mnie ta książka to jakiś galimatias. Narracja, główna bohaterka, fabuła, gatunek... Czy tu cokolwiek było na swoim miejscu? Jak dla mnie nie. Odbiłam się od tej książki, bo nie mogę nawet powiedzieć historii, bardzo boleśnie. Czasem żałuję, że jeśli książka do połowy mnie nie porwie to jej nie odkładam. Oszczędziłoby mi to nerwów, bo po każdym takim koszmarku ciśnienie mi się podnosi. Tyle dobrego, że styl Gargaś ma na tyle dobry, że szybko się czyta. 2/10 i nigdy więcej! 
4. "Rozstanie"! Ileż ja czekałam na tę książkę! "Poniżenie" czyli pierwszy tom do tego stopnia wbił mnie w fotel zakończeniem, że myślałam że zacznę obgryzać paznokcie czekając na kontynuację. Na szczęście Wydawnictwo Niezwykłe zlitiwało się nad czytelniczkami (jestem bardzo ciekawa czy jakiś Pan przeczytał, a jeśli tak - to co sądzi) i w czerwcu okazała się kolejna książka Stylo Fantome. A ponieważ nie da rady w tym wypadku bez spoilerów to powiem tylko, że nie dałam 10 dlatego, że ognia było delikatnie mniej niż w poprzedniej części. Po zakończoniu czuję jednak, że jeszcze będzie się działo. Kto lubi nietuzinkowe, ostre i wciągające historie, romanse szczególnie, ta książka daje radę. 9/10 i KIEDY TRZECI TOM!? 
5. "W kajdankach miłości" i... 
6. "Płonąca namiętność" to tytuły, które muszą być jakimś żartem, bo czasy Harlekinów przecież dawno minęły, a coś co w oryginale brzmi dobrze, po polsku nie koniecznie się sprawdzi, nawet jeśli w teorii ma być żartem językowym i grą słów. Na szczęście sprawa dotyczy książek K. Bromberg więc można odetchnąć, zapomnieć o tym jakie mamy tytuły na okładkach, i po prostu zagłębić się w nową dobrze napisaną historię miłością, z dreszczykiem emocji, bo to przecież TA autorka. Ona nie umie na spokojnie i do herbaty. Tu tylko rollercoaster. I niech padnę, jeśli za to jej nie uwielbiam! Cała seria nosi nazwę "Życiowi Bohaterowie" ponieważ każda książka opowiada o innym mężczyźnie ratującym innym życie. Pierwszy jest policjantem, drugi strażakiem, trzeci pilotem śmigłowca ratunkowego. Trzeba przyznać, że wybierane przez autorkę tematy są zawsze podwyższonego ryzyka i to się broni. Bo fabuła jest ciekawa, bohaterowi trójwymiarowi, realistyczni, a co najważniejsze nie idealni i nie przewidywalni. Oczywiście to romans, więc rządzi się swoimi prawami, i choć w pierwszej części nie zgrałam się z fabułą, tak druga kupiła mnie w butach. Jak nie pokochać gościa, który zamiast psa w domu oswojoną świnkę? No jak? Obie polecam gorąco i namiętnie! ;) 


7. "Ja na to jak na lato" jest idealna na wakacje. Po prostu. Lekka, zabawna, dobrze napisana, krótka, ciekawa. Trochę "Moda na sukces" w wersji polskiej, ale dobrze zrobiona, więc nie mam do czego się przyczepić, a nawet jestem ciekawa co wydarzy się w kolejnych częściach. 6/10 i piąteczka dla głównej bohaterki. 
8. "Too late" czyli największa zagwozdka mojego rankingu. Do tego stopnia przejęłam się napisem "tylko dla dorosłych", że spodziewałam się, że Hoover przeora mi głowę z lewa do prawa, więc na każdą stronę patrzyłam podejrzanie, aż doszłam do końca (jednego, drugiego, trzeciego, bo trochę tych epilogów tam mamy) i okazało się, że wcale nie było tak hardcorowo. Myślę, że po lekturze "Poniżenia" mało co może takie dla mnie być, ale w sumie cieszę, że autorka nie poszła dalej. Czytałam niejedną jej książkę, żeby wiedzieć, że warsztatu jej nie brakuję, a "Too late" jest dobra taka jaka jest. Przy okazji muszę przyznać, że cieszę się że zachowano ten tytuł, bo pasuje idealnie. Dla fanów Hoover książka nada się  tylko wtedy, jeśli już wcześniej czytali historie pokręconych postaci, albo są otwarci, żeby taką poznać. Mnie najbardziej podobało się dopracowanie fabuły. Zagłębienie psychiki postaci i ułożenie wszystkich kawałków akcji tak, żeby końcowo tworzyła spójny obrazek. Tak się właśnie pisze książki! Zabieram jedną gwiazdkę dlatego, że książka nie wbiła mnie w fotel, ale pod każdym innym względem - świetna! 9/10. 

Czerwiec i maj był romansowy - jaki będzie lipiec? Przekonamy się. Chwilowo mam większą ochotę na filmy czy seriale niż książki, ale kto wie? Może okaże się że coś się zmieni i przyjdę do Was z jakimś większym WRAP UP'em? Zobaczymy! :) 

Bastuba 

WRAP UP KWIECIEŃ 2019


Kwiecień był dla mnie miesiącem w którym czytelniczo wyszło moje alter ego, które nie przepada za romansami. Były poradniki, obyczajówki, literatura faktu, książki o tematyce obozowej i duuużo fantastyki. Skąd mi się to więło? Nie mam pojęcia, ale większość z tytułów, które tu dziś zobaczycie, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Niestety nie obyło się również bez rozczarowań, co dość mocno odbije się na ich ocenie. 



Łatwo przychodzi mi wyłowienie najlepszej książki, ponieważ do przeczytania "Wieży Świtu" zbierałam się chyba z rok. Czekałam, aż poznamy datę polskiej premiery "Królestwa Popiołów", ponieważ nie chciałam znowu pokochać świat Maas i być skazaną na kolejne miesiące męczarni oczekiwania "co będzie dalej". Jednocześnie słyszałam tyle pozytywnych opinii o nowelce poświęconej naszej Kaoli / Chaolu, że bałam się czy książka faktycznie jest aż tak dobra. I cóż, jest. Ponad osiemset stron pochłonęłam w dwa dni i totalnie pokochałam występujących tam bohaterów i cały ten nowy świat. W stu procentach jest to wzór dla innych książek w tej tematyce. 

Niestety równie łatwo mogę wskazać najgorszy tytuł na tych planszach i są to "Ci Inni Za Murem" czyli debiut Marty Kruczek. Dość często powtarzam, że lubię sięgać po debiuty, ponieważ w tej sposób poznałam wielu ciekawych autorów i świetne książki, dlatego gdy przeczytałam o czym chce napisać autorka, pomyślałam - super. Temat naprawdę ciekawy - straszny i trudny - ale czegoś takiego na pewno jeszcze nie czytałam. W końcu zoo pełne zombie? Park rozrywki w której główną atrakcją są ludzie o niesamowitej silne, którzy nocą tracą nad sobą kontrolę i stają się rządnymi krwi bestiami? Odważne, szczególnie jeśli skojarzy się to z podobnymi pomysłami, które miały miejsce w historii ludzkości. No bo popatrzcie na okładkę. I z czym Wam się ona kojarzy? A jednak choć pomysł oryginalny i z potencjałem, to wykonanie totalnie siadło. Książka składa się w sumie bardziej z dialogów, bynajmniej mało realistycznych, główna bohaterka z pewnością cierpi na dwubiegunowość, ponieważ regularnie myśli jedno, robi drugie, a potem dziwi się jakie efekty z tego otrzymuje. Wątek kryminalny to żart, bo zachowanie policji przypomina chory sitcom, tylko że w sumie będzie to śmiech przez łzy. Jeszcze nie podjęłam się pełnej recenzji, bo nie wiem jak zrobić to w sposób, który nie będzie wybitnie okrutny, ale w końcu taki post się tu pojawi. 



Z książek, które chciałabym dodatkowo wyróżnić będą na pewno te o tematyce zahaczającej o historyczną, czyli "Czerń i purpura" oraz "Kołysanka z Auschwitz". Obie zaliczają się do tematyki obozowej, choć jedna z nich dotyczy Żydów, a druga Cyganów. Oczywiście podczas lektury nie obyło się u mnie bez łez, ale mocym plusem jest to, że autorzy wybrali formę fabularną, więc osoby które temat ciekawi, ale nie lubią suchych faktów - tu to Wam nie grozi. Mamy za to autentycznych bohaterów, historię która została opowiedziana w bardzo przemyślany sposób, a na końcu sprostowanie, dzięki czemu łatwo oddzielimy fikcję od rzeczywistości. Takich książek brakuje na liście lektur szkolnych i mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni. 

Osobom, które lubią się zmiać z ludzkiej głupoty polecam odkeić nos od telewizora i sięgnąć po "Ludzie. Krótka historia o tym jak spieprzyliśmy wszystko", ponieważ autor w niesamowicie sarkastyczny i złośliwy sposób punktuje wszystkie błędy jakie popełniliśmy jako ludzkość. Można się spodziewać, że było tego całkiem sporo, więc i rozrywka przednia, a i anegdotki do podzielenia się ze znajomymi się znajdzie. Przyjemne z pożytecznym.

Fanom obyczajowek polecam "Czas wyborów". Pełna recenzja jest na blogu, więc tam odsyłam, ale w skrócie ocena 5/5 nie wzięła się z nieba :) 

Mam przeczucie, że maj będzie dla mnie bardziej romansowym miesiącem, ponieważ szykuje mi się kilka wyjazdów, a w drodze najlepiej sprawdza się lekka lektura. Jak będzie - zobaczymy :) 

Bastuba 


WRAP UP MARZEC 2019


Marzec już dawno za nami, ale że czytelniczo wspominam go bardzo dobrze, ponieważ nareszcie opuścił mnie zastój czytelniczy, który był skutkiem sesji, zaliczeń etc., w tamtym miesiącu przeczytałam 13 książek. Jednej z nich nie umieściłam jeszcze na planszy, bo pojawi się na półkach dopiero po 15 maja. Ale z tych co już miały premierę spokojnie mogę Was polecić "Zakochanego przez przypadek", który totalnie skradł moje serce, o czym dobrze wiecie, bo recenzja dawno się na blogu pojawiła, oraz "Najważniejszy powód by żyć", bo tak jak młodzieżówki to nie mój konik, tak ta książka bardzo mi się podobała, dlatego z niecierpliwością wyczekiwałam premiery tomu drugiego. Po ocenach pozostałych tytułów możecie zauważyć, że tylko z "Gordianem" nie bardzo się zakumlowałam, a po za nim wszystkie inne książki mi się podobały, bardziej lub mniej. O tym czy kwiecień był dla mnie równie udany tam znać jutro! :)





Pozostałych recenzji możecie się niedługo spodziewać, szczególnie że premiera "Jagi" od Katarzyny Bereniki Miszczuk już za rogiem, a wraz z nią konkurs na moim instagramie. 😊🔥 Maj będzie dla mnie miesiącem podróży, ponieważ mam w planach uczestniczyć w Influencer LIVE w Poznaniu, oraz w Targach Książki w Warszawie, a w międzyczasie wraz w ramach wyjazdu naukowego wyjeżdżam do Lwowa, dlatego nie wiem na ile aktywny pozostanie w tym okresie mój blog, ale spoko jestem fanką teori, że im więcej ma się obowiązków, tym lepiej człowiek potrafi się zorganizować, to może się okazać, że i recenzje i wpisy z wyjazdów będą się pojawiać na bieżąco. 😁 Trzymajcie za to kciuki! 

Bastuba 

"Odkupienie" & "Przebaczenie" Tillie Cole

 

“Zawsze wierzyłam, że oczy człowieka mogą wiele powiedzieć o jego naturze. O jego naturze i o tym, co ma w sercu.”

“— Kiedyś myślałam, że jesteście tacy sami. Ale teraz… — opuściła ramiona. — Ale teraz widzę, że tak nie jest. Macie inne serca i inne dusze — jedna jest czysta, a druga mroczna. Szkoda tylko, że na tym świecie zawsze wygrywa ciemność.”


Od dawna w moim sercu trwa walka między seriami książkowymi, a serialami już-nie-tylko-telewizyjnymi, a zależnie od humoru szala przechyla się na jedną ze stron. Wreszcie jednak znalazłam taki cykl książek do którego wracam z pełnym zapasem entuzjazmu bez względu na nastrój, ponieważ autorka tak plastycznie przedstawiła fabułę, że wszystkich bohaterów, a jest ich lekką ręką kilkunastu i każdy inny, widzimy wyraźnie przed swoimi oczami. Do tego potrzeba talentu. A Tillie Cole tworząc kolejne tomy "Katów Hadesa" właśnie tego dokonała.

"Czytałem gdzieś, że nie liczy się ilość czasu spędzonego z kimś, tylko to, jak prawdziwi i szczerzy byliśmy podczas tych chwil.”

"Odkupienie" opowiada dalszą historię Kaina, czy teraz raczej Ridera, oraz Harmony. On kiedyś uważał się za proroka, ona wierzyła, że jest kolejną Przeklętą. Dziś oboje wiedzą, że były to kłamstwa, które wymyślił prorok Dawid, dlatego ich pierwsze spotkanie następuje w lochach, gdzie oboje są zamknięci. Dzieli ich cienki mur, przez który słyszą nawzajem swoje łzy i modlitwy. Może się okazać, że będą dla siebie jedynymi głosami w ciemności. Wspólnie mogą znaleźć jednak odkupienie.

“Łatwo jest przymknąć oko na czyjeś grzechy, gdy zaślepia nas miłość. (...) Czysta dusza zawsze znajdzie miłość. Nawet otoczona nienawiścią wcześniej czy później zapragnie miłości.”

*SPOILER ALERT*


"Przebaczenie" jest historią Phebe i AK. Kobieta, dotąd uprzywilejowana żona Judasza, która wierzyła w swoją misję, zmienia zdanie po tym co spotkało jej siostrę Lilah. Wyjątkowa niesprawiedliwość jakiej dopuściła się na niej starszyzna, sprawia że Phebe przejrzała na oczy i zaczęła dostrzegać wszystkie okrucieństwa jakie w Nowym Syjonie były na porządku dziennym. To właśnie był początek jej końca. O końcach AK wie wszystko. Przeżył jeden na wojnie, gdzie służył jako snajper, drugi, gdy spotkała go rodzinna tragedia. Dobrze wie, że jeśli dopuści do sytuacji, by ponownie otworzyć swoje serce, to kolejne cierpienie jest tylko kwestią czasu. Lecz coś go ciągnie do rudowłosej Phebe. Gdy Nowy Syjon przestaje istnieć, a kobieta zostaje uprowadzona przez Meistera, szefa organizacji wierzącej w dominację białej rasy, AK zgłasza się na ochotnika by ją odbić. Nie będzie to jednak spacer po łące, tylko powrót do wspomnieć, które mężczyzna chciał zakopać głęboko w swoim wnętrzu. Prawdziwa droga przez mękę. Dla obojga może być to jednak niezbędne, by pogodzić się z przeszłością, przebaczyć sobie i zbudować nową przyszłość. Tylko czy tego właśnie chcą? Choć różni ich wszystko, mogą okazać się sobie bliżsi niż ktokolwiek mógł przypuszczać.

“Jutro wszystko będzie lepiej. Zawsze jest lepiej, gdy znów wschodzi słońce. Przyniesie nowy dzień. I rozjaśni mrok w twojej duszy.”


Tillie Cole pisze raczej brutalne książki, więc każdego kto choć trochę autorkę zna, sceny w "Odkupieniu" i "Przebaczeniu" nie powinny szokować. Za każdym razem zresztą, przy okazji robienia openboxów na instastory, staram się podkreślać, że seria opowiada o konflikcie i walkach pomiędzy sektą religijną a gangiem motocyklowym. Gwałty, morderstwa czy inne akty przemocy są po obu stronach normą. I nie wiem czy autorka stwierdziła, że jak na czwarty i piąty tom jest to dla jej czytelników zbyt "soft" czy postanowiła wytoczyć ciężką artylerię by przebić się przez wszechobecny pancerz znieczulicy, ale to o czym tym razem czytamy to jazda bez trzymanki. Chciałabym wierzyć, że to tylko fikcja literacka i żaden człowiek nie jest w stanie zmanipulować innych do tego stopnia, że jak marionetki będą działać bez wątpliwości, bez pytań, bo wiara zapewnia ich o słuszności działań ich lidera. Bo gdy na czele Społeczności Nowego Syjonu stanie Judasz w roli Kaina... następuje armagedon. Finał "Odkupienia" sprawił, że do tej pory jak o nim myślę mam ciarki. Do czego doprowadzi Meister i jego hasła o "białej sile" jeszcze nie wiemy, ale to co spotkało z jego ręki czy rozkazu Phebe sprawia, że daję wiarę, iż umysł może zdziczeć. Działać jak zwierzęcy. I chyba wolę myśleć w ten sposób, niż uwierzyć, że tak łatwo jednemu człowiekowi niszczyć innego.

“Człowiek, który jest w stanie zaryzykować wszystko, by odkupić swoje grzechy… Człowiek, który jest w stanie się poświęcić tak, by inni mogli żyć, zasługuje na ocalenie.”

Nie jest to jednak książka historyczna, a autorka nie próbuje nas umoralniać. Nadal są to przede wszystkim romanse. Dość drastyczne, ale nadal jest to przede wszystkim opowieść o sile miłości. I tej romantycznej i tej między rodzeństwem, czy matką a jej dziećmi. Nie spodziewają się, że strony poświęcone temu tak mnie wzruszą. Może dlatego czwarta część "Katów..." jest moją ulubioną. Ciężko wiernie oddać relacje między rodzeństwem, a tu ta więź jest nie tylko silna, ale też bardzo trudna. Ten tom jest najbardziej przegięty, hardcorowy i ciężki do przetrawienia, lecz jednocześnie emocje, które powoduje, gdy choć trochę uruchomi się wyobraźnię, są nie do podrobienia. Gdzieś po drodze polubiłam zarówno Ridera jak i Harmony, która jak dotąd okazała się najsilniejszą, zdecydowaną w tym czego chce, a na co więcej nie zamierza pozwalać, oraz bardzo charakterną bohaterką. To ona inspiruje innych do podobnego zachowania. Podobnie wpływa na Ridera.

“Życie jest naprawdę do dupy, kiedy człowiek jest sam. Naprawdę, kurwa, do dupy.”

Podoba mi się też klimat tych historii. Bałam się, że monologi będą przeciągnięte, albo fabuła będzie mieć nierówne tempo, ale na szczęście okazało się, że wszystko ma tu swoje miejsce i pod tym kątem lektura jest przyjemnością. Do dalszego oglądania oczywiście najbardziej popycha pytanie "Co będzie dalej? Co jeszcze może tu się wydarzyć?" I okazuje się że całkiem sporo. Mamy tu przecież zwroty w fabule, które wbijają w fotel, oraz charyzmatycznych bohaterów drugoplanowych. Mówiąc krótko i ku podsumowaniu, oba tomy zaskoczyły mnie in plus.

“Siła to tarcza, którą można opuścić tylko przed tymi, których kochamy.”


Bastuba

'Uleczone dusze' Tillie Cole



"Na tym polega cały urok wolnej woli, Lilah. Postępujemy zgodnie z własnym wyborem. W przeciwieństwie do tego, jak żyłyśmy w społeczności, tutaj jesteśmy paniami własnego losu."


Często jest tak, że gdy poznajemy daną historię w pierwszym części serii, i od razu widać, że zanosi się na wielotomową przygodę, z niektórymi bohaterami zaprzyjaźniamy się bardziej, z innymi mniej. Gdy przeczytałam "To nie ja, kochanie", szczególną sympatią zapałałam do Flame'a i Maddie, bo wydawali się najciekawsi z całej tej Kaciej familii. Czekałam więc na książkę poświęconą tym konkretnym bohaterom, głęboko wierząc, że musi mi się spodobać. MUSI! To mniej więcej całkiem dokładnie pokazuje jak duże miałam względem tego tytułu oczekiwania. Czy Tillie Cole sprostała oczekiwaniom? Odpowiem niczym rasowy psycholog. To zależy.

"Słowa mogą zranić. Milczenie może uleczyć."


Flame zabił proroka, który od lat znęcał się nad Maddie psychicznie i fizycznie. Wmawiał jej, że jest grzeszna, a jej piękno sprowadza mężczyzn na złą drogę. Mimo, że zawsze miała wsparcie swoich sióstr, dopiero spotkanie groźnego motocyklisty pozwoliło dziewczynie uwolnić się od męczących wspomnień i uwierzyć, że życie ma do zaoferowania więcej, niż cierpienie i strach o każdy kolejny oddech. Szybko okazuje się, że i dla Flame'a to wydarzenie będzie miało przełomowy charakter. Od tej chwili centrum jego wszechświata stanie się drobna brunetka, o zielonych oczach, w których do tej pory zbyt często pojawiało się przerażenie. Mężczyzna poprzysięga, że będzie jej bronił, aż do ostatniej kropli krwi. Te słowa mogą okazać się bardziej prorocze, niż ktokolwiek mógł przewidzieć. 

" - Nazywał mnie debilem. Bo... bo nie patrzyłem na rzeczywistość tak jak inni. (...) Wiem, że jestem inny. Wiem, że nie rozumiem świata tak jak inni. Ale chcę zrozumieć twój świat Maddie. Nawet jeśli to będzie jedyny świat, jaki kiedykolwiek zrozumiem."


Moją największą romansową słabością, jest przyciąganie się przeciwieństw. Skoro więc Flame jest uosobieniem agresji, siły i nieprzewidywalności, a Maddie to strachliwa, delikatna i spokojna dziewczyna, to wcale się nie zdziwiłam, że właśnie oni najbardziej przyciągnęli moją uwagę. Do tej pory pojawiali się na kartkach opowieści sporadycznie, więc przebierałam nogami na myśl, że już za chwilę dostaną własną książkę. Bo ileż ten Flame mógł sterczeć pod oknem pokoju, który Maddie dzieliła z siostrami? Ile raz jeszcze miał narazić dla niej życie, żeby zamienili ze sobą więcej niż trzy słowa? I to inne niż te w stylu "Ty Jane, ja Tarzan. Tarzan chronić Jane"? W końcu się jednak doczekałam, a to w jakich zdarzyło się to okolicznościach, dodało sytuacji dreszczyku. Mężczyzna bowiem wylądował w szpitalu, i to przez Lilah! Kobieta w totalnym amoku strzeliła w kierunku Maddie, a że Tarzan... to jest Flame, był w pobliżu, to przyjął kulkę na siebie. Na ostatnich stronach "Uleczę twe serce" dowiadujemy się, że wypisał się ze szpitala, i odkrywszy, że najmłodsza z przeklętych sióstr przebywa w kościele, wpadł w szał. Co było dalej? Ha! Tego dowiadujemy się w "Uleczonych duszach". Po tej podnoszącej ciśnienie końcówce drugiego tomu, spodziewałam się, że trójka będzie tak naszpikowana akcją, że nikt nie wyjdzie z tego żywy. Nie mogąc doczekać się polskiej premiery, sięgnęłam po oryginał... i przeżyłam głębokie rozczarowanie. Autorka do tego stopnia skupiła się na wiarygodnym przedstawieniu nam przeszłości tej dwójki, że teraźniejszości poświęciła naprawdę mało uwagi. Dodatkowo, ponieważ Flame do rozmownych nie należy, a Maddie nie cierpi na schizofrenię, żeby rozmawiać sama ze sobą, to za wiele dialogów tu nie znajdziemy. Jest za to dużo retrospekcji, wewnętrznych monologów, opisów uczuć i tak dalej. Wbrew pozorom, co niemiara tu psychologicznych odniesień. Wiąże się to zapewne z traumatycznymi doświadczeniami naszych bohaterów, bo i Maddie w Społeczności nie miała łatwo, w końcu po ucieczce Mae była karana poprzez grupowe "zbliżenia" z członkami tej chorej sekty, a Flame był nękany przez ojca. Ten właśnie, nie potrafił zrozumieć, że to iż jego syn jest małomówny, nie oznacza od razu upośledzenia. Karał go za brak kolegów, czy słabe stopnie w szkole. To wszystko przełożyło się na traumy, o których możemy tu wiele poczytać. Pod tym względem dostaliśmy bardzo smutną opowieść. Na szczęście wydźwięk całej opowieści jest pozytywny. Nawet jeśli wydaje się, że cała nadzieja zniknęła, czasem wystarczy zaufać losowi, i odpowiedni ludzie sami do nas trafią. Niekiedy człowiek ma w sobie tyle siły, by po upadku podnieść się samemu, a chwilami okazuje się, że czas załatwia sprawę. Albo dobre serce obok. Takie które zrozumie i wysłucha, zamiast oceniać. Takie które się nie podda, gdy wszyscy inni się odwrócą. Takie, które nie ucieknie na widok blizn, i krzyk bólu. 


"Być może jest tak, że jeśli ktoś wmawia ci coś wystarczająco często, to w końcu zaczynasz w to wierzyć. A potem w twoim życiu pojawia się ktoś, kto sprawia, że to wszystko kwestionujesz. Dzięki niemu zaczynasz wierzyć, że jesteś coś warta."

Trzeba przyznać, że Cole "lubi" w swoich książkach poruszać ważne, ale ciężkie tematy. To też sprawia, że ta część ma w sobie o wiele mniej romansu, niż poprzednie historie. I choć nadal Katom po piętach depcze Zakon, z Kainem na czele, to akcji mamy tu nie wiele. Owszem, jak zawsze zdarzają się skoki napięcia, oraz bezpośrednie starcia, ale nie jest to dla czytelnika park rozrywki. Raczej piaskownica pod blokiem, w której brat bratu zabiera zabawki. A skoro o rodzeństwie mowa, to znowu właśnie epilog dostarcza nam największych emocji. Czwarty tom serii poświęcony zostanie pewnemu prorokowi, i choć Maddie i Flame dostają w mojej tabelce zaledwie 5/10 punktów, to zbliżająca się wielkimi krokami premiera "Odkupienia", została przeze mnie wpisana do kalendarza czerwonymi literami. Czuję, że tam to dopiero będzie się działo!

"Nigdy nie uważałam się za silną kobietę. Ale to niesamowite, ile człowiek potrafi znaleźć w sobie siły, kiedy ktoś, kogo kochamy, w chwili słabości potrzebuje naszego wsparcia. Na jaką odwagę człowiek potrafi się zdobyć, by nie pozwolić kochanej osobie upaść. I jak bardzo człowiek może być szczęśliwy, gdy wpuści do swojego serca drugą osobę."


Bastuba

'Niszczący sekret' K. Bromberg



'Pieprzone wątpliwości. To jak rak, którego nie sposób wykorzenić i który stopniowo rozrasta się na całe ciało.'

Długie oczekiwanie wzmaga radość ze zdobycia celu, bo im mocniej musimy się o coś postarać, tym bardziej to doceniamy. K. Bromberg, a zaraz za nią Wydawnictwo Editio Red, nie chcą nas jednak męczyć i na kontynuację "Mojego zawodnika", przyszło nam czekać zaledwie trzy miesiące. Mam więc już w rękach "Niszczący sekret", który pochłonęłam w jeden wieczór, i muszę opowiedzieć o tym, jak wyjątkowy to romans.

'Wyznanie innym swoich niedociągnięć kryje w sobie potężną siłę. Może i się odsłonisz, ale pokażesz innym, że mogą pokonać swoje ograniczenia.'


Easton, w wyniku knowań nowego zarządu swojego klubu baseballowego, zostaje przeniesiony do drużyny w innym mieście. To mocny cios. I to niespodziewany. Dodatkowo Scout, choć zapewniała, że mężczyzna wrócić w pełni do formy, wydała opinię, która tego nie potwierdza. Wszystko nagle zdaje się walić, a Wylder nie wie już, komu może ufać, a kto tylko udaje, że działa na jego korzyść. 
Scout wie za to, że nie jest dobrze. Właśnie odkryła, że kontrakt podpisany przez Eastona, daje klubowi możliwość przesunięcia go do niższej ligi, albo przeniesienia do niej ekipy. Wszystko zależy od raportu, który ma zdać jego rehabilitant, a w tym wypadku rehabilitantka, czyli właśnie ona. Trzyma w swoich rękach los chłopaka, a ma tylko sekundy na podjęcie decyzji. Nie konsultując się więc z nikim, postanawia zadecydować za niego, i zabrać z rąk zarządu choć jedną kartę. Szybko przyjdzie jej przekonać się, że za ten wyczyn nie czekają jej podziękowania, a miłość, która kiełkowała w jej sercu, zostanie wystawiona na próbę. 

'Nadejdzie taki dzień, że ktoś pokocha w tobie to, czego nikt inny nie potrafi pokochać. Po tym poznasz tę jedyną dla ciebie.'

W książkach K. Bromberg najbardziej lubię to, że zawsze są niesamowicie emocjonalne. Nie dość mi wciąż nowych i nowych pomysłów, która autorka przelewa na papier. Nie jest to oczywistą sprawą, bowiem twórcy przy pisaniu tylu książek o podobnej tematyce, często się wypalają. Tu jednak nadal czuć powiew świeżości. Styl się rozwija, bohaterowie stają się nam coraz bliżsi. Może to zasługa podzielenia tej historii na dwie narracje i rozdzielenia Scout i Eastona między miastami. To sprawia, że lepiej ich poznajemy, widzimy jak radzą sobie z codziennymi problemami, których w świecie sportu nie brakuje, oraz z tym, co czują do siebie nawzajem, mimo wszystkich niesnasek. Bliżej objawia nam się również relacja między rodzicami chłopaka. Do rej pory, bez zagłębiania się w szczegóły, wiedzieliśmy tylko, że nie są już razem, a jego mama, Meg, ma spory problem z alkoholem. Teraz poznajemy kolejne tajemnice tej rodziny.

'Niełatwo jest otwarcie zmierzyć się z konsekwencjami swoich błędów.'

Czym jednak ta historia góruje nad innymi w tym gatunku? Problematyką oczywiście. Nie sztuka napisać gorący romans, o którym czytelnik na drugi dzień zapomni, że miał go w rękach. Talent objawia się, gdy w niby zwykłym romansidle, uda nam się przemycić jakąś głębszą myśl. Jakiś ważny temat, jakiś przekaz, który nie będzie odbierany jako patetyczny czy naciągany. Wszystko musi być tu dobrze wyważone, przemyślane, i przede wszystkim wiarygodne. To właśnie w swojej najnowszej książce osiągnęła Bromberg. Tytułowa 'tajemnica', ma więcej niż jedno znaczenie. Okazuje się bowiem, że SPOILER Easton cierpi na dysleksję. A właściwie nie umie czytać. Litery rozmazują mu się przed oczami ze stresu, co jest zrozumiałe. I zawstydzające. Nie zdradzę jednak nic więcej, muszę tylko podsumować, że morał związany z tym totalnie mnie poruszył. A Scout? W ciągu kilku tygodni straci ojca, więc ciągle stara się spełnić jego największe marzenie. Ale czy to co ten jej mówi jest prawdą? Czy największym marzeniem umierającego człowieka może być jakaś materialna nagroda, gdy ma świadomość, że zostawi samą ukochaną córkę? Dla mnie? Jedna z najlepszych książek tej autorki. 

'Stare rany trudno wyleczyć, gdy się je rozgrzebie.'


Bastuba


'Deep' Kylie Scott


'Randki powinny być reglamentowane - tylko dla osób dorosłych i nie dla gwiazd rocka.'


Vegas owiane jest legendą. Co się tam zdarzy, ma pozostać tajemnicą. Wiadomo jednak, że nie zawsze tak się da. Kylie Scott wykorzystuje w swojej najnowszej książce popularny motyw, i tym sposobem znowu namiesza w życiu swoich bohaterów. 

'- Z mojego punktu widzenia wynika, że gówniane sprawy są w gruncie rzeczy bardzo proste, gdy już uda się dojść do sedna. A jeśli chodzi o sprawy sercowe, to sami decydujemy, co słuszne, a co nie. Co robić, gdzie iść. To proste.'


To była miłość od pierwszego spotkania. A przynajmniej silne zauroczenie. Ben Nicholson miał w sobie coś, co przyciągało do niego na co dzień nieśmiałą, i nie zainteresowaną płcią przeciwną Lizzy. Z dnia na dzień stał się jej obsesją. Mimo, że był od niej osiem lat starszy, postanowiła skierować na siebie jego uwagę. A nie było to trudne, bo jej siostra właśnie weszła do 'rodziny' "Stage Dive", w której Ben był basistą. Najpierw zdobyła jego numer telefonu, potem długo wymieniali wiadomości, było kilka spotkań, aż w końcu w Vegas dopięła swego. Ben na jedną noc był jej. Dziewczyna pragnęła, by trwało to wiecznie, i choć nie przewidziała konsekwencji, w pewien sposób wspomnienia namiętnych chwil z rockmanem, miały jej już nigdy nie opuścić. Bowiem niedługo po powrocie, okazało się, że na pewnym teście, dostała dwie czerwone kreski. 

'Cóż, niektórzy ludzie po prostu są jak samotne okręty. Dla wszystkich najlepiej, gdy pozostają sami. Potrzebują wolności bardziej niż miłości i towarzystwa.'

Rozczarowanie ma gorzki smak. Czekanie długo na jakąś książkę, która w rzeczywistości nas zawodzi? Słabe. Seria "Stage Dive" była do tej pory dla mnie miłą rozrywką, idealnie nadającą się na długi wieczór, po męczącym dniu. Fabuła całkiem oryginalna, może nie zaskakująca, ale dawała radę. Trzeci tom serii, czyli 'Lead' nawet podbił moje serce, a historia Jimmy'ego bardzo mnie poruszyła. Dużym plusem tamtej opowieści, była charyzmatyczna główna bohaterka. W 'Deep' nie ma żadnej z tych rzeczy. Przez większość czasu wieje nudą, Lizzy i Ben na zmianę rozstają się i schodzą, a jedyną zmianą są kolejne europejskie miasta w trasie koncertowej zespołu. Co prawda, szaloną rzeczą była ich wspólna noc w Vegas, ale autorka jakby bojąc się, że to za dużo, resztę książki napisała bardzo zachowawczo. Dostajemy wiele retrospekcji, które niby mają nam przybliżyć relację między bohaterami, i udowodnić, że od dawna coś ich do siebie ciągnęło, ale dla mnie nie ma tam żadnej chemii. Gdyby nie śmieszne dialogi, inicjowane przez Mala, czy moja ulubiona para, czyli Jim i Lena, którzy także przechodzą w tej części na kolejne etapy w swoim związku, to nie wiem czy chciałoby mi się przeczytać ten tom w całości. A pozwolę sobie zauważyć, że ma zaledwie dwieście pięćdziesiąt stron. 

'- Dlaczego media zawsze zestawiają kobiety z seksem? Z iloma kobietami spałeś?
- No... nie liczyłem.
- Widzisz. Nie sugerują, że jesteś męską dziwką, choć pewnie spałeś ze znacznie większą liczbą osób niż ja.'

Nie jest tak, że tylko dno, wodorosty i pięć metrów mułu. Jest coś, co bardzo mi się w 'Deep' podoba. Jest to morał. A właściwie dwa, jeśli nie trzy. Nie będę zdradzała wszystkiego, bo nie chcę robić za psuj zabawę, ale nie jest tajemnicą, że w tej części nasza główna bohaterka zachodzi w nie planowaną ciążę. Niby się zabezpieczyli, niby tylko jeden raz, a jednak stało się. I co teraz? Podoba mi się, że autorka podkreśliła wagę tego, żeby rozsądnie podchodzić do decyzji, które mogą wpłynąć na więcej żyć, niż 'tylko' nasze. Bo później nie można powiedzieć 'ups' i odwrócić głowę. 

'Zawsze znajdą się jacyś debile powtarzający głupoty i próbujący cię sprowokować. Ściągnąć w dół. Robią tak, bo ich własne życie jest żałosne. Nie możesz pozwolić, by wygrali.'


Komu podobały się poprzednie części, ten z tej też powinien być zadowolony. Sama ciesze się, że jednak przeczytałam ten tom, ponieważ znalazło się tu kilka zaskakujących zwrotów akcji, dotyczących bohaterów drugoplanowych, które mogą być ciekawie rozwinięte w kolejnych książkach z tego cyklu. Pozostaje mi mieć nadzieję, że z tymi postaciami w rolach głównych polubię się bardziej, niż z Lizzy i Benem.


'Każda miłość jest inna, tak jak każda relacja dwojga ludzi. I nikt,  kto patrzy na to z boku, nie jest w stanie zrozumieć wszystkiego. '

Bastuba

'Nawet podszyty nienawiścią gniew może się do czegoś przydać. Trzeba go tylko odpowiednio skanalizować.'


'Sponsor' Tom 1 K. N. Haner




Takiej K. N. Haner jeszcze nie znacie! Gdy nieśmiałość zderzy się z namiętnością, powstanie historia, która musi złamać serca czytelników. Tam, gdzie wszystko wydaje się oczywiste, nic nie jest takie, na jakie wygląda.

Nathan jest sobie panem. Żyje jak chce, pracuje na własny rachunek, nie ma stałej partnerki, więc nikt go nie ogranicza. Jest zdrowy i bardzo szczęśliwy. I lubi się tym dzielić. Kalina też jest zdrowa i szczęśliwa. Studiuje na wymarzonym kierunku, w domu zawsze czekają na nią kochający rodzice i siostra, nie musi sobie niczego odmawiać. Ma najlepszego przyjaciela, miłości nie szuka. Czego może chcieć więcej? Niefortunny wypadek przecina drogi Nathana i Kaliny, sprawiając, że oboje na chwile zostają wytrąceni ze swoich uporządkowanych światów. Gdy dziewczyna, choć początkowo wydaje się być najzwyklejsza na świecie, przyciąga uwagę mężczyzny, ten postanawia złożyć jej pewną propozycje. Będzie ona początkiem historii, której nikt by się nie spodziewał. 

' Iść na łatwiznę i wzbraniać się przed uczuciami to tchórzostwo. Nathan nie był tchórzem. Wiedział, że z Kaliną nie będzie łatwo. Ta dziewczyna była inna od wszystkich, których znał. Zbyt dobra dla innych, zbyt wrażliwa na nieszczęścia tego świata i zbyt naiwna, bo naprawdę chciała go poznać i dać mu kolejną szansę. Jeśli ją zawiodę, to tak, jakbym zabił anioła. To niewybaczalne. Chciał podjąć to ryzyko. Lubił ryzykować, ale nigdy nie grał w miłosną ruletkę. Nie był w tym dobry, bo hazard nie leżał w jego naturze. Życie to gra, a prawdziwe uczucia dodają mu prawdziwych emocji, wrażeń, doznań. Nathan chciał tego wszystkiego i był gotowy, by przeżyć to z Kaliną.'


Kasia Haner przyzwyczaiła nas to tego, że stworzeni przez nią bohaterowie są pełni sprzeczności. Mogę jednocześnie czegoś nienawidzić i tego pragnąć. Mogę kochać i odtrącać. Mogą być do bólu przewidywalni i zaskakujący zarazem. Nie do zrobienia? Uderzcie w stół, a Kasia się odezwie. Historia Kaliny i Nathana spodobała mi się właśnie dla tego, że mogła być kolejną opowieścią o zahukanej dziewczynie, która nagle odmienia się nie wiadomo jak i dlaczego o sto osiemdziesiąt stopni, mężczyźni padają przed nią na kolana, ona wybiera Nathana i koniec. Happy End. Tu na szczęście dostajemy coś więcej niż tylko oklepane schematy. Autorka wzięła na tapetę popularny temat - sponsoring - i pokolorowała go po swojemu.

'Każda dziewczyna potrzebuje czuć się bezpieczna przy mężczyźnie. To podstawa związku, na który przecież oboje się zdecydowali.'


Każdy z nas, gdy myśli o sponsorach, ma w głowie określony obraz takiego mężczyzny. Może być albo bogaty, z nadwagą i żoną, której w głowie tylko kosmetyczka i kochanek z siłowni, więc zaniedbany mąż musi szukać rozrywek gdzie indziej, albo jest to młody byczek, który uważa, że jest zbyt zajebisty, by spędzić życie u boku jednej dziewczyny. Oczywiście ten też jest bajecznie bogaty, najpewniej po tatusiu. W te schematy dumnie wkracza Nathan, rozwalając te wizje w drobny mak, gdy krok po kroku, strona po stronie odkrywa przed nami karty z motywami swojego działania. Czy jest w tym miejsce dla Kaliny? Czy mężczyzna chce ją do siebie dopuścić? Ha! Nic nie powiem. Wszystkiego musicie dowiedzieć się sami. :)

'Dawać komuś szczęście a kupować je to dwie zupełnie inne sprawy.'


A okazja się nadarza, bo choć premiera "Sponsora" dopiero 14 listopada, to na moim instagramie ruszył właśnie konkurs, w którym jest możliwość zgarnięcia swojego egzemplarza. W środku znajdziecie również moją rekomendację, ponieważ szczerze tę książkę polecam. Zabawa trwa do 11.11.2018 r. , bym 12.11.2018 r. mogła wyłonić zwycięzców, wysłać książki i byście wraz z premierą mieli je u siebie. Zadanie konkursowe jest banalne, bowiem trzeba jedynie opowiedzieć jaka książka złamała wasze czytelnicze serce. Dwie najciekawsze odpowiedzi nagrodzę "Sponsorem". Także do biegu.. Gotowi? Start! Książki czekają na nowym właścicieli.


'Tak naprawdę ludzie nie powinni oceniać innych ludzi, ale właśnie na tym teraz stał świat. Na ocenianiu, planowaniu. Nie było miejsca na błędy, które popełniamy przecież na każdym kroku. Niektórych te błędy kosztowały niewiele, ale Nathan wiedział, że z jego przeszłością każdy błąd mógł kosztować dużo.'
Kto do tej pory nie znał stylu Kasi, tego muszę ostrzec, że autorka nie bawi się w delikatność. Jej książki są ostre, konkretne, bardzo zmysłowe i niepozbawione scen dla dorosłych. Możecie czytać ją przed snem, ale na pewno nie jako dobranockę. Perspektywy zarówno Nathana jak i Kaliny pisane są w trzeciej osobie, ale nie uciekają nam przy tym wypełniające ich emocje. Praktycznie od początku lektury wszystkie nerwy mamy napięte jak postronki, a przy końcówce mogą nam na głowie nie pozostać żadne włosy. Ewentualnie siwe. Nie bójcie się jednak. Ponieważ czeka nas drugi tom, mogę zapewnić, że i tam adrenaliny nam nie zabraknie. Nie bez powodów Kasia dorobiła się dumnego miana "Królowej Dramatów" :)
'Nathan nigdy nie wierzył w siłę słów. To czyny świadczyły przecież o człowieku.'
Czy możemy przez moment skupić się na okładce? Czyż nie jest prześliczna? I tak różna od dotychczasowych opraw, które zdobiły książki Kasi Haner. Mi kojarzy się z jedną ze scen, którą możemy przeczytać w "Sponsorze" i to jeszcze podbija mój zachwyt nad nią. Bo mimo, że mamy tu romans pełną gębą, to okładka jest delikatna, subtelna i faktycznie zachęcająca do kupienia. Miło jest widzieć, że nawet przy tym gatunku można uniknąć gołych męskich klat. :)
'Czy zawód miłosny jest powodem, by niszczyć komuś życie?'
Miło jest sięgać po tytuły, które mogą jeszcze czymś zaskoczyć czytelnika, bo choć wydawać by się mogło, że już wszystko zostało wymyślone i napisane, to wcale tak nie jest. Dla mnie "Sponsor" może nas dumnie reprezentować i udowodnić, że czytanie polskich autorów to nie nuda. Bo choć wiele można o tej książce powiedzieć, to nudna nie jest na pewno. Mówi natomiast o tym co w życiu ważne, ile można poświęcić dla kogoś kogo kochamy i jak los każe tych, którzy nie doceniają swojego szczęścia. Z nutką humoru możemy poczytać też o tym jak w dzisiejszym świecie nie powinno się wychowywać dzieci.
'I może to wszystko, co mówię, jest głupie i niedojrzałe, ale dla mnie to właśnie jest miłość. Czuć się przy kimś wyjątkowo, nawet jeśli jest się najzwyklejszą dziewczyną na świecie.'
Osobiście przed lekturą polecam zaopatrzyć się w winko, lub tak jak ja w ciepłą herbatę, przykryć syrki kocem, pod ręką mieć chusteczki i zapewnić sobie wieczór bez dzwoniącego telefonu czy innych rozpraszaczy. Zaręczam, że od tej książki nie łatwo będzie Wam się oderwać. A długie wieczory, aż się proszą, by spędzić je przy dobrej, rozgrzewającej cegiełce. Choć te pięćset stron przyjemnie będzie połknąć na raz. :)
'Więzy krwi nie świadczyły przecież o tych samych cechach osobowości, a w ich przypadku były dowodem na to, że każdy człowiek jest indywidualnością. Nieważne, w jakiej rodzinie się wychował.'

Bastuba

'To nie ja, kochanie' & 'Uleczę twe serce' Tillie Cole



' Nie można ciągle siedzieć w bańce ochronnej. Życie ma więcej do zaoferowania.'


Miłość bywa skomplikowana. Nie bardzo mamy wpływ na to z kim nas ona połączy, choć można mieć swoje preferencje. Jedni wolą blondynki, inni rude, a niektórzy nie zwiążą się z kimś, nie czując głębszej więzi, obojętnie jak piękny by był. Amor nie ma tu nic do rzeczy, bo wszystkie karty znajdują się w rękach Tillie Cole!

' - Uroda nie ma dla mnie żadnego znaczenia.
- Ponieważ jesteś piękna. Obydwoje jesteśmy. Atrakcyjni ludzie zawsze pieprzą, że dla nich uroda nie jest ważna.'


Styx jest prezesem w klubie motocyklowym. Razem ze swoimi Katami Hadesa budzi strach nie tylko w okolicznych miastach, znają go bowiem w całym stanie, jeśli nie dalej. Jego przywództwo, mimo, że bezapelacyjnie zasłużone, gdyż jego ojciec też był prezesem i uczył go do tej roli latami, nie było łatwe. Od urodzenia prawie wcale nie mówi. Przy wielkich staraniach co najwyżej trochę się pojąka. Przekuł jednak tę ułomność w atut i tak został Milczącym Katem. Postrachem.
Mae całe swoje życie spędziła w zakonie. Sekcie, która wykorzystując zmienione Słowo Boże zgromadziła społeczność, która wierzy, że jest narodem wybranym. No, z drobnymi wyjątkami, do których dziewczyna się zalicza. Owa sekta uznała bowiem, że piękno jest przeklęte, stworzone przez szatana. Te cztery przeklęte kobiety przez całe swoje życie wierzyły, że nie czeka je nic po za cierpieniem, bo tylko na to zasłużyły. I tak rzeczywiście przez długi czas było. Oczywiście zamknięcie to nie jedyne co musiały znosić. Starszyzna, z prorokiem Dawidem i apostołami na czele, głosiła, że aby odkupić duszę muszą się z nimi "zespolić", bo oczywiście są oni wysłannikami Boga. I tyle o nich, bo dalej robi się tylko straszniej. 


       ' Ten kto mieszka w szklanym domy, nie powinien rzucać kamieniami.'

Styx w dzieciństwie spotyka Mae, ale spędzają ze sobą tylko chwilę. To wystarcza jednak, by bez pamięci zakochał się w oczach dziewczynki, tak smutnych i przypominających wilcze, że przez lata nie może wyrzucić ich z głowy. Gdy dane im będzie się znowu spotkać, wywrócą sobie nawzajem życie do góry nogami. 

' Nie szukaj wymówek tylko po to, żeby wieść gówniane życie. To nie jest żadna filozofia. Jeśli czegoś nie lubisz, to znajdź coś, co lubisz. Jeśli nie lubisz przebywać w czyimś towarzystwie, trzymaj się, ku*wa, od niego z daleka. Chcesz zmienić swoje życie, to rusz dupę i je, ku*wa, zmień.'


Dotychczas wszystkie książki Cole, które czytałam mocno mną wstrząsały. Tak samo jest i tym razem, a to za sprawą krótkiej informacji, że wszystko o czym autorka pisze o zakonie jest oparte na faktach. Gdy czyta się o wszystkich tych okropieństwach i ma się świadomość, że to nie fikcja, że ktoś tego doświadczył, to uderza to w człowieka podwójnie. Mimo, że romans jest tu głównym wątkiem, a narrację w obrębie zakonu dostajemy w małych ilościach, jest to bardzo emocjonalne. Styl i wrażliwość autorki pozostają nie do podrobienia i choć fabuła nie jest bardzo odkrywcza, to są takie zwroty akcji, że można wyskoczyć z kapci. Bardzo ciekawa jest też scena bohaterów drugoplanowych, którzy w następnych tomach przejmą pałeczkę głównych postaci. Prawdziwą petardą jest jednak główny antagonista.. Pomysł dorównał wykonaniu i wyszło super. Historia w tej części jest wciągająca i dobrze napisana, choć nie pokochałam opisanego w niej romansu. Po prostu nie klikło. 

' Cóż mała, mam nadzieję, że się w tobie nie zakocham, bo zawsze, gdy się zakochuję, szlocham.'
Ten sam "problem" mam z tomem drugim. jest to klasyczna kontynuacja w romansach, gdzie przyjaciółka głównej bohaterki z jedynki, zakochuje się w przyjacielu głównego bohatera. Niby nic, a jednak.. Coś w nich jest. Ta miłość jest wyjątkowa, bo od początku do końca dla obojga niesamowicie wyniszczająca.
Ona głęboko wierzy, że jest przeklęta i nikt jej nigdy szczerze nie pokocha, bo jej uroda oślepia i mami. Lata spędzone na posłuszeństwie kapłanom sprawiły, że przestała wierzyć, że jest czegoś warta. Że jest czymś więcej niż tylko "ładną buzią".
On lubił ładne buźki. Sam brzydki nie był i często z tego korzystał. Lubił szaleć, czerpać z życia garściami, a wierny był tylko braciom - Katom. Pojawienie się w jego życiu Lilah wywróciło rutynę, bo w przydziale przypadło mu opiekowanie się dziewczyną i przystosowanie jej od nowa do społeczeństwa. I choć często wiązało się to z zabawnymi sytuacjami, samo to jak odizolowana okazała się być, było smutne i przerażające. Ale właśnie to pomogło zmienić Ky'a. I to jest to, co podoba mi się w tej książce najbardziej - zmiana. Powolna, urocza, prawdziwa. Styx nie musiał się zmieniać dla Mae, ale zanim między Delilah i Kyler'em zaczęło się dziać, musieli mocno popracować sami nad sobą.



' Największą sztuczką diabła było to że udało mu się przekonać świat, że nie istnieje.'


Obie te książki są mocno psychologiczne. Każda pokazuje inny obraz człowieka, którego dotknęło prześladowanie i wyzysk. Możemy lepiej poznać rządzące nimi mechanizmy, choć zrozumieć się tego nie da. Do tego potrzeba by włożyć ich buty, a tego nikomu nie życzę. Podoba mi się jednak, że po za wątkiem romansowym mamy tu jeszcze politykę, walkę między gangami, zdrady i wiele innych. Cieszę się, że i pomysł i wykonanie jest na wysokim poziomie. Więc.. Cole? Polecam! :)

'Życie jest ciężkie. Śmierć jeszcze gorsza.'


Bastuba

' Jeśli się żyje wystarczająco długo w piekle, kochanie, człowiek sam staje się grzesznikiem. Po co próbować być dobrym , kiedy ludzie już zdecydowali, że dla ciebie już za późno na ocalenie.' 



Copyright © CZYTADO